Poznym rankiem, a w zasadzie przed poludniem wybralem sie z rodzina do lokalu.
Tam, gdzie zawsze, w znajome rejony. Kilka lat temu kolejka byla niesamowita, zakrecala az za rog, chyba z 200 metrow i trzeba bylo czekac prawie dwie godziny, zanim sie czlowiek dostal tam gdzie chcial, ale sie czekalo. Na skutek reklamy i podbitej nia ciekawosci mlodych ludzi, lokal cieszyl sie duza wtedy popularnoscia.
Dziaj byl raczej spokoj, zadnej kolejki, mozna bylo wejsc swobodnie. Tyle, ze otwarta byla tylko jedna sala, ta pierwsza, gdzie za stolem siedziala juz grupa organizujaca i nadzorujaca cala impreze. Ciekawe bylo to, ze z listy wywieszonej na drzwaich wynikalo, ze na 5 osob mielismy w niej czlonkow 2 rodzin, co wynikalo z nazwisk: zestaw mama-corka albo siostra-siostra, zestaw tesciowa-synowa i jeden pan o innym nazwisku, ktory tylko przypuszczam mogl byc kuzynem jednego z zestawow. Czyli wszystko w rodzinie.
Miejsca do wykonania zaplanowanej czynnosci byly naprzeciwko stolu, w odleglosci moze 3 metrow, jednakze kabinki nie posiadaly zaslonek, byly calkiem otwarte poza malymi sciankami bocznymi, tak wiec ktokolwiek liczyl na mozliwosc wiekszej dyskrecji, mozliwosc uzycia swieczki badz dopisania czegos na karcie, 'narazal sie' oczywiscie na obserwacje rodzin za stolem lub innych osob krecacych sie po lokalu. Ale coz, postawilem krzyzyk najpierw jeden na bialej, potem drugi na zoltej i wrzucilem. Podobnie reszta mojej rodziny. Zaplanowana czynnosc na niedziele rano zostala wykonana.
I wszystko w milej, rodzinnej atmosferze.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)