trescharchi trescharchi
5088
BLOG

Ofensywa PiS - o dużej chmurze i małym deszczyku.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 64

Partia Jarosława Kaczyńskiego ma w sobie coś tak interesującego, że jej losami i planami zajmują się niemal wszyscy. Jedni robią to z nieskrępowanej niczym personalnej nienawiści do lidera i jego totumfackich, drudzy patrzą na PiS wypatrując oznak konstruktywnej opozycji, inni zaś wierzą w niepodważalną hegemonię partii z Nowogrodzkiej na prawicy i już. Trzeba przyznać, że PiS nie zostawia nikogo obojętnym, co przynajmniej teoretycznie powinno być opłacalne pod względem wizerunkowym. No właśnie, teoretycznie.

Chyba każdy powinien przyklasnąć - nawet przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego - próbom stworzenia wymagającej partii opozycyjnej wobec rozbisurmanionej drugą kadencją władzy. Zaryzykuję obrazoburczą tezę - to sympatycy i wyborcy PO, przynajmniej ci, których uwiodły piękne słowa Donalda Tuska winni pierwsi kibicować największej - było nie było - sile na opozycji. Dobra opozycja siłą rzeczy wymaga dobrych rządów,  a słabsze rządy zmiata w wyborach. Przynajmniej teoretycznie. W myśl Polskiego "jakośtobędzizmu" i bylejakości kontentujemy się słabą, emocjonalną opozycją i kiepskim, wstrząsanym aferami, nieudolnym rządem.

Fajnie byłoby, gdyby jakakolwiek partia opozycyjna próbowała inteligentnie i pragmatycznie rozgrywać kolejne porażki rządu. Siłą rzeczy musimy zajmować się PiS-em, bo SLD (z całym szacunkiem dla wyborców tej partii) trwa w kilkuletnim stuporze (z przerwą na "100 dni" Napieralskiego podczas kampanii prezydenckiej zakończonej, jakże by inaczej, dotkliwym Waterloo), drobne partyjki okołopisowskie zajmują się ustalaniem, kto jest ważniejszy i kto ma dziejową misję, a Ruch Palikota kręci filmiki o homoseksualnych ślubach i mięsie będącym imitacją relikwii Jana Pawła II, co w zasadzie nie jest do końca zgodne z uniwersalną definicją konstruktywnej opozycji.

PiS - co było wiadome od dawna - zapowiada wielką ofensywę. Ofensywa będzie już tuż-tuż, bo na początku września, toteż coraz więcej kontrolowanych i mniej kontrolowanych "wrzutek" prześlizguje się do czyhających (gorzkie żale TVN-u nad absencją Jarosława Kaczyńskiego doprawdy wyciskały łzy z oczu) na wszelkie wiadomości mediów. Jak już kiedyś pisałem - zapowiadana ofensywa to żadna ofensywa. PiS miewa pretensje o nieprzychylność niektórych dziennikarzy, a jednocześnie samo daje im czas na odpowiednie przygotowanie się do relacjonowania takowej ofensywy. PiS - co według mnie jest akurat prawdą - miewa pretensje o to, że kiedy trzeba, natychmiast pojawia się temat zastępczy, samo wkłada "wajchowym" w dłonie okazję do zaplanowania zajmujących głowy Polaków takowych tematów. Niby pal licho, ich strategia i ich problem, ale jednak pewien taki niesmak pozostaje.

Czas już najwyższy na rozwinięcie tezy tytułowej. Nie wynika ona bynajmniej ze złej woli w stosunku do partii Kaczyńskiego, o nie. Jak mniemam, dobrze uzasadniłem swoje wyczekiwanie na twardą i pragmatyczną opozycję. Stąd tym smutniej człowiekowi czytać o pierwszych szczegółach owej ofensywy, bo wszystko zmierza ku letniej mżawce, podczas gdy wszyscy nastawiliśmy się na solidną burzę z nader zacnymi piorunami i grzmotami. Cóż my więc w tych "wrzutkach" medialnych mamy? Ano, przede wszystkim ukłon w stronę patetyzmu. To pewien problem nie tylko PiS-u, ale i Polskiej polityki jako takiej, że wielkie, pompatyczne słowa mają zastąpić i zasłonić mizerną treść, jaka się za nimi zazwyczaj kryje. Nietrudno przewidzieć, że zespół parlamentarny do spraw "Obrony demokratycznego państwa prawa" raczej nie będzie ponadpartyjnym zbiorowiskiem posłów istotnie przejętych takową obroną, chociaż, Dalibóg, byłoby czego bronić i przed kim bronić. Skończy się zapewne na zespole skupiającym posłów PiS i tylko PiS, którzy - przynajmniej w swoich zapowiedziach - chcą proponować nowe rozwiązania prawne czy negować niektóre już istniejące, zagrażające (w opinii PiS) ładowi prawnemu. Do zespołu może dołączyć każdy, oczywiście poza Ruchem Palikota, będącym - zdaniem szefa zespołu, posła Szczerskiego - "ukrytym koalicjantem" PO. Cóż, można się z tym zgadzać lub nie (chociaż nie słyszałem, by koalicjanci - nawet ukryci - wyzywali się od "ciot"), niemniej braku posłów Palikota komisja z pewnością merytorycznie nie odczuje. Problem w tym, że SLD ma swoje zabawki (Sejmowa Komisja Sprawiedliwości pod Ryszardem Kaliszem) i też jakoś do nowego zespołu się nie pali. Zawsze można (najlepiej w formie nieprzekraczalnej daty - ultimatum) zaproponować kilka miejsc Solidarnej Polsce, ale obawiam się, że nawet gdyby "ziobryści" z zaproszenia skorzystali, cały pięknie nazwany zespoł stałby się areną mało eleganckich walk o mityczne "przywództwo na prawicy". Co też w żaden sposób nie wyczerpuje definicji konstruktywnej opozycji.

Pozostaje kwestia czegoś, co Włodzimierz Szaranowicz swoją nienaganną angielszczyzną nazywa "tajmingiem". O Amber Gold trzeba mówić dzisiaj, kuć żelazo póki gorące, nie dawać przeciwnikom politycznym złapać oddechu, zapędzić ich po boksersku do narożnika, wykorzystać to, że zwierzyna jest ranna. Wyczerpałem już wszystkie sportowo-myśliwskie analogie, ale sens jest zasadniczo ten sam. Słychać wprawdzie przebąkiwania o powołaniu komisji śledczej, chociaż po doświadczeniach z poprzednią (zakład, że Nasza władza jest na tyle arogancka, by na szefa nowej komisji znów wyznaczyć wyciągniętego z niebytu Sekułę? Przecież się sprawdził...) to czysto marketingowa sztuczka, bo PiS dobrze wie, że taka komisja (o ile zostałaby powołana, co zakrawa na cud) sprawę raczej by zaciemniła, niż doprowadziła do jakiegoś zachwiania się Donalda Tuska. Oczywiście można tłumaczyć, że wobec wakacji sejmowych generalnie ma się związane ręce, ale to marne tłumaczenie, nie przystające ludziom uważającym się za dobrą opozycję.

Wielu pomysłów z "jesiennej ofensywy" jeszcze nie znamy. Ponoć kwestie Smoleńska mają być - wraz z Antonim Macierewiczem - odsunięte na boczny tor. O ile Antoni Macierewicz zniesie takowe odsunięcie, bo jest to człowiek znajdujący wielką przyjemność w brylowaniu wśród błysku fleszy i podtykanych mikrofonów. Niby zajęcie się gospodarką - nader kulejącą za światłych rządów Donalda Tuska - to dobry pomysł, ale pozostaje jeszcze kwestia wykonania. Amber Gold była pierwszą od dawna tak dobrą okazją do wydrążenia dziur i "podłożenia ładunków" pod murami twierdzy PO. Zamiast Blitzkriegu mamy jednak wojnę w stylu typowo średniowiecznym - panowie rycerze rozsiedli się wygodnie dookoła murów, i póki mają co jeść, co pić i co chędożyć (przepraszam, ale pozostaję w poetyce epoki) - ani im w głowie jakieś szturmy.

Tyle tylko, że twierdza prędko z głodu nie padnie. A okoliczna kraina coraz bardziej pustoszeje, obżerana przez jednych i drugich.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (64)

Inne tematy w dziale Polityka