Niegdyś obiecałem sobie, że wszystkie poczynania Środy (primo: nie nazywam Jej profesorem, bo byłoby to policzkiem dla wszystkich polskich naukowców, secundo: nie nazywam jej Panią, bo pewnie sama sobie tego nie życzy) będę omijał szerokim łukiem, z całą łaskawością i litością, jaka powinna cechować wrażliwego człowieka na widok ludzi ze sporymi problemami osobistymi.
Czasem jednak przejście obok nie jest możliwe. Środa cierpi na tzw. syndrom Nałęcza - czyli zna się na wszystkim i o każdym temacie ma coś do powiedzenia/napisania. W całej swojej uprzejmości GazWyb udostępnia Jej łamy, by oznajmiała urbi et orbi swoje prawdy objawione. Ciężko się to czyta, ale jako fenomen psychologiczno-socjologiczny - może być ciekawym przypadkiem klinicznym.
Tym razem na tapetę niestrudzona feministka wzięła w obronę - w myśl solidarności płci - najfatalniejszą Panią Minister w tym rządzie (po odejściu Ewy "Geolog" Kopacz konkurencja bardzo się zmniejszyła). Środa zaczyna od wyliczania braku kompetencji innych ministrów (co w Najwyższej Prawdzie jest niechętnie widziane, i radziłbym wstrzemięźliwość jeśli chce się zachować szpalty) - naturalnie, zgodnie ze swoim zboczeniem i fetyszem nie popuści, by nie nazwać ministra Gowina "religijnym filozofem". Tak, w tej materii na Środę zawsze można liczyć - jestem przekonany, że nawet recenzując książkę kucharską doszukałaby się tam katolskiego fanatyzmu.
Środa kontynuuje: "Tak się jakoś składa, że piłka nożna stanowi jedną z najbardziej korupcyjnych dziedzin tak zwanej kultury fizycznej, gdzie nie ma żadnej kultury, jest za to duża kasa i dużo emocji. Lepiej i dla piłki, i dla sportu, i dla Euro, by minister nie był za bardzo zaangażowany w sportową subkulturę...".Konia z rzędem temu, kto zrozumie, o jaką subkulturę chodzi - i o co chodzi w ogóle w tym bełkocie.
Zaręczam, że dalej jest jeszcze lepiej: "Trzeba raczej docenić jej starania, niezależność, stanowczość i skuteczność. Szybko się uczy i mam nadzieję, że przetrwa ataki "medialnych kibiców", którzy, jak widać, dobrze się czują w męskim świecie sportu i z trudem znoszą kobiecą "ingerencję". Bo w głowie wielu panów nie mieści się to, że kobieta może być dobrym ministrem, nawet jeśli nie orientuje się w rozgrywkach ekstraklasy". Jezusie, trzymajcie mnie. Podejrzewam, że nawet doświadczone w wazeliniarstwie Cyngle z Czerskiej pękały ze śmiechu czytając takie herezje.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)