Wiem, że są dziesiątki ciekawszych rzeczy do roboty niż śledzenie transmisji "na żywo" jaką zafundowała nam Najwyższa Prawda (jako chyba jedyna z tzw. opiniotwórczych) - ale że na dworze mróz to z kronikarskiego obowiązku nie mogłem się powstrzymać. I jak zwykle jestem zażenowany zachowaniem kiboli - po raz kolejny nie potrafili dostosować się do konwencji widowiska.
Od kilku dni, zgodnie z najlepszymi standardami wpajanymi młodym adeptom przez samego Siwowłosego Ketmana narastało budowanie napięcia przed zapowiedzianymi na dzisiaj marszami kibolskiej swołoczy protestującej przeciwko własnemu bezpieczeństwu (co tylko świadczy, jakim stadem baranów są - skoro COS i Policja chcą dla nich jak najlepiej). Pojawiały się, najpierw nieśmiało - upchnięte na stricte sportowych zakładkach - artykuły pełne autentycznej grozy, że oto Stolica po raz kolejny w swojej nieszczęsnej historii obrócona zostanie w gruzy.
Wreszcie nastał 11 luty. Czerwony pasek został w gazecie.pl przygotowany, stażyści (doświadczeni dziennikarze nie mają tak czerstwego humoru i nie robią takich byków - tak sądzę, acz z czerskiesami nigdy nie wiadomo) dostali swoje śmieciowe umowy o dzieła, herbata w czerwonych kubkach (nie pomylić z kubkiem Szefa, w którym pływa co innego - nie dla młodzieży) paruje, łapy na klawiaturach - wszystko gotowe.
Pierwszy zgryz - kibice Krakowa odwołali marsz. Pojawia się pewien zgryz, bo trudno się teraz spodziewać, by kibole Legii naparzali się sami ze sobą. Palce nad klawiaturą drgają nerwowo - i wreszcie wpada do głowy pomysł na notkę: "Mamy nieoficjalne informacje, że mimo odwołania marszu w pociągach do Warszawy zmierzają grupy kibiców Wisły. Czy to oznacza konfrontację?". A więc nie wszystko stracone.
Bardziej doświadczeni koledzy z redakcji, którzy niejeden marsz potrafili już zohydzić (winszuję umiejętności pracy w sobotnie wieczory, Panie Blumsztajn!) podpowiadają życzliwie, by wyśmiać i uwypuklić, że napinaczy jest tak mało. Zawsze to coś. Pojawia się i dobry znajomy, przyczajony pisowiec i faszysta : ""Staruch" rozwiązał demonstrację - na Stadion Narodowy idzie delegacja zaledwie kilku kibiców w otoczeniu wielu fotoreporterów. Będziemy jeszcze potwierdzać tę informację!"
Wreszcie pojawiają się najważniejsze wydarzenia wieczoru, na które czekało w napięciu całe gremium: "Nasz reporter melduje, że kibice nie rozeszli się - idą mostem w odległości około 300-400 m za kilkuosobową "delegacją". Dochodzi do incydentów - kibice szarpali jednego z fotoreporterów". Nie wymagajmy rozróżniania liczby mnogiej od pojedynczej - to jeszcze nie ten etap stażu. A i pogrubienie nie moje.
Jest coraz lepiej. Reporter w ogniu walki donosi: "No i zaczyna się - kibice rzucają z mostu w policję butelkami i petardami. Organizatorzy nawołują do spokoju, nikt ich nie słucha". Przepowiedziana przez Hebrajską Pytię apokalipsa może się zacząć.
Niestety, nie dzieje się nic poza tym. Kolejna dobra rada starszych przyjaciół i już..."Dla odprężenia publikujemy rzewny początek felietonu "Starucha" w jednej z prawicowych gazet. Od razu widać, że człowiek po areszcie inaczej patrzy na świat. Sentymentalny się bardziej robi. "Zanim z zimowego snu wybudzą się niedźwiedzie, świstaki i nietoperze, na boiska wybiegną piłkarze..." - pisze Staruch".Pojawia się wesołość w redakcji - być może spowodowana dobraniem się do kubka Najwyższego.
Tajemna moc kubka zaczyna działać i pojawiają się coraz bardziej wysmakowane dowcipy - kibole wyją : "Legia najlepsza w Polsce jest". Głupcy! Dziennikarz uprzejmie wyjaśnia, że w zeszłym sezonie najlepsza w Polsce była Wisła Kraków. Zajęcia z rozmywania kontekstu - zaliczone na piątkę. Z pokoju Cyngli dobiegają pełne uznania pomruki.
I na razie tyle. Ręce opadają, kibole jak zwykle dali ciała. Nie było rozwalania witryn. Nie było przewracania wozów policyjnych. To taki smutek dziecka, który cały tydzień przygotowuje się do urodzin, liczy na masę prezentów - a impreza odwołana i przychodzi raptem trzech nudnych kolegów, z którymi nie da się o niczym pogadać.
Spokojna głowa, Młoda Gwardio! Dzień jeszcze młody. Wieczorem z hordy faszystów (ach te marsze z pochodniami, jak to wygląda po zmroku) wychodzi największe zezwierzęcienie. Ciągnijcie, ciągnijcie transmisje. Coś musi się urodzić. Tylko cicho, bo starsi koledzy już piszą komentarze na poniedziałek.
696
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)