trescharchi trescharchi
1931
BLOG

Odwrócona nietolerancja sił postępu.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 32

Na razie sprawa dotyczy Wielkiej Brytanii, ale takowa nowa "moda" rozpowszechnia się po Kontynencie błyskawicznie. Tylko patrzeć, kiedy przyjdzie i do Polski - choćby to daje pretekst do poświęcenia problemowi osobnej notki. Czworo brytyjskich chrześcijan zawędrowało do Trybunału w Strasburgu - skarżą się na dyskryminację, jakiej doświadczyli z uwagi na swoje wyznanie i przekonania w byłych miejscach pracy. Byłych, bo pracę stracili, jak utrzymują - właśnie z powodu posiadania własnego zdania. Doprawdy - drobnostki, za które ich zwolniono brzmiałyby jak pyszna fikcyjna anegdota do opowiadania na imprezie integracyjnej w korporacji; niestety, są całkowicie prawdziwe i rzucają inne, mroczniejsze światło na szeroko rozumianą "poprawność polityczną".

A zatem po kolei: pierwsza Angielka wyfrunęła (nomen omen) z British Airways bo jej szyję zdobił krzyżyk; podobnego traktowania doświadczyła brytyjska pielęgniarka, której po trzech dekadach pracy zapowiedziano znienacka, że krzyżyka nosić już nie wolno "ze względów bezpieczeństwa". Kolejne dwa przypadki są już bardziej światopoglądowe niż religijne, ale to nie umniejsza ich symptomatyczności - seksterapeuta został wywalony na bruk bo przyznał, że czuje się nieswojo udzielając porad parze gejów. Nie żeby ich wyzywał, albo stosował tak zwaną "mowę nienawiści" (owo określenie robi ostatnio furorę, ale występuje jedynie wówczas w ustach przeciwników "sił postępu" - bo taki Palikot, zdaniem Biedronia, używając określenia "ciota" nie zrobił niczego złego) - po prostu było mu to nie w smak. Ostatnią osobę - pracowniczkę ichniejszego USC - ukarano dyscyplinarnie, bo nie chciała formalizować związków partnerskich homoseksualistów.

Cała czwórka przegrała już swoje procesy przed sądami pracy na Wyspach; stąd ich exodus do Strasburga. Sympatyzujący z tą sprawą ludzie wysuwają trafny - w mojej ocenie - argument : pozwalamy angielskim muzłumankom nosić chusty, każdy celnik i policjant wie, że turban sikha to rzecz dlań święta i nietykalna, a zwykły krzyżyk na szyi robi takie zamieszanie. Po prostu żyjmy i dajmy żyć innym. Nie doszukiwałbym się tutaj (jak czynią to niektórzy) jakiegoś wielkiego, powszechnego spisku przeciwko religii chrześcijańskiej; upatruję w tym szaleństwie kolejnego dowodu na to, że zamiast potrzebnej poprawności politycznej i tolerancji zafundowaliśmy sobie na całym świecie jakieś potworne wynaturzenie. Gardłujące za kolejnymi zmianami "na lepsze" środowiska de facto wyświadczają własnej sprawie niedźwiedzią przysługę a przykłady windowania rzekomego szacunku i tolerancji dla odmienności do granic absurdu można wymieniać bardzo, bardzo długo.

Największy problem leży jednak w tym, że określenie "terror politycznej poprawności" wcale nie jest przesadzone. Niekiedy ów terror jest aksamitny, niekiedy "siły postępu" głośno żądają coraz większego rozszerzania katalogu własnych praw, mimo niechęci społeczeństw. Owa niechęć jest zresztą od razu etykietowana jako "kołtun", "ciemnogród" i tak dalej. Dobrym przykładem niech będzie wywiad Anny Grodzkiej dla szwedzkiej gazety, w którym (o ile tłumaczenie docierające do Polski było wierne) posłanka do Polskiego parlamentu utryskuje, że nad Wisłą "brakuje demokracji", bowiem "konserwatywna większość blokuje nowoczesne reformy". Mogę się mylić, ale dla mnie właśnie istnienie większości i mniejszości jest istotą demokracji - jeśli ktoś ma w zanadrzu trafne w swoim mniemaniu argumenty, a dodatkowo jest ulubieńcem mediów (jak środowisko "sił postępu" w Polsce) to nic nie stoi na przeszkodzie, by samemu stać się większością i blokować "wsteczniackie" reformy.

Trochę się pewnie niektórym Czytelnikom (za co przepraszam z góry!) narażę, ale taki mechanizm bardzo przypomina mi zachowanie Murzynów (dla mnie Murzyn jest Murzyn; nie widzę w tym żadnej negatywnej konotacji - i w żaden sposób nie umniejsza to mojego szacunku dla osób czarnoskórych), uznających, że za cierpienia ich przodków - niewolników nawet dzisiaj wolno im więcej. Nieco generalizuję, ale wystarczy przejechać się do Stanów czy Wielkiej Brytanii i poobserwować, jak zachowują się grupy czarnoskórych którym rzekomo "wolno więcej". Środowiska homoseksualne i generalnie "siły postępu" mają tak samo - byliśmy (co jest prawdą) przez wiele lat brutalnie prześladowani, dzisiaj z tej racji możemy dokonywać nieograniczonej ekspansji w życie publiczne. Przy czym społeczeństwa są w większości tradycyjne - wszelka inność przyjmowana jest nieufnie i powoli. Dla "sił postępu" taka postawa (wydaje mi się, że naturalna) jest asumptem do oskarżeń i piętnowania zacofania - wszystkie eksperymenta społeczne z "innością" trzeba wprowadzać na chybcika, od razu, deptając ów tradycyjny porządek świata. Oskarżenie o nietolerancję jest świetnym orężem, ale w wielu przypadkach człowiek zachodzi w głowę, kto tak naprawdę jest nietolerancyjny.

Wizja tego nowego porządku, jaki chcą zafundować "siły postępu" napawa mnie niepokojem. Spójrzmy choćby na "rasizm" - upraszczając, jest to niechęć do innego koloru skóry. Dzisiejsza nieoficjalna definicja głosi, że rasizm to niechęć do czarnoskórych (i ewentualnie Azjatów) - podczas gdy tak naprawdę pożałowania godne przypadki incydentów na tle rasowym nader często dotykają też "białasów". Ale "siły postępu" termin ów zawłaszczyły na swój użytek, co gorsza - zawarowały sobie prawo do arbitralnego decydowania, kto jest rasistą a kto nie. Orwell w swoim profetycznym "1984" rozpisywał się o myślozbrodni; człowiek dotąd sądził, że to całkiem zgrabna figura stylistyczna, a dziś dowiaduje się o terapeucie, który nie ma prawa myśleć o tym, iż czuje się nieswojo udzielając porad seksualnych dwóm gejom. Wiem -  trochę przesadzam z analogiami, ale sam fakt, że się pojawiają i dadzą się jako-tako uzasadnić jest już wielce mówiący.

Środowisko "sił postępu" jest nienasycone w swoich pragnieniach rozszerzania własnych przywilejów i praw; właściwie bez kozery można zastąpić słowo "pragnieniach" słowem "żądaniach", bo zwykle zamiast spokojnej i merytorycznej debaty mamy do czynienia z krzykliwym domaganiem się czegoś "bo tak i już". Znam osobiście wielu ludzi, których można do owego środowiska zakwalifikować, a którym jednak ewidentnie nie jest w smak taka roszczeniowa postawa pewnej agresywnej grupki "postępowców", uważających się za reprezentantów całej owej "innej" mniejszości. Przyszłość nie rysuje się (znów nomen omen) różowo - ponieważ "siły postępu" wytworzyły klimat, w którym wszelka próba krytyki ich postawy jest atakiem na "odmienność", to żadna merytoryczna rozmowa nad zmianami (które z pewnością są w Polsce, bo przenieśliśmy się już z angielskiego na Własne podwórko, potrzebne) w prawie czy w ludzkiej mentalności jest praktycznie niemożliwa.

Czasami naprawdę nachodzi człowieka smutna konstatacja, że najbardziej na nietolerancji znają się ci, którzy ciągle się na nią skarżą.

PS. Cześć pamięci Józefa Szaniawskiego.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka