trescharchi trescharchi
747
BLOG

Treser Donald drażni lwa.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 7

Tusk i Komorowski - idealna alegoria przysłowia o nieszczęściach chodzących (lub nadmiernie latających za publiczną forsę) parami - mają mało wspólnych zainteresowań. Jeden lubi bigos, wódeczkę i las, drugi chlapie wino podniecając się dwudziestoma dwoma facetami i piłką (przepraszam posła Biedronia za przypadkową dwuznaczność tego określenia). Pewnie więc nie wymieniają się ciekawostkami o swoich pasjach, a szkoda. Przynajmniej w jednym przypadku może to Tuskowi uratować skórę - o ile oczywiście prezydentowi zależy na tym bardziej, niż na zeszłorocznym śniegu.

Pierwszy obywatel, będąc doświadczonym odstrzelaczem zwierząt, mógłby podpowiedzieć premierowi, że podstawowym grzechem myśliwego (który chce uważać się za wytrawnego) jest pozostawić drapieżnika z gorejącą raną, zamiast dobić strzałem w rozwścieczony łeb (przepraszam posła Niesiołowskiego za...etc.). Grozi to w najlepszym razie dotkliwym pokąsaniem, a może skończyć się powrotem z polowania w zbitym na miarę dębowym wdzianku.

Sytuacja Tuska jest nieciekawa - nie dość, że strzelił, a nie zabił, to jeszcze odbiera rozgniewanemu zwierzęciu małe schetyniątka, porywając je sprzed oczu możnego opiekuna i spychając go na dalszy plan, ku wiecznemu zapomnieniu. Czyżby osławiony Kaszubski Skalpel, dotąd wycinający samodzielne komórki (Piskorski, Rokita, itp.) z chłodną prezycją, stępił się na starość? Kto jak kto, ale premier zna prawdziwe oblicze Schetyny, odrobinę różniące się od wizerunku zakłopotanego, uśmiechającego się nieśmiało na widok kamer mężczyzny. Skoro zna, to wie, że polityczny lodołamacz zniewag nie przebacza i nie zapomina. A Tusk, jak niemądry, macha bykowi czerwoną płachtą (z tzw. wiana Arłukowicza) przed parskającym nosem. Gazety donoszą - odwołał spotkanie ze Schetyną, wcześniej reklamowane jako zapowiedź pierestrojki w ich wzajemnych kontaktach. Żeby jeszcze wykręcił się zakupami z córką/grą w gałę/Ligą Mistrzów - Schetyna może i by to przełknął, ale wymyślanie kuriozalnego "nadmiaru obowiązków" w przypadku człowieka, który wręcz fizjologicznie nie cierpi wytężonej pracy, musi dolnośląskiego księcia bardzo boleć. Ani chybi, kolejny policzek - i to wymierzony publicznie.

Bezpłatna porada dla Tuska jest taka, żeby dobił rannego jak najprędzej. W gorącym czasie przed wytężonymi machlojkami (wiadomo przecież, że "normalne" wprowadzanie reform w tym rządzie nie istnieje) emerytalnymi, przed Euro i w akompaniamencie pikujących w dół sondaży i "szemrania" partyjnych nizin, nie można sobie pozwolić na pozostawianie rozgniewanego pretendenta - który odsunięty na boczny tor nic nie znaczy, a więc i za nic nie jest odpowiedzialny - czyli w oczach zawiedzionych jawić się będzie jako doskonały kandydat na "zmianę szyldu i jazdę dalej". A, zresztą. Niech Pan mnie nie słucha, Premierze. Im szybciej pożrecie się nawzajem, tym lepiej dla Polski. Byleby kto żywy został, więzienia puste być nie mogą!

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka