trescharchi trescharchi
475
BLOG

Wpadka, przejęzyczenie, nawyk Obamy.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 14

Złe wiadomości nadeszły dla Polaków zza Oceanu. Nasi - wydawałoby się - najwierniejsi, najsumienniejsi sojusznicy, na których zawsze i w każdych okolicznościach możemy liczyć, zawiedli. Zawiedli w dodatku ustami swojego przywódcy, przy okazji ubiegającego się o reelekcję. Wprawdzie Polonia amerykańska nie jest już tak skonsolidowaną siłą jak w okresie II wojny światowej, gdy nawet wszechpotężny Franklin Delano Roosevelt musiał tak planować swoje posunięcia aby uzyskać jej poparcie w wyborach (inna sprawa, że po elekcji miał Polaków dokładnie w tym samym miejscu, co przed wyborami), niemniej Barack Obama z pewnością strzelił sobie w stopę. Jako człowieka na każdym kroku podkreślającego swoje korzenie w wietrznym Chicago, czyli największym Polskim mieście, błąd taki może wiele kosztować.

Ano właśnie - czy to błąd? Lapsus językowy, jak chcą niektórzy publicyści? Czy Obama mówiąc "polish death camps" użył tylko skrótu myślowego, czy po prostu bezwiednie powtórzył to, co słyszał w telewizjach amerykańskich, co czytał w tamtejszej prasie? Jak powiadam, Polonia nie jest już tą Polonią, którą była niegdyś, niemniej cieszy jej natychmiastowy głośny okrzyk sprzeciwu. Cieszy użycie tak mocnego jak na amerykańską debatę publiczną słowa "szok". Cieszy wreszcie szybka reakcja zarówno Rotfelda - odbierającego ów odznaczenie dla Jana Karskiego, oczekującego przeprosin na piśmie, jak i reakcja ministra Sikorskiego, nazywającego ten stan rzeczy po imieniu - ignorancją i niekompetencją, zapowiadającego również odniesienie się do tego premiera. Naturalnie, nie chodzi o to by z Polski popłynęło nagle setki głosów sprzeciwu - od prezydenta do Andrzeja Kunerta. Chodzi o jeden, zjednoczony, mocny głos protestu - pozwolę sobie nie zgodzić się z amerykanistą, profesorem Lewickim, który uważa, że najlepszą reakcję ze strony Polskiej byłaby "absolutna cisza" i pozostawienie Amerykanom czasu na wypracowanie własnej strategii przeprosin.

Przeprosiny to jedno, niemniej nie mogę pozbyć się uporczywej myśli, że Obama - całkiem nieświadomie, jak mniemam - powiedział po prostu to, co myślał. Jest w tym podobny do setek tysięcy Amerykanów, oczywiście tych zdających sobie sprawę, gdzie leży Polska. Mimo dobrych działań Polonii i natychmiastowych dementi wszystkich niekorzystnych określeń typu nieszczęsne "polskie obozy" to właśnie taką wizję Polski mają tak zwani zwykli Amerykanie, i taki też stereotyp podziela zarówno Barack Obama, jak i jego otoczenie. Spójrzmy - ze światowej świadomości, dzięki umiejętnemu PR-owi niemal całkowicie wyparto już najprostsze skojrzanie: obozy - Niemcy. Obecnie mówi się niestety o mitycznych "nazistach" mordujących w obozach śmierci, albo po prostu spłyca narrację do tego, ze obozy były na terenie Polski, a więc są Polskie.

Oczywiście Barack Obama nie planował obrazić Polaków - wszak to sojusznik (dla Amerykanów wprawdzie trzecio- lub czwartoligowy, ale zawsze), wszak jest rok wyborczy, wszak w Amerykańskich mediach każdy taki lapsus jest pożywką na długie miesiące. Dlategóż z pewnością Biały Dom albo wyda oświadczenie w tej sprawie, albo sam prezydent wyjdzie znów na mównicę z orzełkiem i przeprosi osobiście. I sprawa zostanie zakończona - byle szybko, byle sprawnie. Z pewnością stosunków Polsko-amerykańskich nie zatruje, jako że od niemal dwudziestolecia w zasadzie klęczymy przed Jankesami na kolanach i nie wiem, cóż musieliby zrobić, by Nasze władze straciły doń cały ten ogrom platonicznej miłości.

A my? A my potrzebujemy dobrego PR-u. Taka brutalna prawda o dzisiejszym świecie, osądzającym wszystko po opakowaniu, nie po zawartości. Polonia amerykańska potrzebuje silnego wsparcia - nie tylko deklarowanego - od Polskiego MSZ-u. Polski MSZ musi stworzyć swoisty "camp watch" i natychmiastowo reagować na wszystkie pojawiające się nadużycia i przekłamania. Warto też i w Polsce zastanowić się nad pojmowaniem niektórych spraw, bo ktoś zza granicy może Nam wyrzucić, że oburzamy się na owe haniebne określenia, a z drugiej strony mamy na Śląsku koalicję partii rządzącej z RAŚ-em, który otwarcie głosi tezy o "polskich obozach", przetrzymujących po wojnie Ślązaków.

Trzeba poprawiać, trzeba wzywać do przeprosin, trzeba domagać się sprostowań. Bo jak powiadam - ani to nie była wpadka, ani przejęzyczenie, tylko smutny nawyk Obamy. Nawyk, który można i należy wyplenić.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka