Już cztery długie lata trwa hańba przyprawiona sporą szczyptą tragifarsy - istnienie "niepodległego" bytu państwa Kosowa. Ku radości kochających wolność wszystkich ludów eurokratów w środku Bałkanów tkwi sobie w najlepsze siedlisko korupcji, mafii i bałaganu - wrzód ochoczo zatruwający i tak już osłabiony organizm Starego Kontynentu. W tym roku - co przepowiedzieli Majowie - skończy się jego "dozorowana niepodległość" - podtrzymywana przez jankeskie bagnety i pompowana życiodajnymi dolarami, jakby grając na nosie coraz liczniejszym miłośnikom eutanazji. Acz państwo jeszcze młodziutkie, toteż chyba możemy mówić o aborcji? Nie wiem, żaden ze mnie Czubaszek, by się na tym znać.
W imię wydumanego samostanowienia narodów wyrwano Serbom część ojczystej ziemi i stworzono coś, co bez ochrony obcych sił i bez obcego kapitału nie jest w stanie samo się wyżywić. Może inaczej - tam też są Urbani, i też wiedzą, że rząd da sobie radę - ichniejszy premier we własnej osobie jest po łokcie umoczony w handel bronią i narkotykami, a reszta gabinetu jak mniemam bierze przykład z pryncypała.
Szalonym miłośnikom wesołej integracji to siedlisko zgnilizny zupełnie nie przeszkadza. "Kosowo może zbliżyć się do UE i stać się stabilnym partnerem w regionie"- takie brednie snuje żurnalistom brukselski emisariusz do tej pięknej okolicy, przetrzymywany w hotelu z kilkoma uzbrojonymi po zęby gorylami. Ponieważ szowinistyczni Serbowie nadal wyrażają jakieś niezrozumiałe pretensje, im z kolei odmówiono statusu państwa kandydującego do Unii Europejskiej. Jakie to romantyczne i zgodne z najskrytszymi marzeniami Roberta Schumana - mały, piękny kraj jest bardziej godzien niż wielki, agresywny moloch.
W 2008 roku, gdy odbywała się ta kradzież - w blasku fleszy i przy burzy oklasków - Nasz Radek Sikorski mówił (wówczas Twitter dopiero raczkował): "...uznanie niepodległości Kosowa będzie kamieniem milowym na drodze zarówno Serbii, jak i Kosowa w przyszłości, do struktur europejskich..." - i bez zastanowienia machnął podpis, sankcjonując w imieniu Rzeczypospolitej rozbiór innego państwa (dzień bez wazeliny jest dniem straconym). Niestety, nieomylny Prążek tym razem trafił w płot, bo bałkańskich ojców chrzestnych nie uznaje do tej pory większość cywilizowanego świata, w tej liczbie również członkowie tej samej Unii Europejskiej, która rzekomo ma ich do swego grona przyjąć.
Jak widać - wstyd trwa nadal i za amerykańskie pieniądze ma się całkiem dobrze. Zaś "politycy" europejscy lukrują tego trupa ile wlezie - byleby tylko jakoś wyglądał. Panie Ministrze, nie wstyd Panu wyjścia przed szereg? Cośmy z tego mieli, poza poklepaniem po plecach? Jaką mamy wymianę handlową z Kosowem? Jakie umowy międzynarodowe z nimi podpisaliśmy? Ile jest tam naszych firm?
Tylko patrzeć, jak albańska mafia na dobre zakradnie się do Polski, zalewajac rynek narkotykami i porywając urodziwe Słowianki do burdeli na całym kontynencie. Z tym jasyrem to istotnie kiepska sprawa, ale ze swobodnego dostępu do narkotyków z pewnością ucieszy się Pański niegdysiejszy kolega. Dorwać takiego TIR-a z ośmioma tonami "relaksujących kadzidełek" - to byłoby coś.
359
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)