trescharchi trescharchi
4305
BLOG

O czym będzie film o Lechu Kaczyńskim?

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 51

Tytuł jest obrzydliwie niezgrabny, za co z góry przepraszam. Całkiem niedawno popełniłem notkę o filmie o Lechu Wałęsie - i o kontrowersjach (delikatnie mówiąc) jakie towarzyszą fragmentom scenariusza przedostającym się do opinii publicznej. Wśród komentarzy pojawiały się i takie, które wytykały mi krytykę filmu przed jego obejrzeniem - co jest istotnie rzeczą dość niegrzeczną, a przy tym tak symptomatyczną dla Polskiej debaty publicznej (vide: książka "SB a Lech Wałęsa", odsądzana od czci i wiary już przed jej ukazaniem się). Dzisiaj "ugryzę" temat z drugiej strony swoistej "barykady". Strony smutniejszej, tragiczniejszej i chyba nie do końca tak czarno-białej, jak próbuje się ją przedstawić.

W dzisiejszym "Uważam Rze" dojrzałem - w rubryce "Listy do redakcji" - kilka słów reżysera Antoniego Krauzego, spod którego ręki wyszedł całkiem niezły film "Czarny Czwartek"; pierwsza, odważna próba pokazania całej prawdy o tym, co działo się na Wybrzeżu w roku 1970 (przy czym naturalnie tak to już jest, że jeden z odpowiedzialnych za tamte wydarzenia jest dzisiaj nazywany "człowiekiem honoru"). Krauze informuje dziennikarzy, że fundacja Smoleńsk 2010 została wreszcie wpisana do KRS-u i nic już nie stoi na przeszkodzie, by rozpocząć zbieranie środkow na film pod roboczym tytułem identycznym jak nazwa fundacji.

O ile dobrze zrozumiałem intencje reżysera, chce on przedstawić widzom postać śp. Lecha Kaczyńskiego - co naturalnie jest godne pochwały, bo abstrahując od pośmiertnych laurek wystawianych przez nagle przeglądających na oczy dziennikarzy i publicystów, zmarły prezydent był niewątpliwie postacią dużego formatu, wyrastającą ponad "śliskie" towarzystwo Polskich polityków okresu III RP. Jeśli więc takowy film skupi się na pokazaniu Kaczyńskiego takim, jakim był prywatnie - ciepłym, towarzyskim i koncyliacyjnym człowiekiem - to uczyni dla jego pamięci o wiele więcej niż wszystkie instytuty myśli i nagrody imienia razem wzięte.

Jest jednak coś, co mnie niepokoi. Chciałbym poruszać się w tym temacie z całą możliwą delikatnością, bo przecież mówimy o majestacie śmierci. Śmierci ludzi z różnych środowisk, z różnymi życiorysami - których życie zakończyło się w tej samej chwili i w tym samym miejscu. Cóż, trudno w filmie o Lechu Kaczyńskim ominąć temat 10 kwietnia (chociaż, czy symboliczną sceną nie byłaby scena wylotu z Okęcia?) - jednak Krauze zapowiada, że katastrofę w Smoleńsku zrekonstruuje (komputerowo - brzmi to bardzo groźnie i efekciarsko jak dla mnie) na podstawie ustaleń zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza. Tutaj już zaczynają się pewne schody.

Pozostając z szacunkiem dla tytanicznej pracy posła Macierewicza - pochylić czoła należy między innymi nad będącym swoistym głosem "wołającego na pustyni" zajęciem się na poważnie zaniedbaniami Państwa w sprawie smoleńskiej - to efektem finalnym prac tego zespołu (przynajmniej w odbiorze społecznym) jest teza o wybuchach, prowadzących do katastrofy samolotu. Na poparcie tez o niestandardowym (przepraszam za to słowo) przebiegu katastrofy w Smoleńsku Macierewicz posiłkuje się badaniami profesorów Binendy, Nowaczyka i doktora Szuladzińskiego. Ich zdaniem coś było w Smoleńsku nie tak, a wina pilotów (wersja "telefonu od brata" i zmuszenia do lądowania jest dla mnie wersją niewiarygodną) nie jest przesądzona.

Problem w tym, jak zostanie to pokazane w filmie? W "tutce" zginęło ponad 90 osób. Pozostało po nich setki bliższych lub dalszych ludzi, niekoniecznie wierzących w zamach czy wybuchy. Wiele spośród tych bliskich chce po prostu jako takiego spokoju, na tyle, na ile to możliwe w rozognionej względem kwestii smoleńskiej Polsce. Zakładam, że filmu tego nie będą chcieli oglądać, ale z pewnością o nim usłyszą. Co zostanie przedstawione w scenariuszu autorstwa Marcina Wolskiego, skoro sam moment katastrofy będzie pokazany na podstawie ustaleń "zespołu Macierewicza"? Wybuch, seria wybuchów i upadek samolotu? Jeśli więc nie usterka mechaniczna spowodowała eksplozje, to co? Zbyt szanuję pana Krauzego, żeby chcieć, aby takie pytania zawisły niedopowiedziane.

Głośno było o programie z serii "Katastrofy Lotnicze" - który na podstawie raportu MAK-u miał opowiadać o przebiegu wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku. Sam pomysł nakręcenia takiego scenariusza tamtego tragicznego dnia (doprawdy nie wiem w jakim stadium produkcji jest obecnie ten konkretny odcinek) został gwałtownie oprotestowany, bo dla wielu - w tym i dla piszącego te słowa - raport generałowej Anodiny jest skandalicznie spłycony i jednostronny. Cokolwiek by jednak o raporcie rosyjskim nie mówić, jasno przesądza (może niekoniecznie z prawdą) kwestię winy. Raport Macierewicza dopuszcza tylko możliwość wybuchów, inspiratorów pozostawia w podtekście. W nader tragicznym i bolesnym dla rodzin ofiar podtekście, bo nikomu nie życzę powtarzania teorii, że jego bliski został na czyjeś zlecenie zamordowany. Ale nie możemy jeszcze powiedzieć na czyje.

Nie wiem co się stało 10 kwietnia w Smoleńsku. Nie jestem pewien, czy ktokolwiek - nawet mimo ostro formułowanych, jednoznacznych sądów - w Polsce wie. Co nie znaczy, że wiedzieć nie chcę, albo że sprawa mnie zupełnie nie obchodzi - zginęło wielu wspaniałych, oddanych Państwu ludzi i ich brak odczuwamy na scenie publicznej do dzisiaj. Zdaję sobie przy tym sprawę, jak wiele działań Polskiego rządu budzi wątpliwości. Jednak mimo to brak we mnie przekonania, czy taki film jest potrzebny, gdy mamy wciąż więcej pytań niż odpowiedzi. Podobnie jak nie mam pewności, czy w obliczu śmierci tylu istnień ludzkich możemy sobie pozwolić na przedstawianie czyjejś wersji prawdy. Zapewne Antoni Macierewicz wierzy, że jego ustalenia są autentyczną prawdą - nie można mu tej bezgranicznej pewności odmówić, a nawet w jakiś sposób jej nie podziwiać. Tyle tylko, że jest wiele, wiele znaków zapytania. A w tle - ludzkie cierpienie, gorycz i dojmujące poczucie, że Państwo nie zapewniło bezpieczeństwa ich bliskim. Nim nie pozna się pełnej wiedzy o kwietniowych wydarzeniach, powinno się oszczędzić rodzinom takich przeżyć.

Chyba jeszcze nie nadszedł czas na taki film. Poczekajmy na pełną prawdę, nie przerzucajmy się hipotezami.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (51)

Inne tematy w dziale Polityka