trescharchi trescharchi
400
BLOG

Jaki sąd dla człowieka honoru?

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 13

Oczywistym jest, że Czesława K. (jako oskarżony powinien być zanonimizowany) nie może sądzić byle jaki sąd i byle jaki sędzia, a już zwłaszcza nie jakiś młody szczyl, który "nie rozumie tamtych czasów i tamtych decyzji".
To po pierwsze - generał Układu Warszawskiego (nazwać go polskim byłoby przesadą i potwarzą dla weteranów II wojny światowej). A zatem żołnierz sił zbrojnych podległych innemu państwu - rodzi to problemy prawne.
To po drugie - człowiek honoru, namaszczony tym zaszczytnym tytułem przez Wielkiego Demiurga - tego typu błogosławieństwa człowiek nie pozbędzie się przez całe życie, cenniejsze owo wyróżnienie niż wszystkie gwiazdy, jakie kiedykolwiek otrzymał Czesław K. od sowieckiej armii okupacyjnej w Polsce.

A więc jaki trybunał, jaki sąd może być areną, na której dobrotliwy, nienagannie ubrany staruszek (ach, oficerskie emeryturki...dlaczegóż nie wypłacają ich spadkobiercy Armii Czerwonej?) mógłby bronić swoich słusznych racji w ujęciu marksistowsko-leninowskim?

Trybunał Sprawiedliwości w Hadze? Eee, nie - za daleko na znienawidzony Zachód. Zaprzyjaźnione moskiewskie trybunały? Eee, nie - Najdoskonalsze Narzędzie Temidy, prokurator Wyszyński już dawno pod murami Kremla leży, a nikt, tak jak on nie gwarantował niezawisłości procesu. Sąd, za przeproszeniem, Boży? No wiecie państwo...komunista doskonały wie, że coś takiego nie istnieje.

A ponieważ na bezrybiu i rak (czerwony!) ryba, Czesław K. musiał powiesić honor na wieszaku i zaszczycić Sąd Okręgowy w Warszawie, by wytłumaczyć zakutym łbom w togach, że świętości i pewnych ustaleń zwartych przy wódeczce szargać nie wolno. Z fantazją godną prawdziwego sowieckiego oficera zaperzył się, że nic nie powie bez obrońcy, o którego przyczynach nieobecności "nic mu nie wiadomo". Nieładnie, panie Czesławie K., nieładnie. Przyjacielskie, wyorderowane grubasy o nalanych, czerwonych twarzach - czyli kumple z woroszyłówki nie pochwaliliby, wszak doktryna "ani kroku w tył" obowiązuje aż do śmierci, podobnież jak i przysięga krwi zawarta w kazamatach Łubianki.

Rozprawa, jak wiele poprzednich, została przełożona, a Czesław K. - jegomość w słusznym wieku, konserwowany szlachetnymi czynami, jakich w życiu dokonał  - po raz kolejny skierowany został na płatne (kapitalizm kosztuje, niestety) badania i pod obserwację płatnych biegłych. Niewesołe jest życie staruszka, który zamiast głaskać po głowie uśmiechnięte dzieciaczki z Nowego Świata, spragnione historyjek o dorzynaniu krwiożerczych solidaruchów, musi być targany po salach rozpraw.

Przy okazji wyszło na światło dzienne, że papuga stara się udowodnić niejasne przypuszczenia jakoby Czesław K. zapadł na Alzheimera. Podobnież podczas procesów "nie wie co się dzieje na sali". Nie ma się co dziwić - słuchając aktu oskarżenia, czyli jednego wielkiego pamfletu na porządnego Polaka, nawet młodszy by ogłupiał.

Osobiście nie życzę Czesławowi K. tej paskudnej choroby. Bynajmniej nie z powodu tego, że w jakikolwiek sposób żal mi jest tego rzeźnika, o nie. Ot, po prostu, źle by mi było, gdyby istotnie miał zapomnieć o tym, co zrobił.

 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka