Na początku cytat:
"Polityk też ma prawo do obrony godności. Pierwszą serię obelg wytrzymałem, dopiero przy drugiej powiedziałem twardo, ale jak na praską ulicę łagodnie, żeby sobie poszedł"
Kto to powiedział ? Co tym tłumaczył ?
Ano - tak zostały wytłumaczone słowa 'spieprzaj dziadu' przez ich autora. Tłumaczeniu temu przyklaskiwało jego otoczenie polityczne, tłumacząc, że takie słowa są często uzasadnione, że 'miał rację'.
Jakie wyrażenie jest bardziej chamskie - 'won', czy też 'spieprzaj dziadu' ? Wyrażenie 'won' to tylko nakaz (niekulturalny) oddalenia się, nie jest to epitet. 'Dziadu' to już epitet. Połączony z wulgaryzmem.
Co wtedy robili dzisiejsi obrońcy etyki z PiS ? Ano - usprawiedliwiali i tłumaczyli autora 'spieprzaj dziadu'. Że nic złego się nie stało mówili.
Gdzie byli ci, którzy rządają wyrzucenia Stefana Niesiołowskiego z PO (a najlepiej z Sejmu), gdy Ludwik Dorn odpychał 'nałaźliwych' dziennikarzy, ciągnął za kabel od kamery, a do tego wszystkiego wydzielał woń, którą dziennikarze określili jako woń osoby pijanej ? Co potem zrobili ?
Ano - dali mu 'dwójkę' na swoich listach wyborczych.
A teraz grzmią o etyce...



Komentarze
Pokaż komentarze (12)