O tak, prasowy organ Adama Michnika długo a skrupulatnie pracował na swoją wiodącą pozycję na Polskim rynku medialnym. Dla utwierdzenia swojej hegemonii gotów był nawet dodawać do każdej gazety noże, filmy, przepisy i inne ustrojstwa, którego to miłego zwyczaju - ku żalowi mojej nieskompletowanej kuchni - zaprzestano na Czerskiej. A szkoda, bo pomysł był całkiem sympatyczny, takie "mebluj dom z Michnikiem" - gdzie się nie obejrzysz w swoim M za szwajcarskie franki, tam ciepły, czerwony prostokącik i pulsujące litery "nam nie jest wszystko jedno". Otwierasz lodówkę, a tam Jarosław Kurski między jogurtami. Wyciągasz nogi na balkonie, a tu spod suszącej się bielizny uśmiechnięta, życzliwa twarz Wojciecha Maziarskiego. Idziesz z - jakżeby inaczej - "Wyborczą" pod pachą tam, gdzie nawet król piechotą chodzi i gdzie już czeka Seweryn Blumsztajn. Miodzio.
Musimy jednak porzucić przyjemne wizje - bo zrobił się pewien problem. Problem na pograniczu etyki i dobrego warsztatu dziennikarskiego. Naturalnie wiem, że nie są to rzeczy będące w szczególnym poważaniu wśród Polskich żurnalistów (zwłaszcza z "Wyborczej", co nie przeszkadza im pouczać wszem i wobec + dopatrywać się przewin u swoich konkurentów), ale sprawa jest dość poważna. I przy okazji pokazuje, jak wiele złego może zrobić "wychowanie" sobie czytelników na wiernych akolitów, wierzących w słowo pisane bez żadnych zastrzeżeń. Jeden z redaktorów "Wyborczej" - Paweł Smoleński - popełnił felieton, w którym bez jakiegokolwiek sprawdzenia posiadanych informacji (ponoć usłyszał w radio, co nie wystawia jego warsztatowi najwyżej oceny) zarzucił firmie 4F bezduszność i małostkowość. Otóż firma owa, produkująca odzież sportową (ubierała tegorocznych Polskich olimpijczyków chociażby) miała rzekomo wprowadzić "kosmiczny cennik" dla paraolimpijczyków. Paweł Smoleński naturalnie nie przeoczył okazji do wystąpienia w roli oburzonego autorytetu moralnego (daję słowo, oni na tej Czerskiej muszą mieć z tego szkolenia, skoro tak wiele osób na to zapada), pisząc że "zrobiło mu się obrzydliwie" i w ogóle, gdyby był sportowcem, to już nigdy nie nosiłby ubrań tej firmy. Nawet gdyby mu płacili.
Felieton został w redakcji przyklepany, a internet zapałał gniewem na bezdusznych kapitalistów. Skrzynki mailowe firmy zalały setki wiadomości z żądaniami przeprosin dla nieszczęśników starających się godnie reprezentować Polskę. Organizowano - jak zwykle w takich przypadkach - specjalne akcje nawołujące do bojkotu produktów. Przy okazji oberwało się i PKOL-owi, za wybór takiej a nie innej złowieszczej firmy. Redaktor Smoleński wsadził więc kij w mrowisko, jeno nie pofatygował się sprawdzić tych sensacji, za zredagowanie których wziął pieniądze. Prawda okazała się nader prozaiczna : firma 4F nie startowała w przetargu na stroje dla paraolimpijczyków, zatem o żadnym "kosmicznym cenniku" mowy być nie może. Polski Komitet Olimpijski w odróżnieniu od Komitetu Paraolimpijskiego siłą rzeczy nie zajmuje się organizowaniem wyjazdu na paraolimpiadę. Oczywiście wszystkie te wiadomości są dostępne po wykonaniu jednego telefonu - np. do firmy z prośbą o komentarz - ale po cóż, skoro własna rzeczywistość redaktora Smoleńskiego o wiele lepiej pasuje do tez felietonu.
Niestety, firma 4F - całkowicie Polska firma, z dużym wysiłkiem konkurująca z zachodnimi molochami na trudnym rodzimym rynku - poniosła spore straty wizerunkowe. Wprawdzie jej szefowie podejrzewają, że komuś specjalnie zależy na zakłóceniu ich interesów (zagraniczna konkurencja?) ale ja stawiałbym raczej na całkowitą amatorszczyznę redaktora Smoleńskiego. I - jak pokazuje przykład - nader swobodny stosunek do prawdy. Włos się człowiekowi jeży, gdy tak zastanowi się ileż takich "niesprawdzonych" artykułów może wypuszczać "Wyborcza" do druku i swobodnie manipulować opiniami swoich czytelników.
Cytując nowego mistrza etycznego dziennikarstwa, redaktora Pawła Smoleńskiego - wszystkim Nam powinno "zrobić się lekko obrzydliwie".
2124
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (23)