Z dalekiej krainy Kwitnącego Opium dochodzą miłe sercu wiadomości - Nasi dzielni chłopcy urządzili sobie polowanie na talibów. Rosierdzeni zamachem z grudnia ubiegłego roku polscy żołnierze wyłapują łachudrów, którzy podnieśli rękę na ich pięciu kolegów. Inicjatywa ze wszechmiar słuszna i godna naśladowania. Jak to na wojence bywa - jeśli nie my ich, to oni nas.
Wszelkie służby wywiadu wojskowego dostały wyraźny prikaz od wierchuszki państwowej - znaleźć, złapać, zabezpieczyć. Jeśli przy okazji jakiś brodacz w turbanie "spadnie ze schodów" w parterowym namiocie - nic się nie stanie. Ważne, że żółty pasek i zatroskana twarz redaktora Durczoka mają pokazywać - zemsta dokonana. Przy czym armia działa też dla serc pokrzepienia - wielu przyjaciół poległych chciało wcześniej wrócić do kraju, a kandydaci z nowego zaciągu kiwali głowami, że jest niebezpiecznie i jeszcze się zastanowimy.
Od początku bieżącego anno Domini złapano - dzięki "gadatliwemu" jeńcowi wielu odpowiedzialnych za zamach. Podczas akcji posypał się jeden trup po tamtej stronie. Przynajmniej o jednym doniesiono. Potem, zgodnie z prawem serii - w aresztowanych można było przebierać jak w ulęgałkach. Gdzie są - w jakich warunkach - co się z nimi robi - to słodka tajemnica Kontrwywiadu, i mokry sen Amnesty International, HFPCZ i innych "miłujących pokój i wzorowe traktowanie nawet największych bydlaków, bo przecież jest w nich cząstka dobra" organizacji.
Za sprawnie przeprowadzone chirurgiczne cięcia Wielki Łowczy III Rzeczypospolitej nagrodził oficerów Krzyżami Zasługi. Z oczywistych przyczyn nie pokazano, kto i jak wypinał pierś po błyskotki. Dobra nagroda za dobrze wykonaną robotę się należy. I oficerowie z pewnością na nią zasłużyli.
Aż naszła mnie pewna refleksja. Oto może niekoniecznie w świetle kamer i przy błysku fleszy, ale nagradza się fachowców za to, co zrobili dla Polski. Prezydent dumnie ściska ich dłonie, wiedząc, że upaćka się krwią, bo tylko naiwni wierzyć mogą, że w drodze do talibowych bossów te chwaty zostawiły za sobą li jedne zwłoki.
Jednych za dobre wykonanie swojego obowiązku się nagradza i zaprasza na salony. Innych, w tych samych mundurach, pracujących pod identycznym sztandardem ciąga się do sądu, rozpieprza im się drzwi bladym świtem i oskarża o zbrodnie wojenne. I trzeba kilku długich lat, by wykonujący rozkazy żołnierze mogli zostać uniewinnieni. Smutne to.
166
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)