Można napisać - wreszcie. Po ponad półrocznej idylli związanej z nie robieniem prawie niczego konstruktywnego (w tak zwanym międzyczasie udało się tylko nawiedzać szpitale w związku z tragicznymi wypadkami, by "dopilnować wszystkiego na miejscu") minister Arłukowicz wreszcie musi zakasać rękawy i rozpocząć walkę o swoje z balastem, jaki odziedziczył po uśmiechniętej szeroko Ewie Kopacz. Byłoby lepiej dla Państwa, gdyby rozpoczął tą walkę nieco wcześniej, i nie startując od wymiany personaliów, jeno raz a dobrze porządkując bałagan z receptami i nieszczęśnikami chorymi na raka, przyjmującymi z niepewnością każdy kolejny tydzień. Mówi się trudno, i nawet mimo tego, że "ptaszki" okołorządowe już ćwierkają, iż na miejsce prezesa NFZ szykowany jest faworyt nowego ministra, to jednak całe zamieszanie związane z odwołaniem jest dobrą okazją do przyjrzenia się niesłychanemu bałaganowi panującemu w instytucji odpowiedzialnej za zdrowie Nas wszystkich. Bałaganowi, jeszcze raz podkreślmy, w dużym stopniu zawinionemu przez nominata Ewy Kopacz, która broniła go niczym lwica (nie mylić z Aleksandrą J.).
Tymczasem Paszkiewicz - prezes NFZ - poczuł nóż na gardle, podliczył, ile nerwów będzie go kosztowało zrezygnowanie z niemałych poborów i wychodzenie sobie nowej Państwowej posady u znajomków, toteż postanowił kontratakować. Odwoławcza machina powoli się rozpędza, zarówno Rada NFZ jak i premier skłaniają się już do zrezygnowania z nader kompetentnych usług przyjaciela Ewy Kopacz, toteż to ostatni dzwonek na obronę. I Paszkiewicz się broni. W wywiadzie odrzuca z oburzeniem sugestie, jakoby blokował jakiekolwiek propozycje zmian otrzymywane z ministerstwa zdrowia - a że złośliwie i wsteczniacko blokował, utrzymują Arłukowicz i jego urzędnicy. Paszkiewicz wskazuje, że wzór umów (tych osławionych, z karami finansowymi za wypisanie recept nieuprawnionym) jaki zaproponował lekarzkom jest dokładnie taki, jaki wyziera z zapisów rozporządzeń ministra zdrowia, a zatem nie tylko on sam, biedny prezes NFZ jest w tej sytuacji bez winy.
W dalszej części Paszkiewicz mówi coś nader niepokojącego, oczywiście nie wprost - wciąż ma mgliste nadzieje na win odpuszczenie - ale między słowami. Oto prezes NFZ utrzymuje - fundusz jest zobligowany do realizowania pomysłów Arłukowicza zawartych w rozporządzeniach, natomiast nie zawsze jest to możliwe "w zgodzie z innymi aktami prawnymi czy dbałością o finanse publiczne...". Innymi słowy, zdaniem Paszkiewicza do NFZ-u przysyłane są z ministerstwa buble prawne, rozdęte finansowo do granic możliwości i wykluczające się z innymi przepisami. Jeśli jest to prawdą, wystawia to fatalne świadectwo urzędnikom Arłukowicza - acz znów można rozedrzeć szaty, że niczego olśniewającego po zatrudnianych po znajomościach ludziach spodziewać się nie można, może tylko hiperaktywności przy odbieraniu pasków wypłat.
Prezes NFZ narzeka również, że do tej pory nie rozwiązano u Arłukowicza - fundusz nie ma na to żadnego wpływu - kwestii regulacji zapłaty za cytostatyki (jak wiadomo, używane w chemioterapii) sprowadzane z importu. Trudno oczekiwać, by firmy farmaceutyczne rozdawały nam leki na piękne oczy ministra, zatem brak rozwiązania w tej gardłowej dla chorych na raka kwestii jest, nie bójmy się mocnych słów, haniebny. Niemniej - któryś z tych panów mija się z prawdą. Albo kręci Paszkiewicz, odbijając zarzuty Arłukowicza, albo Arłukowicz zdecydował się (wreszcie!) na czyszczenie Stajni Augiasza, jaką pozostawiła w ministerstwie Ewa Kopacz. Cała Polska zaś skazana jest na oglądanie takiego spektaklu wzajemnych oskarżeń i złośliwości, zaś obaj antagoniści jakby zapomnieli, że ich nadrzędną rolą publiczną jest dbanie o zdrowie i życie Obywateli.
Szkoda, że liczą się tylko przepychanki o stołki, dziecinne napinanie muskułów, próby sił i próby zrzucania odpowiedzialności za fatalny stan służby zdrowia jeden na drugiego. Być może premier znajdzie chwilę i wytłumaczy dwójce dużych chłopców w drogich garniturach, że nie są w resorcie środowiska i nie kłócą się o odpowiedzialność za stanowiska wylęgu kumaków nizinnych (przepraszam ekologów), jeno każdy dzień zwłoki w naprawie rozgardiaszu jest ryzykowaniem ludzkim życiem.
Jest też i wiadomość pozytywna - jeśli się potwierdzi. Podobno nowy szef NFZ ma zostać wybrany w konkursie. Żeby było jeszcze ciekawiej, po raz pierwszy. Widać poprzednio Ewa Kopacz przekonała premiera, że "darzy całkowitym zaufaniem" doskonałego fachowca, jakim miał być Jacek Paszkiewicz i w zasadzie żadnego konkursu nie potrzeba. Nawet, jeśli w nadchodzącym konkursie wygra ta osoba, która ma wygrać - nihil novi w III Rzeczypospolitej - to jest to już jednak jakiś krok do przodu, w stronę transparencji.
285
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze