Choć tysiące razy obiecywałem sobie, że po pewnych niezbyt przyjemnych doświadczeniach z lat ubiegłych nie wypowiem się publicznie na temat spraw związanych z religią to jednak działalność niektórych środowisk, zmusza mnie do wyrażenia swojej opinii. Na początku chcę zaznaczyć, że do Kościoła chodzę. Chodziłem do szkoły katolickiej, po której ukończeniu, wbrew obiegowym opiniom nie zacząłem z Kościołem walczyć, albo go ostro krytykować. W wielu kwestiach mam swoje zdanie, nie do końca pokrywające się z opinią innych współwyznawców. W wielu kwestiach jestem skłonny stwierdzić, że zachowanie niektórych tzw., „ludzi Kościoła” świadczy nie o głębokiej wierze i religijności, ale o zwyczajnym dziadostwie, podłości i przedmiotowym traktowaniu drugiego człowieka.
Powiedzmy sobie jasno, że człowiek, który jest osobą bardzo wierzącą – albo bardziej niż autor tego, cierpiącego na wiele niedostatków tekstu, chce ewangelizować innych. Ja się do tego nie poczuwam, możliwe, że robię źle, a może po prostu nie jestem na tyle przekonany do Kościoła jako do całości, by robić mu darmową reklamę. Tak czy inaczej, bardzo denerwują mnie przejawy przeginania czy to w ramach wspierania Kościoła, czy to w ramach krytykowania tegoż. Rej wśród różnej maści „nawiedzonych” użytkowników Internetu, wodzi portal „Fronda”, którego jednym z najważniejszych redaktorów jest obecny szef Telewizji Republika, pan Tomasz Terlikowski.
Terlikowski ma swoje przekonania, z którymi w większości się nie zgadzam, ale poglądy są jak pewna tylna część ciała i dobrze, że każdy ma swoją. Niestety, wersja katolicyzmu prezentowana przez portal „Fronda” raczej nie przyczynia się do tego, by Kościół stawał się domem dla wszystkich ludzi. Staje się raczej, przepraszam za sformułowanie, ośrodkiem dzikiego i szalejącego w zastraszającym tempie kołtuństwa. Choć sformułowanie „kołtun” w kontekście „Frondy” stanowi poważną obrazę dla „kołtunów”.
Portal, z nazwy katolicki, stał się w ostatnich latach ośrodkiem informacji medialnych, które stawiają jedną, jedyną partię opozycyjną w pozytywnym świetle. Wszyscy inni spoza tejże partii, której nazwy nie wymienię, są opluci, zmieszani z błotem i przedstawieni jako antychrysty. „To nie tak w Biblii pisane” – jak śpiewają „Bracia Figo Fagot”.
Oprócz tego na łamach portalu, prezentowane są poglądy, które mają tyle wspólnego z katolicyzmem ile świnia z lotami w kosmos. Wypada przeprosić te sympatyczne zwierzęta za wykorzystanie ich w tekście dotyczącym „Frondy” co też niniejszym czynię. Portal „Fronda” podobnie jak inne z „nazwy” katolickie media, przedstawia świat w wersji czarne – białe. Co więcej w wielu przypadkach po prostu obraża inteligencję korzystających z niego ludzi, np., poprzez promocję youtube’owych filmików młodej dziewczyny, która przekonuje wszystkich, którzy mają ochotę jej słuchać, że kobieta, która chce ładnie i modnie wyglądać popełnia grzech ciężki. Innym przykładem jest stworzenie listy ludzi, którzy z racji tego, że mają inne zdanie niż redakcja portalu, zostali zaliczeni w poczet „ruskich agentów”. Oczywiście agent musi być ruski, bo jeśli jest np., „amerykański” to już takim zagrożeniem nie jest, co więcej, powinno się go jeszcze w pewną część ciała pocałować, dlatego, ze broni nas przed złymi bolszewikami ze wschodu.
To co budzi we mnie największy sprzeciw, to mieszanie religii z polityką. Czuję prawdziwą odrazę do ludzi, którzy pod decyzje polityczne podkładają jakieś religijne argumenty, zamiast powiedzieć wprost: widzę nasz interes w taki, a taki sposób. Żeby była jasność, odrzucają mnie również ludzie, którzy z Kościołem walczą. Trzeba pamiętać, że na polskość składa się nie tylko katolicyzm, ale również protestantyzm we wszystkich swoich odmianach, prawosławie, judaizm (tak, tak, judaizm), czy (już słyszę głosy oburzenia) islam wyznawany przez liczną społeczność polskich Tatarów. A i o pojawiającym się od czasu do czasu rodzimowierstwie warto wspomnieć.
Rządzący państwem, bez względu na to, z jakiej są partii, muszą pamiętać, że w kraju żyją różni ludzie. Owszem obecnie Kościół Katolicki jest największą organizacja religijną w Polsce, ale to nie oznacza, że we wszystkich dziedzinach życia ma on mówić rządzącym jak ma wyglądać państwo. Człowiek powinien szukać recepty na zaspokojenie swoich potrzeb życiowych, bytowych itp., nie w Kościele, ale u innych ludzi, bądź państwa. Kościół, czy szerzej organizacje religijne winny zajmować się spełnianiem potrzeb związanych z duchowością. Jeżeli zaś organizacje religijne wkraczają na grunt dotyczący realizacji potrzeb codziennych np., poprzez dobroczynność lub edukację, to powinny stosować się do przepisów państwowych, takich samych dla wszystkich innych organizacji.
Fronda nie jest organem kościelnym. I dobrze, bo z Kościołem ma niewiele wspólnego. „Frondzię” i to co głosi należy brać w bardzo duży nawias. Frondzię należy wreszcie traktować jak niezbyt udany serial komediowy, lub tak jak znany zespół „Bracia Figo Fagot” – z przymrużeniem oka. Zaś ze strony oficjalnych organizacji kościelnych np., Episkopatu w stronę takich bardziej szkodzących niż pomagających i zaangażowanych politycznie grup jak „Fronda” powinien zostać skierowany jasny komunikat: „TO NIE NASI LUDZIE, TO NIE NASZE OPINIE” - względnie "Stanowisko portalu Fronda, nie jest oficjalnym stanowiskiem Kościoła". Inaczej wielu będzie postrzegało Kościół przez pryzmat nawiedzonych osobników pokroju pana Terlikowskiego i jego gromadki. A szkoda. Obecnie bowiem portal ten propaguje bardziej fanatyzm religijny niźli rzeczywistą religijność. Możliwe, że dla kogoś stał się on sposobem na nawrócenie się, ale moim zdaniem… Fronda przynosi Kościołowi więcej szkody niż pożytku.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo