trescharchi trescharchi
2068
BLOG

Poselskie oszustwo w majestacie prawa.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 5

Tytuł dyskusyjny, wiem. I bez znaku zapytania, co wskazuje na to, że nie mam żadnych wątpliwości. Zatem, tłumacząc się : nie byłem wyborcą posła PiS, Wojciecha Szaramy. Lecz gdybym był, poczułbym się dotkliwie oszukany. Dotykamy tutaj przy okazji dość kłopotliwego problemu : iluż Rodaków idzie na wybory, bo są po drodze z kościoła, iluż idzie, bo nie chce, by "tamci" dostali się do Parlamentu, a iluż głosuje na konkretne nazwiska i konkretne programy? Świadectwem niedojrzałości politycznej Polaków jest to, że przy okazji każdych wyborów toczą się nierzadko uwłaczające poziomowi dorosłych ludzi przepychanki na wyższe miejsce na liście, skutkujące zazwyczaj pewnym mandatem. Może jestem jakiś dziwak, ale byłoby mi nieswojo, gdybym startując do Warszawy zyskał "zaufanie" wyborców dzięki ich lenistwu, braku chęci do głębszego zastanowienia się, a wreszcie -  wysokiej pozycji na liście nazwisk, a nie proponowanym przeze mnie programem. Cóż, większość parlamentarzystów nie ma takich problemów, o wyrzutach sumienia nie wspominając.

Całkiem niedawno - w atmosferze pewnego skandalu (urzędujący prezydent z PO wprost namawiał obywateli do zrezygnowania z narzędzi demokracji) odbyło się referendum odwołujące włodarza miasta Bytomia. Referendum się udało - pomimo, jak wspominałem, żenującej walki o zachowanie stołka przez prezydenta - i kolejne partie stanęły przed niełatwym dylematem, kogo też wybrać do przyspieszonych wyborów. Takie nagłe odwołania władzy miejskiej w środku kadencji są prawdziwą zmorą dla "z zawodu polityków"; rozpoczyna się wówczas gorączkowe układanie listy nazwisk, trwają prędkie przepychanki wewnątrzpartyjne kto komu więcej obieca, nierzadko zaś ugrupowania sięgają po pierwszych lepszych z tak zwanego "braku laku".

Wątpię, by Wojciech Szarama był kandydatem z "braku laku" - jest pierwszoplanową postacią śląskich struktur PiS-u, a zatem miał zapewne możliwość wypowiedzenia własnej opinii na temat wysunięcia jego osoby jako kandydata na prezydenta Bytomia. Szkopuł w tym, że Szarama był jedną z "lokomotyw" PiS-u na Śląsku, startując z pierwszej pozycji na liście w Katowicach. Dostał się do Parlamentu bez większego kłopotu, zdobywając ponad 27 tysięcy głosów. Co ważne, nie głosował na niego tylko Bytom, ale i mieszkańcy miast okolicznych. Pełen górnolotnych obietnic - trudno, by było inaczej - Szarama przemierzał w czasie kampanii cały Górny Śląsk, każdorazowo zapewniając swoich wyborców, że podczas pobytu w Warszawie będzie twardą ręką walczył o interesy swojego regionu. Nie minął rok, i wyborcy z Katowic, Mysłowic, Chorzowa, etc. przecierają oczy ze zdumienia - osoba, na którą "postawili" krzyżyk zamierza ubiegać się o prezydenturę Bytomia, czyli miasta, które nie jest ani ich bratem, ani swatem. Znając życie, podczas kolejnej swojej kampanii Szarama zastąpi po prostu słowo "region" wyrazem "Bytom" i nadal będzie plótł patetyczne obietnice poprawy losu tych szaraczków, którzy zdecydują się go poprzeć.

Nie odpowiadam za odczucia moich Czytelników, ale dla mnie jest to czystej wody oszutstwo. Niecałe dwanaście miesięcy po wyborach parlamentarnych Wojciech Szarama "rozmyślił się" co do swojej misji w Sejmie i chciałby jednak zostać prezydentem Bytomia. Trudno mu się dziwić - możliwości o wiele większe, prestiż też jakby jakiś poważniejszy, a i pokusa wydawania poleceń, a nie odbierania poleceń jest kusząca. Niby tak, ale co wówczas powiedzieć ludziom, którzy skusili się na jego obietnice podczas kampanii? "Okay, chciałem, ale widzicie, traktuję politykę jako osobistą karierę, a nie działanie dla Was"? Jak mają czuć się wyborcy, oddający głos na kogoś takiego? Oszukani to chyba najdelikatniejsze słowo z całego wachlarza możliwych.

Żeby nie było: nie jest to problem tylko i wyłącznie jednej osoby, o nie. Kiedy tylko wypadają jakieś wybory (zwłaszcza te do Brukseli) trwa notoryczne przebieranie nogami owych "z zawodu posłów" na lepsze stanowiska. Najpewniej wychodzą z założenia : no tak, mamy już pewny czteroletni etat, ale dlaczegóżby nie spróbować czegoś nowego? A wyborcy? Furda wyborcy, przecież głosowali na miejsce na liście, nie na nazwisko czy - bądźmy poważni - na program. Trudno odmówić racji tym zdemoralizowanym ludziom, którzy z profesji polityka uczynili zawód, nie narzędzie służenia obywatelom.

Cejrowski niegdyś zaproponował w telewizji : wprowadźmy narzędzie odwołania posła, kiedy nie spełnia punktów programu obietnic wyborczych. Programu traktowanego jako umowa, którą przy urnie wyborczej zawarł z ludźmi go popierającymi. A ja mam inną propozycję - potraktujmy mandat jako umowę o pracę na czas określony : na czas kadencji Parlamentu. Abstrahując od przypadków losowych (śmierć, wypadek, przedterminowe wybory, etc.) uchwalmy prawo, które zakazywać będzie parlamentarzystom podejmowania pracy gdzie indziej (samorządy, parlament europejski). To chyba najuczciwsze postawienie sprawy. Jeśli nie da się apelować do przyzwoitości wyniesionej z domu, należy ją egzekwować przepisami. Niestety.

Ale czy ktoś naprawdę wierzy, że to towarzystwo wzajemnej adoracji mogłoby przegłosować rzecz stojącą w sprzeczności z ich interesem? 
 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka