trescharchi trescharchi
2720
BLOG

Kto podsłuchuje premiera?

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 17

Dotąd jak ognia unikałem wypowiedzi o Michale Tusku. Nie jestem zwolennikiem wplątywania rodziny w życie polityczne - to powód pierwszy (oczywiście, kiedy rodzina robi wszystko, by wplątać się sama, wówczas inna rozmowa). Po drugie im dłużej słucham syna premiera, tym bardziej robi mi się go żal. Marny ze mnie psycholog, ale nawet na chłopski rozum widać w tym facecie rozpaczliwą chęć podkreślenia swojej roli i wyjścia z cienia ojca, który - zwał jak zwał - jakąś karierę polityczną zrobił. Przez chwilę uległem złudnej nadziei, że wszystkie swoje pomniejsze grzeszki (dopóki nie ma twardych dowodów na coś więcej, rozpatruję tylko wersję łagodniejszą) weźmie "na klatę". Wywiad dla "Wyborczej" będący w istocie samokrytyką w starym, dobrym stylu był dla mnie taką jaskółką na posypanie głowy popiołem.

Ale potem poszło gorzej, bo Michał Tusk odwrócił swoje poglądy o 180 stopni i zaczął pokazywać pazurki. Zniknęła pokora i "debilizm", zaczęła się twarda gra z cieniem Romana Giertycha za plecami. Zastanawiające jest już to, że młody Tusk siedział jakiś czas w mediach - a mimo to z uporem maniaka (ślepym uporem w dodatku) idzie na wojnę z tabloidami. Wiedząc przy tym doskonale, że wojny z tabloidami przegrywali lepsi gracze od niego, a na domiar złego - dobierając sobie jako kompaniona i obrońcę kogoś takiego jak Giertych. Do którego to osobiście nic nie mam, ale jego dotychczasowa kariera polityczna jest wręcz stworzona do wypunktowania przez średnio rozgarniętego "cyngla" z "Faktu". A - nieco abstrahując od poziomu artykułów w tym brukowcu - ludzie pracują tam niegłupi i marny los tego, kto nastąpi im na odcisk. Jeśli Donald Tusk swoim milczeniem chce pokazać, że nic nie łączy go z decyzjami podejmowanymi przez pierworodnego - zaprawdę, złą drogę wybrał. Mógł zawczasu spotkać się z młodym i przestrzec go tak po ojcowsku przed wyruszeniem na drogę, z której łatwego odwrotu nie ma. Już nie wspominając o tym, że dla ogółu czytelników "Faktu" Tusk to Tusk - mniejsza o imiona.

Jest w całej sprawie coś, co umknęło wielu komentatorom (nikomu niczego nie ujmując) - oto podczas spotkania z dziennikarzami "Wprost" syn "Człowieka roku 2011" tejże gazety opowiada o swoim ojcu. Właściwie to o tym, że nie miał jeszcze okazji (relacjonowana rozmowa jest nieco dawniejsza niż aktualne wydarzenia) pogadać z premierem o całej sprawie. I w zasadzie chętnie by pogadał, ale starą okupacyjną metodą ojciec wydzwania do swojej synowej, pani Tuskowej - "dla bezpieczeństwa", bo podejrzewa, że może być podsłuchiwany. No cóż, podejrzenie stoi jakby szczebel wyżej niż nieokreślone lęki i zazwyczaj podparte jest pewnymi dowodami - nawet drobnymi. O ile więc Michał Tusk nie konfabuluje (a po cóż miałby przedstawiać ojca jako paranoika?) a dziennikarze nie przeinaczają jego słów (a po cóż mieliby to robić, skoro za pasem rozprawa sądowa?) - mamy niepokojące zjawisko.

W Ameryce Nixon upadł z powodu afery bezpośrednio związanej z podsłuchami. To daleko idąca analogia, no ale mimo wszystko - dla bezpieczeństwa Państwa lepiej byłoby, gdyby nikt Naszego premiera (kimkolwiek by nie był) nie podsłuchiwał. A jeśli podsłuchuje, to kto? Najlogiczniejszą odpowiedzią byłby służby, ale nie uśmiecha mi się życie w Państwie w którym premier obawia się rozmawiać przez telefon z powodu podległych sobie służb. Wariantu z "Ojca Chrzestnego" w którym Don Corleone nie chciał, by ktokolwiek zmontował nagrane strzępki jego wypowiedzi nie biorę pod uwagę.

Nie wiem, czy dziennikarze podrążyli ten w gruncie rzeczy fascynujący i niepokojący temat. Jakże inny od obrazu wyluzowanego, życzliwego i uśmiechniętego człowieka przedstawianego w mediach i w sztuczkach PR-owych; dotąd monopol na "spiski" i "paranoje" mieli tylko oponenci polityczni Donalda Tuska. Teraz okazuje się - i jest to wiadomość z pierwszej ręki - że i sam premier ma pewne obawy. Kto, jeśli nie służby? Opozycja? Bez żartów. Obce państwa? Raczej nie, bo wówczas premier poszedłby do służb ze swoimi problemami, a nie bawił się w telefony do synowej. Policja na zlecenie prokuratury? No nie, bo też z jakiej racji.

Jeśli cała rzecz jest prawdą - a nie mamy powodu twierdzić, że jest inaczej - to albo mamy premiera paranoika, który bardzo boi się całej sprawy Amber Gold, albo mamy samowolne służby, rozgrywające coś przeciwko swojemu zwierzchnikowi. Przykra sprawa, na pewno warta głębszej refleksji i postawienia kilku konkretnych pytań Donaldowi Tuskowi - o ile ktoś przebije się przez podwójną gardę Pawła Grasia.

Tak czy siak - źle się dzieje w Państwie Polskim.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka