Agnieszka K-Rajewicz - minister pełnomocnik ds. równego traktowania - tak bardzo przejęła się "studniówkowymi" odpytywaniami Donalda I Gniewnego, że brnie w pracoholizm, wybiega przed peleton reszty ministrów, bryluje w mediach (mniej więcej tak jak Kwiatkowski - na każdy temat, w każdej stacji, tylko dlaczego facetowi nikt nie uzmysłowił, że już nie ma teki?) - słowem jest wszędzie, alfa i omega wymuszonej odgórnie tolerancji i zrozumienia dla innych.
W myśl politycznej poprawności Pani pełnomocnik chce wzmocnienia ochrony prawnej gejów i tych, co kiedyś byli inni, a teraz są na odwrót. Coś się ucina, coś się dodaje, a czasami zostaje tak i tak - okazuje się, że zasada dwa w jednym sprawdza się doskonale nie tylko w zalewanych kawach z saszetki. Naturalnie, nie mogło zabraknąć barwnego określenia "mowa nienawiści". Czasami nieśmiało wydaje mi się, że tak jak biskupi przy konsekracji przyjmują swoje dewizy, tak samo - acz bez związku z ciemnogrodem, wszak reprezentuje zwycięskie siły postępu - zdecydowała się postąpić Pani Agnieszka. Nie wiem, jak brzmi "mowa nienawiści" po łacinie, ale umieszczenie takiego sloganu nad herbem (w tęczowo-czarne barwy) z pewnością wygląda imponująco.
Biedny, konserwatywny Jarosław Gowin otrzyma więc - zupełnie jak od Vita Corleone - "propozycję nie do odrzucenia" by rozszerzyć artykuł 256 o orientację seksualną i tożsamość płciową. W myśl nowych przepisów łajdak, który mówi nienawiścią w stosunku do gejów i byłych kobiet/mężczyzn trafić może do więzienia na dwa lata, co musi frustrować, bo dokładnie takie same sankcje zapadają za wprowadzenie stanu wojennego - co jest przecież o wiele przyjemniejsze i dowartościowujące.
Tak czy siak - skończyły się już beztroskie czasy nazywania "tamtych" częściami od roweru, homosiami, skończy się mówienie per "Pan" do stuprocentowej kobiety (dlaczegóż wtedy nie zatrzepotała rzęsami i nie zamarkowała omdlenia, wachlując się koronkowym wachlarzem - widowisko byłoby paradne). Nie będzie niczego, jak mawiał najsłynniejszy sweter ściany wschodniej.
A ja żałuję tylko, że Pani minister nie pofatyguje się kilka gmachów dalej, do przeklinającego już pewnie swoje życiowe wybory ministra Arłukowicza i wpłynie, by równe traktowanie niepełnosprawnych pozwalało im unikać zamieszania z receptami i wyczekiwania u lekarzy. Albo niech przejdzie się do ministra Nowaka - odczeka, aż ten ubierze koszulę i odejdzie sprzed zwierciadła - i pomówi z nim, dlaczego w większości dworców w Polsce poziom ułatwień dla wózków woła o pomstę do nieba.
No ale rozumiem - są sprawy ważniejsze i milsze Pomarańczowej Palikotowej Alternatywie, którym kadzić trzeba, bo a nóż widelec Koniczynki okażą się niewygodnym koalicjantem. Byle tak dalej Pani Minister, a każda premierowska "kontrola" wypadnie celująco.
2465
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (61)