trescharchi trescharchi
356
BLOG

Żenującą studniówkę czas zacząć!

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 11

Ledwo człowiek włączy rano radio (jedynka jest zjadliwa tylko do 9-tej, potem wchodzą Chajzery i stężenie infantylizmu i fejsbukizmu przekracza moje możliwości abonamentowe), a już atakują wesołe wiadomości, zapewniające dobry humor co najmniej do końca poniedziałku.

Donald Tusk z okazji stu dni nowego-starego rządu (twarze nowe, jakość stara) będzie od środy "wzywał" swoich ministrów na dywanik i kazał się tłumaczyć z wszystkiego, co dokonali przez te kilka miesięcy. Rozsierdzony Miłośnik Miłości wygląda co najmniej śmiesznie, więc już współczuję tym biedakom, którzy będą zmuszeni zachowywać powagę przy PR-owskich gromach ciskanych na głowy.

W każdym razie - z gracją siusiumajtków zapraszanych do szkolnej tablicy - ministrowie zwierzają się mediom, jakich argumentów użyją, by słusznie rozgniewany Premier pozostawił im czarne beemki i ochroniarzy BOR-u (o ile akurat będą na miejscu, co pod rządami obecnego Generała wcale pewne nie jest). Nawet poważny wydawałoby się człowiek - Gowin Jarosław - pcha się przed mikrofon, byleby tylko do uszu pryncypała doszło, co zamierza mu przedstawić. Niestety, medialne igrzyska odmóżdżają w stopniu zatrważającym.

Co człowieka naprawdę smuci - to fakt, że z napompowanej chmury lunie mała mżawka. Może spadnie - byle nie niszcząc fryzury - piękna głowa Joanny Muchy (wzorem swojej pracowitej koleżanki z poprzedniej kadencji - minister folkloru Radziszewskiej może znaleźć bezpieczną przystań w komisji służb specjalnych), może poleci Zdrojewski - acz ten rozsądnie nie pcha się na pierwsze strony i jako taki jest przez rozgniewany naród mało rozpoznawalny. Może lwom na pożarcie rzuci się Arłukowicza, który swoje zadanie wyborcze już wykonał. Swoją drogą - czekam na wyniesienie w górę Kluzik-Rostkowskiej, by czerwony żakiet zalał się medialną krwią i wreszcie można było strącić ten zdradliwy balast w śląski niebyt.

Reszta może spać spokojnie. Boni nadal może tkwić w oparach cyfrowego absurdu (jako jedyny w rządzie potrafi i czytać i pisać, niekiedy nawet ze zrozumieniem, więc jest bezcenny dla Rzeczypospolitej), Vincent nadal może walić pięścią w stół i bulgotać (coraz bardziej przypomina mi kapelmistrza na Titanicu), Sławek Ziomal poświęcony będzie dopiero po drogowej kompromitacji na Euro, Radek jest niezatapialny - chyba, że wypowie komuś wojnę na Twitterze. Oddzielną kategorią jest Pinokio - nie wiem, co jeszcze ten człowiek musiałby nabredzić i jakich jego podpisów tajemnicza ręka nie musiałaby sfałszować, by mógł wreszcie wylecieć z hukiem.

Biedny, zapatrzony w słupki Donald Tusk. Wieszczę - na bardzo zasłużonej emeryturze w celi 5x5 będzie miał wiele czasu na skonstatowanie, że medialny cyrk jest jak Saturn - najpierw żre własne dzieci i naciąga je na spiralę śmieszności. A zresztą, co mi tam ten kuglarz. Biedna Rzeczypospolita.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka