Sława Kornacka Sława Kornacka
62
BLOG

Pod skórą i na ekranie. O wielkim nieporozumieniu w dyskusji nad współczesną poezją

Sława Kornacka Sława Kornacka Kultura Obserwuj notkę 0
Każda poważna debata o literaturze niesie ze sobą ryzyko wpadnięcia w pułapkę technokratycznego formalizmu. Kiedy tematem spotkania staje się kobiecy głos we współczesnej poezji polskiej, walka z kulturowym tabu, artystyczne manifesty oraz przyszłość liryki w XXI wieku, oczekujemy diagnozy żywego organizmu. Chcemy rozmawiać o rewolucji, która dokonuje się na naszych oczach.

Tymczasem ucieczka uczestników dyskusji w bezpieczne, rzemieślnicze rozważania typu „jak pisać?” oraz normatywne „jaka poezja powinna być?”, obnaża głębokie metodologiczne nieporozumienie. Próba zamknięcia współczesnej poezji w klatce receptur i technicznych instrukcji pomija bowiem fundamentalny fakt: ta poezja nie jest projektem do zaprojektowania – ona już istnieje, ma się świetnie i posiada potężne, nienaruszalne zakorzenienie w czasie oraz wybitnej twórczości.

To teoretyczne zagubienie jest szczególnie jaskrawe w kontekście polskim. Rozważanie „jaka powinna być” poezja współczesna w kraju, który wydał Wisławę Szymborską, a w skali globalnej ukształtował wrażliwość milionów czytelników poprzez liryki Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta czy Tadeusza Różewicza, brzmi jak literacka amnezja. Polska poezja współczesna nie potrzebuje podręcznikowych korekt, ponieważ jej fundamenty są zjawiskiem totalnym i kompletnym. Istnieje ona w ciągłości historycznej – od traumy 1939 roku, przez rewolucję językową formacji „bruLionu” po 1989 roku, aż po najnowsze, cyfrowe i ekopoetyckie transformacje. Pytanie o to, „jak pisać”, spóźniło się o całe dekady; pisze się tak, jak wymaga tego pękający w szwach świat wokół nas.

W centrum tego krajobrazu stoi wspomniany kobiecy głos, który zamiast stać się osią refleksji, został w toku technicznych sporów zmarginalizowany. A przecież to właśnie poetki dokonały we współczesnej liryce najgłębszych cięć chirurgicznych. Odważne demaskowanie tabu cielesności, macierzyństwa, starości i biologicznego cierpienia w twórczości Anny Świrszczyńskiej, czy genialna mikrologia codzienności Wisławy Szymborskiej, trwale zmieniły reguły gry. Kobiecy głos przyniósł radykalne przejście od męskiego, statycznego patrzenia „na” świat z pozycji zewnętrznego, patriarchalnego wieszcza, do bolesnego, dynamicznego czucia „od środka” – wejścia pod skórę, w krew, tkanki i psychologiczny konkret. To nie jest kwestia techniki pisarskiej, którą można wypracować na warsztatach. To kwestia egzystencjalnej optyki.

Współczesna liryka uciekła z salonów i zeszła z piedestałów nie dlatego, że ktoś napisał dla niej nowy podręcznik stylu, lecz dlatego, że zmusiła ją do tego rzeczywistość. Gdy internet, algorytmy i media społecznościowe rozbijają tradycyjną strukturę wiersza, a kryzys klimatyczny rodzi posthumanistyczną ekopoetykę, poeci nie zastanawiają się, „jak” pisać. Oni po prostu rejestrują ten chaos. Słowo stało się płynnym interfejsem – od wulgarności i turpizmu będących krzykiem buntu, po instapoezję i generatywne wiersze pisane we współpracy ze sztuczną inteligencją.

Sprowadzanie debaty o tak potężnym, wielowymiarowym zjawisku do poziomu warsztatowych dywagacji jest błędem. Współczesna poezja polska – ze swoim genialnym zakorzenieniem w tradycji i odważnym parciem ku cyfrowej przyszłości – nie czeka na autorytatywne wytyczne, jaka „powinna” być. Ona po prostu jest: hybrydowa, bezczelna, wrażliwa, zdemokratyzowana i bezkompromisowo bliska życiu. Prawdziwa dyskusja o niej musi porzucić bezpieczne pozycje obserwatora i, wzorem współczesnych poetek, wejść głęboko pod skórę tekstu.

Prawniczka z powołania, która w literach paragrafów szuka sprawiedliwości, a w wersach poezji – ocalenia dla ludzkich emocji. Jako publicystka niestrudzenie staje w obronie tych, których głos jest zagłuszany przez wielką politykę i medialny szum. Pisze w: Salon24.pl  oraz  www. facebook.com/publicystka

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura