trescharchi trescharchi
791
BLOG

Gromy Gromosława i jego kropka nad i.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 9

Gościem na polu pełnym stokrotek był prześladowany przez CBA Gromosław Czempiński, niby generał brygady, a tak naprawdę wyjątkowo utalentowany biznesmen, ba, sądząć po liczbie spółek, jakim doradzał, prawdziwy człowiek renesansu.

Tym smutniej więc człowiekowi, że zamiast garści porad, jak zrobić dobry interes (i nie dać się złapać - przynajmniej do czasu), Olejnikowa molestowała człowieka o sprawę Bolka, wydawałoby się przecież, że skutecznie przysypaną innymi eventami, dopóki prawicowo-oszołomskie dziennikarzyny znowu nie zaczęły wyciągać z sejmowych zakamarków jakichś kalumni. A przecież niegdyś Lech Wałęsa niemal się przyznał, i to powinno wszystkim wystarczyć. Tzn. może nie do końca się przyznał, acz potwierdził, że "rozmawiał", i było to częścią "strategii". Cierpliwym i masochistom radzę przesłuchać rozmowy z panem Prezydentem - używa słowa "strategia" częsciej niż Moltke, Clausewitz, Schlieffen i Manstein razem wzięci.

Okazało się jednak, że Gromosław "Kaucja" Czempiński ma i inne talenta - potrafi na pierwszy rzut oka rozpoznać podrobione papiery (prosimy o ocenę podpisów ministra Grasia, co tam jacyś biegli...). Otóż w teczce Lecha Wałęsy miały znajdować się same fałszywki, ba, esbeckie fachury, (tak skutecznie pilnowane potem przez tegoż Pana Czempińskiego w UOP-ie) zrobiły to tak prymitywnie, że wstyd i żenada, a minister Fouche w grobie się przewraca.

Czempiński utrzymuje, że mocą Tajemnej Pieczęci Noblisty Lech Wałęsa odesłał dokumenty wtedy, gdy nie chciał, ale musiał, zalakowane - nie otwierać bez zgody prezydenta. Prawda, że ciekawa figura retoryczna? Ile to dziś by spraw rozwiązało...

Niemniej - przebrzydły Kwach, któremu w końcu udało podać się coś więcej niż nogiem (po polsku:nogę) doprowadził do otwarcia Teczki Tajemnic, i okazało się, że istotnie brakuje kart. Jak to zwykle bywa w przypadku bolesnych spraw Nestora III Rzeczypospolitej, Czempiński, dotąd przemawiający krótko i żołniersko, popadł w dziwaczne rozmywanie tematu i taktyczne odwroty od jednoznacznych odpowiedzi.

Podobno Bolek istniał, "nie umiemy oddzielić fałszu od prawdy", wprawdzie Wałęsa rozmawiał z SB, może coś tam podpisał, ale pewnie nie wiedział, że to groźne...

Olejnikowa atakuje na koniec (co prawda nie z takim dziennikarskim taktem, jak Rutkowskiego) - "Kto zniszczył te kartki?" To już było poniżej pasa, i nieskazitelny dżentelmen popełnił wyłom w etykiecie, odpowiadając pytaniem na pytanie: " Czy warto poświęcać tyle czasu, żeby zniszczyć tego człowieka? Do czego zmierzamy, do jakich wartości? Mamy dwie postacie współcześnie, z których powinniśmy być dumni: Papieża i Lecha Wałęsę."

Ech, żal mi Lecha Wałęsy, naprawdę. Chłop prostolinijny, z pewnością męczy go to, że nie może się przyznać i skończyć temat, co bruździ mu nawet na zasłużonym florydzkim urlopie. Ale jak tu się przyznać, gdy cały przemysł pracował tyle czasu na jedyną słuszną wersję? Wielu ludzi by się rozsierdziło, wielu dziennikarzy straciłoby "wiarygodność" (cudzysłów zamierzony), a kto wie? Lech Wałęsa człowiek rozrywkowy, bawić się lubi, a zdrowie już nie to, co podczas skakania przez płot. Po takim wyznaniu trzeba byłoby się wyrzec tańców - można śmiertelnie upaść. Ot, przypadki chodzą po ludziach.

 

 

 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka