trescharchi trescharchi
634
BLOG

Tajne przez poufne - tylko w NFZ.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 0

Któż z nas nie lubi opowieści szpiegowskich? Mgła tajemnicy, piękne kobiety, czerwone pieczątki top secret na pożółkłych papierzyskach. Każdego to kręci, nawet kobiety, o ile szczęśliwie nie są feministkami czy innymi Środami (ten wymierający gatunek ni to psów, ni to wydr mitręży swój czas na wprowadzanie w życie jakże cennych rozwiązań rodem z Seksmisji uzupełnionej o podziwu godny antyklerykalizm).
III Rzeczpospolita jest rajem dla wszystkich tajemnic, ukrywania faktów, wyprowadzania dociekliwych dziennikarzy na manowce - pomimo niestrudzonych, stachanowskich wysiłków profgenerała Kozieja, dążącego do jak największej transparencji władzy. Prawda zwycięży, Panie Generale, nawet gdy trzeba będzie jej dopomóc czołgami na ulicach podczas małego puczu.
Jak powszechnie wiadomo, instytucje trzyliterowe -PKP,WSI, ZUS, NFZ itp. (także te medialne) tkwią mentalnie w okowach takoż trzyliterowego PRL. W PRL zaś wszystko było tajemnicą - wszak wróg czuwał, rewizjoniści ostrzyli bagnety a prasłowiańskie ziemniaki drżały przed stonką.
Godnym kontynuatorem tradycji przodków jest stołeczny oddział NFZ, rozgrzewający zimowe dni przeprowadzką do nowej siedziby - luksusowego biurowca przy pięknej ulicy Czerniakowskiej. Ponieważ co przytomniejsi dziennikarze przyuważyli, że szpitalom i chorym nie wiedzie się tak dobrze jak centrali, postanowili przedzwonić do rzeczniki mazowieckiego NFZ-u, pani Wandy Pawłowicz (pogrubiam ku uwadze urzędników z KPRM - w wypadku niesłusznego skazania Pinokia za machlojki, których się nie dopuścił, macie idealną następczynie) po informację.
Dialog z Panią rzecznik ukazuje, że marnuje się ona na tym poślednim stanowisku i powinna mierzyć wyżej. Na pytanie, ile to właściwie będzie kosztowało, wszak Warszawa do tanich nie należy:
"Ojej, musi pan o tym pisać? Zaraz rzucą się tabloidy, będą wytykać, że pałace sobie kupujemy. Przyczepiają się o każdy samochód służbowy" - rezolutnie odpowiedziała Pani Wanda. Niestety, na litość się nie dało, więc wybrała (co dowodzi, że wyrobiona jest) standardową drogę wszystkich rzeczników prasowych - poprosiła o listę pytań mailem, bo jednak wykręcanie się na papierze jest o wiele łatwiejsze niż na żywo. Odpowiedź też przysłała standardową, pełną bla bla, że będzie to korzystniejsze, acz pytań o meritum nawet nie uszczknęła.
Uparty dziennikarz dzwoni znów. Pani Wanda się zaperza - że ma wolne i paszoł precz. Dziennikarz napomyka o przetargu na siedzibę, kto właściwie startował i ile dawał? Pani Wanda zaczyna się wkurzać (kto by się nie wkurzał na urlopie?) i ripostuje: "Nie podpisaliśmy jeszcze umowy z deweloperem, podanie kwot mogłoby zaszkodzić transakcji. Nie muszę wszystkiego mówić dziennikarzom, nie jesteście urzędem skarbowym ani Najwyższą Izbą Kontroli".

Szanowna Pani Wandziu! Jeśli mogę tak poufale. I jeśli już nie jest Pani na urlopie - bo denerwować nie chcę. Pani się tam marnuje. Nie wiem, kim jest Pani z wykształcenia, ale w Ministerstwie Sportu to akurat mało istotne. A gdzie jak gdzie, ale tam medialnie ostatnio kuleją. Podpowiadam co zrobić:
1. Przemeldować się do Lublina;
2. Odwiedzić zakład fryzjerski kilkanaście razy w miesiącu. Statystycznie rzecz biorąc - wreszcie Pani trafi na Nią;
3. Porozmawiać z Nią. Roztoczyć wizję wspólnego ukrywania wszystkiego, co istotne - a już zwłaszcza kosztów;
4. Pamiętać, że mówi się do Niej "Pani doktor" - Ona to lubi;
5. Fucha jest. Przynajmniej na cztery lata. W Warszawie, dobrze płatna.
Trzymam wszystkie kciuki jakie posiadam!
 
trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka