Wielu moich znajomków popiera PiS. Jedni robią to dlatego, że wydaje im się sensowną opozycją, inni na zasadzie "mniejszego zła". Jest też całkiem spora grupka ludzi uważających Jarosława Kaczyńskiego za męża stanu i kogoś, kto jest w stanie wyprowadzić Polskę na szerokie wody z tej mielizny w jakiej się obecnie znalazła. Pozornie nic - poza poparciem dla partii - ich nie łączy, ba! nader często spierają się w kilku drażliwych kwestiach. Ilekroć jednak pada nazwisko Hofman, dochodzi do natychmiastowego złączenia sił i sojuszu ponad wszelkimi podziałami. Wielokrotnie słyszałem od nich, że Hofman jest "śliski". Nieładnie budować notkę w oparciu o towarzyskie deliberacje, ale nie mogłem się powstrzymać, bo dopiero po przeczytaniu wywiadu z Naszym bohaterem w "URze" zrozumiałem na czym owa "śliskość" polega.
Zdaję sobie sprawę, że pisanie takiej notki jest nieco po próżnicy; w mało cywilizowanych partiach politycznych w Polsce bycie "numerem dwa" (czy trzy lub cztery; w każdym razie rozchodzi się o pozostawanie w bezpośrednim otoczeniu lidera) jest przywilejem krótkotrwałym i nader chwiejnym. Przekonał się o tym Schetyna, przekonali się niegdyś Dorn, Piskorski, Olechowski, Olejniczak...wymieniać można do południa. Notka może być więc niebawem nieakutalna; już teraz "złe języki" mówią o umiarkowanej niełasce, w jakiej ma znajdować się Adam Hofman u prezesa Kaczyńskiego. Ale cóż, wywiad z braćmi Karnowskimi jest nośnikiem tylu uniwersalnych prawd o Polskiej polityce, że jednak warto się nad nim pochylić z uwagą.
Nie chcę się nawet znęcać nad Hofmanem - starym "wygą" sejmowym - że nie rozumie, co oznacza słowo "expose", skoro zapowiada takowe w wykonaniu Kaczyńskiego poza Sejmem. Po jednym z wiodących polityków największej partii opozycyjnej spodziewałem się (zwłaszcza w medium nie będącym PiS-owi nieprzychylnym) wywiadu z "pazurem", dostałem zaś zestaw oklepanych, obowiązkowych formułek o złej Platformie i jedynej opcji gotowej z nią wygrać. To pierwszy dowód na pewną taką "śliskość" Adama Hofmana. Statysta z opozycji winien być chłodnym i opanowanym, lecz nie tracącym czujności drapieżcą (proszę wybaczyć zoologiczne porównania) - nie modnym sybarytą, mruczącym zza dymu z cygara, że on naprawdę ma lepszy pomysł na Polskę, ale za dużo jeszcze powiedzieć nie może. Mało to autentyczne i przekonujące, tym większe zdumienie człowieka ogarnia, że tak wytrawny polityk jak Kaczyński taką osobę wybrał na rzecznika swojej partii.
Zbigniew Ziobro nigdy nie był politykiem z mojej bajki. Brak charyzmy, brak umiejętności porwania Polaków jakąś przejmującą oracją, wizerunek "grzecznego chłopca" bawiącego się w szeryfa, ukłony w stronę tabloidyzacji życia politycznego - nie wpisuje się to w mą definicję skutecznego refortmatora. Ale, do diaska, muszę wziąć go w obronę przed Adamem Hofmanem (do czego to doszło!). Bardzo nie podoba mi się fragment wywiadu odnoszący się do osoby byłego ministra sprawiedliwości. Jasne, Ziobro jest obecnie "infamisem" i atakowanie go z pewnością "nabije punktów" na Nowogrodzkiej, ale niesmak pozostaje. Krytyka "błędów" popełnionych przez Ziobrę i proponowanie Polakom IV RP bez Ziobry jest w ustach Hofmana nieświadomie krytyką samego rządu z lat 2005-2007. Anno Domini 2012 okazuje się, że "niedojrzałe" działania Ziobry były "chybionymi strzałami" w walce z korupcją. Ziobro jako ministrer chciał wciąż "błyszczeć w mediach" i był "nieodpowiedzialny". Tego dowiadujemy się dopiero dziś. Nie przekonuje mnie wytłumaczenie Hofmana, że wszystkie te dyskwalifikujące Ziobrę jako ministra rządu Rzeczpospolitej mankamenty były znane Kaczyńskiemu i partii, ale w imię lojalności w "drużynie" przymknięto na to oko. Nie wystawia to dobrej oceny "budowniczym IV RP", skoro są gotowi dla spoistości ugrupowania utrzymywać (i chwalić w mediach!) fatalnego polityka na kierowniczym stanowisku. Zanadto przypomina to dzisiejsze realia Platformy Obywatelskiej, niestety.
Swoją drogą, jeśli co najmniej (tak szacuję na oko) 1/3 wywiadu z ważnym politykiem opozycyjnym poświęcona jest rozliczeniom na prawicy (z byłymi kolegami), to coś tu jest nie tak. Nie chcę wchodzić w głowę Hofmana, ale jestem "niezagospodarowanym" wyborcą, i dla mnie ważniejsze byłoby przeczytanie o tym, co konkretnie proponuje PiS na przykład w kwestii redukcji administracji publicznej albo powszechnego programu rozwoju fizycznego (by nie powtórzyła się kompromitacja londyńska) w szkołach. Z całym szacunkiem dla weteranów sejmowych i ludziach, którzy na byciu "z zawodu politykami" zjedli zęby, to są dla potencjalnych sympatyków sprawy naprawdę istotne, nie to, że Adam Hofman troszkę lubi Jacka Kurskiego (chociaż stał się- cytując - "pałkarzem Lisa"), a Adama Bielana nieco mniej, o "Misiu" Kamińskim nie wspominając. Sam sobie Hofman zaprzecza, bo w innym fragmencie wywiadu znaleźć można nader zgrabny (a niestosowny w odniesieniu do prawie całej klasy politycznej w Polsce) bon-mot o tym, że "polityka to nie zabawa dla małych, obrażających się dzieci". To kolejny dowód na "śliskość" tego polityka, tym bardziej wiarygodną, że dostrzeganą nawet przez sympatyków PiS.
Wielokrotnie, na podobieństwo wołającego na pustyni, apelowałem o skuteczną opozycję w Polsce. Czytając ten wywiad, drapałem się w głowę i coraz mocniej w nią zachodziłem, cóż skłoniło Kaczyńskiego do promowania takich "śliskich" ludzi jak Hofman. Ludzi którzy wyborcy nie przyciągną, bo nie mają nadmiaru atutów, a - potencjalnie oczywiście - mogą skutecznie odganiać owych "niezagospodarowanych" o których przecież toczy się cała polityczna gra w Polsce. Błąd, który ciężko "odkręcić", zła ręka do ludzi, czy jakieś rozmyślne działanie? Na to odpowiedź zna tylko prezes PiS. I lepiej, by zadał sobie takowe pytanie, nim będzie za późno.
A Adamowi Hofmanowi? Cóż, życzę mu wszystkiego najlepszego w życiu zawodowym i prywatnym. Zaś przede wszystkim tego, by za kilka lat jakiś ówczesny prominentny polityk PiS nie opowiadał o wizji IV RP - tym razem bez "błędów" i "wypaczeń" Hofmana. Historia kołem się toczy, panie pośle.
7165
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (98)