Świat się kończy - dotychczas sądziłem, że pochwalę Wielkiego Łowczego dopiero, gdy dobrowolnie podda się karze i odpokutuje wszystkie swoje winy w zagrzybionej, mokrej celi - bez lasów, bez wódeczki i bez bigosu.
A jednak od czasu do czasu - podejrzewam, że z podpowiedzią swoich klakierów - Komorowski robi coś, co może się podobać. Z pewnym przestrachem czekałem na jego wizytę na Litwie, wszak ostatnio nie jest nam szczególnie po drodze (tzn. Polsce i Litwie - mnie i prezydentowi, można rzec, jest notorycznie nie po drodze). Przyznaję, że pozytywnie się rozczarowałem i gratuluję Komorowskiemu decyzji, jaką podjął.
Wraz z całą świtą (w tym z niezawodnym Profesorem Dobra Rada, mam nadzieję?) bez uzgodnienia ze stroną litewską prezydent przejechał się do polskiego gimnazjum, nawiedzając rejon solecznicki - w którym Polacy stanowią większość. Może nie było to w dobrym dyplomatycznym tonie (doskonale wiemy, jak wygląda międzynardowy savoir vivre Komorowskiego), ale dla tamtejszej diaspory to rzecz, która bardzo się liczyła.
Prezydent spotkał się z przedstawicielami mniejszości, górnolotnie zapewniał o pamięci i obiecywał pomoc w przekonaniu zacietrzewionych Litwinów do większej tolerancji dla mieszkających tam Polaków. Cenna inicjatywa, i abstrahując od możliwości sprawczych Komorowskiego w tej sprawie, na pewno doda sił polskim działaczom w walce o swoją (i Naszą!) godność narodową.
Litwini, co dziwić nie może, zbulwersowali się w stopniu ponadprzeciętnym. Jak już powiedziano, zostali jedynie poinformowani, nie uczestniczyli w organizacji rajdu po rejonie solecznickim - a więc wszelkiej maści "opiekunowie" nie byli w stanie nasłuchiwać, o czym też polscy wywrotowcy knują, ryjąc pod litewskim państwem - i to bezczelnie, w czasie obchodów Dnia Niepodległości. Dlatego głosy z Wilna są wyjątkowo nieprzychylne, a Pani prezydent jest odsądzana od czci i wiary za zaproszenie "kogoś takiego" na uroczyste litewskie święta.
No cóż, panie Komorowski. Oporu materii Pan tak łatwo nie złamiesz, z Litwinami jeszcze jakiś czas nie będzie nam po drodze, nim tamtejsze gorące głowy się nie ostudzą. Wizyta ta nie mogła być więc żadnym przełomem, to wciąż nie ta pora. A tak - coś przyzwoitego Pan zrobił dla Polaków. Tym bardziej trzeba to podkreślać, bo to wyjątkowa rzadkość.
Jeszcze raz gratuluję.
349
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze