Chłop poleciał z pracy, bo na spotkaniu z podyplomowcami (podobno bezrobocie z większą ilością pokończonych szkół smakuje lepiej - biedni, zaślepieni, młodzi, wykształceni...) ośmielił się odkryć prawdę o zawodzie rzecznika i związanych z tym rozterkach moralnych (o które bynajmniej wilczków z Partii Miłości nie podejrzewam).
Zaczęło się - z nimi zawsze tak się zaczyna - niewinnie, od oklasków, uśmiechów, może nawet jakiś bukiet świeżych grabarczyków (piękne, siwe kwiatuszki, rosną przy autostradach i większych spółdzielniach) wpadł w ręce. Studenteczki trzepały zalotnie rzęsami i poprawiały miniówki. Nie dziwota zatem, że Pan Grzegorz Żurawski poczuł się jak na nasiadówce ze swoimi współpracownikowi w resorcie i zaczął zdradzać tajemnice warsztatu.
Radził więc młodzieży, że : "w kontaktach z mediami nie chodzi o informację, ale o sprzedanie się z jak najlepszej strony", sypnął też, że zawsze nosi statystyki w kieszeni, bo może je sobie zmanipulować na swoją korzyść. Przy okazji wystawił piękną laurkę zawodowym żurnalistom, namawiając na organizację konferencji i spotkań w porze okołoobiadowej, coby wygłodzeni pismacy mogli się najeść.
By unaocznić studentom jak dobre rady wyglądają w praktyce, na pytania o bulwersujące treści przekazywane żakom, Pan Żurawski wyparł się wszystkiego, oświadczając, że nic takiego nie mówił. No cóż, paskudna opozycja po raz kolejny pokazała swoje faryzeuszowskie oblicze - pokrętnymi intrygami pozbawiła Państwo kolejnego doskonałego fachowca.
Niniejszym nominuję Pana Żurawskiego do zaszczytnego tytułu "Bojownika o prawdę 2012 r.". Konkurencja będzie mordercza, wiem (żeby uspokoić dodam, że redakcje GazWyb, TVN i Rząd FM mają nominacje zbiorowe), ale wierzę w profesjonalizm pana rzecznika. Wróć - byłego rzecznika, bo został odwołany z funkcji, jak to mówią zawodowi grypserzy, za niewinność. Uszy do góry, Panie Grzegorzu - męczeństwo jest mile widziane przez kapitułę konkursu.
396
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)