13 obserwujących
333 notki
253k odsłony
91 odsłon

Udawany sąd dyscyplinarny vs prawdziwy Kodeks Karny

Wykop Skomentuj2

Wyrok pewien zapadł, który powiedział, że pewna dyscyplinarna izba nie jest sądem.  Ona jednak twierdzi, że jest.  Politycy grupy trzymającej władzę w kraju (większość) twierdzą, że jest.  W końcu to oni tę izbę spłodzili.  I co dalej? 

Dalej jest dość prosto.  Sądownictwo jest częścią naszego ustroju konstytucyjnego.  W świetle orzecznictwa jakakolwiek izba - nawet nazwana "dyscyplinarna" udająca sąd za namową polityków/pod ich przewodnictwem oficjalnym zawłaszcza sobie pewne napisane przez ustawodawcę zadadniczego uprawnienia sądu.  Doprowadzenie na "rozprawę" na przykład chyba też - prawda?  A to część państwowego aparatu przemocy jest.  Przemoc państwowa to co do zasady nic złego - chcemy przecież, by policjant łapał złodzieja, a nie prosił go, by przyszedł on na komisariat :)  ale to ciągle przemoc. 

To teraz mniej wesoło.  Zacytuję Kodeks Karny:

Art. 127 zaczyna się od:

"Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności."

Tworzenie/utrzymywanie/działanie tworu, który udaje tylko (co stwierdził taki dość ważny dokument dość ważnego prawdziwego sądu) sąd - zmiana ustroju konstytucyjnego. Czy widać w celu działań wprowadzających ten nowy byt chęć stosowania przemocy?  Czy działania tej izby zostały ocenione jako część zmieniania ustroju państwa?  Na przykład ignorowanie wyroków, wpływanie bezprawne - bo to nie sąd - na władzę sądowniczą ? Bo wystarczy "... mając na celu (...) zmianę przemocą... ".  Jeśli ktoś działa mając na celu, by organ niesądowy w ramach udawania sądu mógł stosować przemoc, aby zachowywać się jak sąd, i by było to uznane za "tak teraz działa państwo" - wyczerpuje znamiona opisane w art. 127.  A przecież przemoc to nie tylko doprowadzenie (które baj de łej nie musi nastąpić, wystarczy udowodnić, że celem było/jest nadanie możliwości stosowania przemocy podczas zmieniania ustroju)

Do tego dochodzi art. 128 i groźby bezprawne.  Niesąd straszy "konsekwencjami prawnymi" jakiś sąd, czy inny organ? Prosta sprawa. 


Grubo się zrobiło, bo interpretacja sytuacji jest coraz prostsza.  Sędziowie izby, politycy ich tam wstawiający - walczą o wolność. Czas nie krótszy niż 10 lat w więzieniu leży na stole.  I pojechali tym razem tak ostro, że uzasadnianie nieartykułowo127watości tego będzie banalnie proste.  Będzie też bardzo mało możliwości nieśmiesznych prób wskazywania nieoczywistości/nieprawdziwości złamania art. 127 przez przyszłych obrońców.  Ciężko bardzo będzie skleić tego Frankensteina i doprowadzić go do wioski bez śmiechu gawiedzi :).  Bo możliwość udawania przez polityka, że "ja nie muszę się znać na prawie, nie wiedziałem, że robię coś złego" kończy się, gdy musi odpowiedzieć na pytanie "panie polityk, specjalisto od konstucji, na którą przyrzekałeś - to, że wyroki sądu musisz wykonywać, to chyba jednak musiałeś wiedzieć?  Bo w wywiadzie kiedyś udając praworządnego mówiłeś, że wiesz, poza tym konstytucję musiałeś czytać, a jej fragmenty o tym to nie są trudne rzeczy"

Mają rozmach skurkowańcy... 

To już się dzieje.  Nie ma odwrotu.  Patrząc na to, jak chcą dzisiaj zastraszać i pogonić niepokornych sędziów widać, że przygotowują sobie grunt pod przyszłe rozprawy.  Bo poseł/minister nie będzie mógł się wyłgać tym, że olewał prosty, bezpośredni wyrok sądu w ramach wykonywania mandatu poselskiego, i dlatego KK może mu gwałtownie oderwać się chwilowo od ziemii za pomocą siły mięśni nóg (najgłośniejszym posłom PiS tłumaczę - chodziło mi o "skoczyć").

Co dalej?  Jak to się skończy?  Przecież decyzje nie będą już należeć do polityków, którzy się szczypią z wysłaniem kogoś do Trybunału Stanu.  Będą należeć do wnerwionych sędziów.  Tylko najpierw trzeba niestety będzie prokuraturze odebrać coś, co dostała, niby by subsydiarnego aktu oskarżenia w sprawie Srebrnej bez zgody/udziału prokuratury (upraszczam) nie można było puścić w ruch.  Albo poczekać, aż prokurator chętny się znajdzie, a Ziobro go nie powstrzyma.  Jak już to się stanie, to będzie mogło być z górki.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo