trescharchi trescharchi
2221
BLOG

Niedbałość ministra Millera odbija się czkawką do dziś.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 6

Starsi Czytelnicy pamiętają doskonale, młodsi już jak przez mgłę - mija właśnie okrągła, dwudziesta rocznica jednego z najtragiczniejszych pożarów w historii Polski. Żywioł w Rudach Raciborskich pochłonął 9 tysięcy hektarów lasu i trzy ludzkie życia. Piekło rozpoczęło się paskudnie przypadkowo - hamujący pociąg wyzwolił snop iskier. Iskry padły na wyschniętą (sierpień 1992 r. był wyjątkowo upalny i suchy) trawę, wiatr przeniósł ogień na drzewa i stało się nieszczęście. Pożar wreszcie ugaszono i rozpoczęto mozolne odbudowywanie lasu - na tak wielkiej powierzchni było to zadanie iście nadludzkie, ale okoliczni leśnicy - dziś możemy powiedzieć to już z pełną dumą - zadaniu podołali. Do kiedy jednak będzie tak dobrze, jak jest teraz?

Ponieważ przyczyny wybuchu pożaru były dobrze znane, opracowano system utrzymywania pasa ochronnego biegnącego wzdłuż torowisk przecinających pobliża lasów. Żeby Czytelników nie zanudzić szczegółami technicznymi, polega to z grubsza na tym, że bruzdy nader regularnie się "mineralizuje" (to jest pozbawia roślinności stwarzającej okazję do zajęcia się ogniem). Najpewniejszą i najlepszą metodą "mineralizacji" jest po prostu takowy pas ochronny zaorać. Niby - rzecz prosta. Ale w Polsce nigdy do końca tak prosto, jakby się wydawało, nie jest.

Przepisy głosiły, że za utrzymanie pasów ochronnych odpowiada właściciel torowiska, czyli najczęściej PKP albo jedna z wielu spółek kolejowych. System funkcjonował sprawnie, o wielkich pożarach lasów na jakiś czas zapomnieliśmy (a lata przecież do mokrych nie należały) - do czasu oczywiście. W czerwcu 2010 roku ówczesny minister spraw wewnętrznych - Jerzy Miller (obecnie wojewoda małopolski, który wsławił się pomysłem przekazania odpowiedzialności za krakowskich kibiców na Euro w ręce obarczonego zarzutami prokuratorskimi wiceszefa BOR - Pawła Bielawnego; uczciwe Państwo w pełnej krasie) wydał rozporzędzenie w sprawie "ochrony przeciwpożarowej budynków (...) i terenów" - nowe przepisy, dotknięte cudowną ręką "fachowców" z ministerstwa są nader enigmatyczne w kwestii odpowiedzialności za utrzymywanie pasów przeciwpożarowych.

Naturalnie - jak uczą przypadki kładek nad torami, dworców i przejść podziemnych - PKP z rozkoszą wykorzystuje każde zamieszanie w przepisach i interpretuje je na swoją korzyść, bo przecież gro wydatków idzie na budowę super-szybkich torowisk i zakup iście pullmanowskich wagonów pierwszej i drugiej klasy. Dlatego dziwaczny, potęgujący chaos pomysł ministra Millera natychmiast został przez PKP zrozumiany w taki sposób, że to pożary lasów są zagrożeniem dla jadących pociągów (prawda, że genialne?) i to leśnicy muszą dbać o to, by ich dominium - drzewostan - nie był czasem powodem jakiegoś pożaru. Słowem, to leśnicy powinni zajmować się pasami przeciwpożarowymi wzdłuż torowisk, bo przecież najczęściej w tych swoich lasach setnie się nudzą.

Do sporu dołączyli się strażacy - kolejna znudzona, dybiąca na PKP grupa zawodowa - którzy dwa razy w roku kontrolują stan owych pasów przeciwpożarowych i nakazują właścicielom torowiska pozbycie się chaszcz, traw, krzewów i innych potencjalnych ognisk zapalnych. Kolej naturalnie odwołuje się do sądów, i sprawy trwają w najlepsze. Strażacy wygrywają znakomitą większość spraw przed obliczem Temidy, która przyznaje im rację w kwestii nakazania kolejom zaorania pasów ochronnych. Problem w tym, że koleje w przepychankach z sądami i strażakami (no i leśnikami wreszcie) powołują się cały czas na owe nieszczęsne przepisy bezmyślnego rozporządzenia ministra Millera - i wychodząc z tego założenia, wciąż odwołują się do coraz to nowych instancji. Wiadomo zaś, z jaką olśniewającą prędkością pracują Polskie sądy, toteż nie dziwota, że sprawy ciągną się miesiącami.

Tyle tylko, że trawy i chaszcze na wyrok sądu nie czekają i rosną sobie w najlepsze. A lata są coraz bardziej suche i upalne, pociągi zaś jeżdżą jak jeździły. Oczywiście wiemy, że Polska pod rządami Donalda Tuska i ludzi pokroju i kompetencji Jerzego Millera jest Krajem nader bogatym i stać ją bez większego problemu na pokrycie kosztów ewentualnego pożaru-giganta (na dzisiejsze pieniądze pożar w Rudach kosztował ponad 700 milionów złotych), ale może jednak oszczędźmy sobie takich wydatków i przeznaczmy je na coś mądrzejszego. Uczone głowy w najlepszym rządzie po 1989 r. na pewno wydumają, gdzie jeszcze można włożyć niemal miliard złotówek - zamiast w mozolną odbudowę jakiegoś lasu na końcu świata.

Pozostaje jeszcze kwestia dbałości o ludzkie życie, ale szanujmy się! Przecież ewidentnie rząd, który mimo masakrujących jego politykę przeciwpowodziową raportów NIK (to tak w ramach przykładu dbałości o ludzkie życia i dobytki) nic sobie z tego nie robi, ma na głowie ważniejsze sprawy niż jacyś tam strażacy, leśnicy i cywilni sąsiedzi płonących lasów.

Prawo jest prawo - i trzeba je stosować. By żyło się lepiej!

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka