trescharchi trescharchi
3633
BLOG

Jerzy Owsiak - ostatni sprawiedliwy szeryf.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 28

Jerzego Owsiaka jedni kochają, drudzy nienawidzą. To na tyle barwna postać w Polskim szarym życiu publicznym, że nie sposób przejść obok zakręconego jąkały obojętnie. Zazwyczaj uaktywnia się dwa razy do roku - podczas Przystanku Woodstock (na marginesie : dziękować Bogu, że Owsiak uczy się na błędach i w tym roku nie powinno być tak dantejskich scen jak na zeszłorocznym koncercie Prodigy) i styczniowej Wielkiej Orkiestry. Czasem jednak, kiedy coś albo ktoś wyjątkowo go zirytuje, zabiera głos ekstraordynaryjnie. Tak było i tym razem, a poszło nie o byle co, tylko o dzieci. Dzieci, którymi Owsiak się przejmuje i o których zdrowie dba, bo nawet najwięksi jego krytycy nie mogą - przy całych swoich zastrzeżeniach do otoczki Wielkiej Orkiestry - odmówić uznania faktu, że istotnie dzieło tysięcy wolontariuszy przynosi dobry efekt w Polskich szpitalach. Wprawdzie przy okazji dowodzi to absolutnej nieudolności Państwa, skoro gro nowoczesnego (i ratującego życie, to nie chirurgia plastyczna!) sprzętu musi być kupowane z prywatnej inicjatywy, ale to temat na zupełnie inną notkę.

Jerzemu Owsiakowi - poczuwającemu się do roli ostatniego sprawiedliwego - nie podoba się działalność Rzecznika Praw Dziecka i w liście otwartym w dość ostrych, żołnierskich słowach nawołuje do zmiany na tym stanowisku. Każdy Polak ma prawo opublikować list otwarty na dowolny temat, naturalnie; szkopuł w tym, że Owsiak jest osobą publiczną i każde swoje słowo - nawet publikowane w sprawie, która go boli - winien rozważać dwukrotnie. Nie wspominając o tym, że dla wielu młodych ludzi jest wzorem postępowania i rzeczywistym idolem. Owsiak, niestety, gra populistycznie i poniżej pasa; do ataku na Marka Michalaka wykorzystuje tragiczne wydarzenia z udziałem dzieci, jakie niedawno wstrząsnęły Polską. Nie wiem czy krytyka jest uzasadniona : trudno wymagać od Rzecznika Praw Dziecka, by przewidywał takie sytuacje jak z Magdą z Sosnowca, gdzie rzecz stała się w pozornie normalnej, dalekiej od patologii rodzinie. Albo by Marek Michalak natychmiast przyleciał do Pyrzowic i z góry na dół opieprzył bezmyślnych rodziców, zostawiających swoje małe dziecko przed wylotem do Grecji. Owsiak uważa, że brak reakcji Rzecznika na te wydarzenia jest de facto brakiem jakiejkolwiek aktywności.

Rzecznika bronią jego doradcy; trudno posądzać ich o oportunizm, bo wykonują swoją pracę społecznie i nie ubędzie im niczego przy ewentualnej zmianie obsady. Przy okazji podkreślmy - nie są to ludzie przypadkowi, ale tacy, którzy na dzieciach "zjedli zęby" (Jakub Śpiewak, Dorota Zawadzka). Ich zdaniem Michalak potrafi walczyć o prawa dzieci, zna się na tych prawach i po malowanych rzecznikach jest pierwszym na tym stanowisku człowiekiem z prawdziwego zdarzenia. Jak utrzymują, Michalak wybrał po prostu słuszną ścieżkę - mało mówi, dużo robi. Nie czyni ze swojego urzędu widowiska, nie organizuje "eventów', nie prowadzi rozdzierających serca konferencji prasowych przy kamieniu, pod którym pochowano ciało Magdy z Sosnowca. Po prostu - sprawny, spokojny urzędnik, znający się na swoich obowiązkach.

Owsiak tymczasem zapowiada, że jako członek Rady Społecznej przy Rzeczniku Praw Obywatelskich zaproponuje, by tenże Rzecznik poparł jego (Owsiakowe) pomysły na nową obsadę Rzecznika Praw Dziecka. Doradcy RPD ripostują : dlaczego Owsiak, mając zastrzeżenia do pracy Michalaka decyduje się na list otwarty, miast korzystając z tego, że otwierają się przed nim wszystkie drzwi w Polsce porozmawiać osobiście z Rzecznikiem? Dlaczego Owsiak utrzymuje, że każdy sumienny fachowiec i dbający o dzieci człowiek w Polsce powinien zachowywać się, biorąc wzór z niego i, cytuję "pyszczyć, aby zamordowane dziecko nie było chowane do tapczanu?" Dlaczego Owsiakowi wydaje się, że sługa Państwa, urzędnik Państwowy utrzymywany za pieniądze podatników powinien koniecznie używać grubych, wulgarnych słów na określenie bulwersujących sytuacji (jak ta z lotniskiem i Grecją), tu Owsiak też podpowiada, by nazwać to "kurestwem"?

Nie wiem, o co chodzi Jerzemu Owsiakowi. Domyślam się, że będąc od dawna miłośnikiem "eventów" i medialnego zamieszania, w którym rzucanie błotem i "kurwami" lepiej się sprzedaje, uważa, iż w ten sposób lepiej zadba się o dobro dzieci. Niestety Owsiak nie rozumie, że od urzędnika Państwowego wymaga się czegoś innego. Ciężkiej, codziennej pracy u podstaw i nie ulegania podszeptom kamery, by na trumnach najmłodszych zrobić show. Owsiak nie sprecyzował, kto jego zdaniem byłby wymarzonym Rzecznikiem Praw Dziecka, poza pewnymi niejasnymi przesłankami, że powinien pełnić swoją rolę w wielce tabloidowy sposób.

Tytułem suplementu - Dorota Zawadzka przypomina, że od kiedy jest doradczynią Michalaka, nie słyszała o żadnej owsiakowej propozycji wspólnego działania dla dobra dzieci. Trudno więc nie oprzeć się wrażeniu, że formułując list otwarty Owsiak opiera się na tym, co słyszał, nie na tym, co sam zobaczył. To w gruncie rzeczy smutna sytuacja kogoś, kto organizując tak wiele przedsięwzięć nabawił się "syndromu szeryfa" - skoro robi tyle pożytecznego, to zawsze ma racje. I zawsze wie lepiej. Niestety, nie można znać się na wszystkim. Tylko niesmak grania trumnami i tragediami pozostaje.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka