Wahałem się, czy popełnić takową notkę. I tak na brak polemiki nie możemy w Salonie narzekać - jedna jest lepsza,druga nieco niższych lotów, trzecia dopiero pretenduje do bycia czymś więcej niż wylewaniem na siebie kubłów pomyj. Staram się w polemiki nie wchodzić, zresztą; sądząc po częstotliwości komentarzy senatora Libickiego mój głos w najlepszym wypadku zostanie odnotowany i przyjęty do wiadomości.
Nie chciałbym wyjść na czepialskiego, co to wyrywa kilka słów z całej wypowiedzi i wokół tego buduje krytyczną kontr-notkę. Nie rozchodzi mi się nawet o przynależność polityczną czy partyjne "CV" senatora Libickiego; ma przecież pełne prawo zmieniać sztandary i hasła, pod którymi startuje w wyborach. Śledzę dość skrupulatnie blogerską działalność senatora, z zazdrością odnotowując jego doskonałe rozplanowanie obowiązków - mimo wytężonej pracy parlamentarnej, spotkań z wyborcami w okręgu wyborczym, wyjazdów po Polsce, mityngów, itp. ma jeszcze czas na niemal codzienne pisanie tego, co leży mu na sercu.
Tu dochodzimy do pierwszej rozbieżności - owszem, blogosfera jako taka powinna być miejscem wypowiadania własnych opinii. Zarówno przez osoby publiczne (politycy, dziennikarze), zwykłych blogerów posługujących się nazwiskami, jak i pozostających anonimowymi (jak choćby piszący te słowa). Inaczej jest jednak w przypadku ludzi będących reprezentantami obywateli, reprezentantami Majestatu Rzeczypospolitej. Daleki jestem od nawoływania do cenzury, ale postulowałbym jednak stosowanie autocenzury prewencyjnej, roboczo zwanej - najpierw pomyśl, potem pisz.
Najzabawniejsze (przy całym szacunku dla przerażającej skali tego zjawiska) w Polskim życiu publicznym jest to, że każdy bez wyjątku utryskuje na poziom debaty - na obrzucanie się epitetami i inwektywami, na wszechobecną agresję i spłycanie konstruktywnego dialogu do permanentnengo ataku na przeciwnika. A jednocześnie nikt - z prawej i lewej strony - nie robi nic, by w jakikolwiek sposób ten demoralizujący Polskie życie publiczne zwyczaj odesłać do lamusa. Słowa Donalda Tuska o tym, że najważniejsza jest miłość są doskonałą ilustracją tego, jak bardzo wyprane z treści są wszystkie slogany wypowiadane bezrefleksyjnie przez polityków.
Wracając do senatora Libickiego - nieco czepliwie trzeba zauważyć, że pochwalił się całkiem niedawno akcesem do owej partii, w której na pierwszym miejscu jest miłość. Obligowałoby go to teoretycznie do zachowań zgodnych z etosem parlamentarzysty - a zatem szacunku dla przeciwnika, dążeniu do spokojnej dyskusji, dawaniu społeczeństwu dobrego przykładu manier, umiarkowania i taktu. Tymczasem dziś senator Libicki popełnił notkę w której użył słów dla mnie bulwersujących. Bulwersujących tym bardziej, że jest historykiem, a zatem na studiach i po studiach powinien liznąć nieco wiedzy o tym, co działo się i dzieje do dzisiaj w Korei Północnej. I jak daleko krzywdzące jest atakowanie kogoś, kto jest jego przeciwnikiem polityczno-społecznym (tak to rozumiem z treści notki) przez porównywanie go do "mentalnego pasowania" do kraju krwiożerczych komunistycznych satrapów. Można nie zgadzać się z metodami Piotra Dudy, można krytykować jego posunięcia, ale nie można grać poniżej pasa, wypisując, że ktoś mentalnie pasuje do ludzi zamykających swoje społeczeństwo w obozach, mordujących ludzi bez sądu i skazujących całe wioski na powolne konanie z głodu. Zwłaszcza, gdy jest się senatorem Rzeczypospolitej. To nic, że przykład dawał Donald Tusk, premier Rzeczypospolitej nazywając reprezentanta pewnej (niemałej!) grupy społeczeństwa "pętakiem". Nie wolno i już. W pana, panie senatorze i pana kolegów rękach jest troska o jakość debaty publicznej w Polsce.
Nie wiem, czy pan senator popełnił notkę pod wpływem impulsu chwili, nie zastanawiając się nad tym, co pisze. Nie wiem, czy Piotr Duda będzie miał czas i ochotę pójść na noże i pozwać Libickiego za tą skandaliczną wypowiedź do sądu. Strasznie brakuje mi w Polskiej debacie słowa "przepraszam". Słowa niewymuszonego wyrokiem, ale ludzką przyzwoitością, która powinna i musi cechować senatora czy posła Rzeczypospolitej, składającego przysięgę pod Polskim godłem narodowym. A także krzyżem, bo znów muszę zauważyć, że senator Libicki do swojej religijności przykłada wielką wagę.
Bardzo mi jest wstyd za pana, senatorze. Z jakiejkolwiek partii by pan nie był, byłoby mi wstyd zupełnie tak samo. Swoim zachowaniem utwierdza pan szkodliwy i psujący zaufanie Polaków do władzy stereotyp parlamentarzysty, szukającego tylko okazji do zaczepki i "dowalania" swoim oponentom za wszelką cenę. Sam pan pada ofiarą swojego podejścia do jakości debaty, proszę zauważyć - stąd pod pańskimi notkami multum komentarzy nazywających pana (bardzo niegrzecznie i chamsko) kaleką mentalnym, co musi pana boleć w dwójnasób. Takie rozpasanie obyczajów i taka kultura dyskusji to po częsci i pańska wina.
2508
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (33)