Debata o karze śmierci jest w Polsce jednym z najwygodniejszych tematów zastępczych dla polityków. Mit sprawiedliwego szeryfa to w końcu nader kusząca (bo prosta) droga do osiągnięcia sukcesu sondażowego. Starczy tylko przejrzeć pobieżnie komentarze pod informacjami o szczególnie bestialskich morderstwach - te, które domagają się jedynie kary śmierci są i tak jednymi z najłagodniejszych. Znakomita większość komentujących proponuje rozwiązania raczej z kodeksu Hammurabegio. Politycy - nawet ci mniej sprawni i mniej lotni - dostrzegają emocje Polaków i gotowi są jak najchętniej gardłować za wprowadzeniem kary śmierci. Specjalizuje się w tym zwłaszcza PiS, nie zdając sobie chyba sprawy, że w przypadku dojścia do władzy i snucia realnych rozważań na ten temat wcześniej czy później dojdzie do konfliktu z hierarchią kościelną. Będzie to ciężki orzech do zgryzienia dla środowisk prawicowych, uważających się za katolików.
Tyle tylko, że rozważania o karze śmierci są dla mnie pójściem na łatwiznę. Łatwo zapowiedzieć, trudniej zrobić; trzeba baczyć na opinię Unii Europejskiej, niechętnej najwyższemu wymiarowi kary. Zatem oprócz nierozwiązywalnego sporu (bo czym obłaskawić Kościół, skoro "nie zabijaj" to jeden z dogmatów wiary?) z biskupami ewentualnych "szeryfów" czekałaby niełatwa przeprawa z Brukselą. Smutnym dowodem na kuglarstwo władających Nami polityków jest fakt, że owi "szeryfowie" chcieliby załatwić sprawę odgórnie : wprowadzamy kaesy i mamy sprawę załatwioną, tłumy świętują na ulicach, mordercy przed zbrodnią zastanowią się dwa razy, a "Fakt" przeprowadza rysunkową analizę pierwszego śmiertelnego zastrzyku wykonanego na Białołęce. Nikomu nie przyjdzie do głowy naprawiać system oddolnie : usprawnić pracę sądów, przeznaczyć większy budżet na policję, wymyśleć logiczny nadzór behawioralny nad młodzianami z poprawczaków, których nie można (z racji bycia niepełnoletnymi) skazać na więcej niż kilka lat.
Piszę o tym wszystkim po przeczytaniu artykułu, w którym - niczym w upiornej kawalkadzie - przetacza się grupa nazwisk, niegdyś elektryzujących Polskę. Trynkiewicz, Pękalski, Moruś...ludzie mający na sumieniu co najmniej kilka ofiar, zabitych z zimną krwią. Pękalski utrzymuje nawet, że zamordował blisko setkę osób, a policjanci pracujący przy jego sprawie przekonują, iż wcale nie musi mijać się z prawdą. W przeciągu najbliższych kilku lat te "wampiry", niegdyś (jeszcze w PRL) skazane na karę śmierci wyjdą na wolność. Mieli farta, którego zabrakło ich ofiarom : najpierw od stryczka ocaliło ich moratorium na wykonanie najwyższego wyroku, potem przygalopowała niezrozumiała dla mnie amnestia, która kaesy zamieiała nie na dożywocie, a na 25 lat więzienia. Tych nazwisk jest zresztą więcej - powoli kończą się owe 25-letnie wyroki dla prawie setki morderców. Wszyscy oni wrócą do społeczeństwa. Do społeczeństwa, którego nie znają i nie zrozumieją, co na pewno zwiększy ich frustrację, zagubienie i agresję. Proszę wybaczyć tą domorosłą psychologię - ale ludzie zamykani w końcówce lat 80-tych nie odnajdą się tak łatwo w rozpędzonym teraźniejszym świecie. Gro spośród nich to gwałciciele : jak zachowają się dzisiaj, gdy - nieco generalizując - co trzecia 13-latka za wszelką cenę chce wyglądać na dorosłą?
Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiedziało na pytania dziennikarzy standardową formułką : szukamy rozwiązań, które będą chroniły społeczeństwo przed tymi osobami. Na razie Państwo poległo nawet przy próbach kontroli (nader kosztownych próbach, pamiętajmy, ile milionów wyrzucono w błoto) drobniejszych rzezimieszków, a system "opasek" informujących o miejscu pobytu okazał się być niewypałem. Co teraz może zaproponować system dla ochrony społeczeństwa? Dozór policyjny? Nie ma podstaw, człowiek odbębnił swój wyrok, ma - w pewnym sensie - carte blanche i może rozpłynąc się w anonimowości wielkich miast. Zresztą, co wiemy o procesie resocjalizacji tych ludzi? Czy był to znudzony, ziewający nad trzecią kawą psycholog snujący z tymi morderczymi umysłami obowiązkowe pogadanki? Wiadomo, jak wygląda proces resocjalizacji w Polsce. Niczego nie odmawiając kompetencjom wielu zaangażowanych w to ludzi, wygląda bardzo źle. Nie ma żadnej gwaracji - i żadne uspokajające komunikaty ministerstwa tego nie zastąpią - że ci chorzy na zabijanie ludzie nie wrócą do swojego sposobu na życie.
Jest jeszcze trochę czasu. Akurat, by przeforsować jakieś koniecznie zmiany, które dadzą tym ludziom szansę na odpokutowanie swoich win, a normalnym obywatelom spokój i bezpieczeństwo. W przeciwnym razie czeka Nas gigantyczna kompromitacja wymiaru sprawiedliwości gdy któraś z tych bestii wypuszczona na wolność znów kogoś zamorduje.
1905
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (15)