Reakcje chińskiego reżimu na ostatnie wypadki w Tybecie pokazują jasno, że to jest reżim totalitarny. Bo jeśli w normalnym, zwykłym, demokratycznym społeczeństwie zdarzają się jakieś wypadki, rozruchy i niekiedy wyprowadzić także trzeba na ulice policję, czy nawet wojsko, dla zaprowadzenia porządku, to jednak później siada się do stołu rozmów, debatuje się i dyskutuje, przedstawia się racje stron i stara się wyjaśnić sytuację i przyczyny, które doprowadziły do takich zdarzeń. Jest wtedy czas na głęboką, poważną i wielostronną debatę w mediach, wśród polityków, wśród racji różnych grup społecznych, w całym społeczeństwie nad przyczyną wydarzeń, proponuje się pewne rozwiązania, winni ponoszą karę. Osądza się także stronę państwową, skazuje ewentualnych winnych nadużyć czy nieuzasadnionego użycia broni, zarówno wśród władz, jak i wojska czy policji – wszystkich tych, którzy ewentualnie nadużyli swojej władzy. A właśnie czegoś takiego w Chinach nie ma – do więzień wsadza się po prostu masowo ludzi, którzy protestowali na ulicach, chińskie władze ich wsadzają do więzień, katują, torturują i wydają wysokie wyroki. Nie ma żadnej debaty w Chinach, w mediach, nie ma badania przyczyn wydarzeń, a jak ktoś chce debatować w Internecie, to szybko się go namierza i unieszkodliwia, blokując debatę. I tylko dalej się opluwa Dalajlamę, który nawołuje do pokoju i debaty. A jeśli w wyniku wydarzeń w Tybecie w tej chwili zaczynają się jakieś pozorowane prawdopodobnie rozmowy, to tylko dlatego, że zostały wymuszone przez wolny świat na chińskim reżimie. Ale to właśnie pokazuje, że jednak można coś zrobić, że jednak można wymusić coś na komunistycznych Chinach, na Pekinie. Komunistyczne władze w Pekinie wbrew pozorom i nadętym minom chińskich aparatczyków są bardzo wrażliwe na krytykę opinii publicznej. Bo na tym jednym im najbardziej zależy: na prestiżu, strachu i zachowaniu twarzy – która jest niczym innym, jak bandycką, arogancką gębą. Bo ta olimpiada jest dla chińskich komunistów przede wszystkim dokładnie tym samym, co olimpiady z 1936 roku czy 1980 roku – legitymizacją dla władzy i okazją dla pokazania swojej potęgi. I jeżeliby się, niestety, ta olimpiada odbyła, to naprawdę miejmy nadzieję, że wypadki, że sytuacja nie potoczy się tak, jak po olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku, kiedy parę lat później zaczęła się II wojna światowa – bo reżim otrzymał swoją legitymację, po czym rozpoczął działania wojenne. A pamiętajmy, że od wielu już lat mówi się o planowanej inwazji ChRL na Tajwan, czyli na wolną, demokratyczną Republikę Chin – notabene państwo wolne, demokratyczne i chińskie, co też jest ciekawym przykładem na to, że jest nieprawdą teza, iż Chińczycy rzekomo nie lubią wolności. Innym przykładem na kłamliwość tezy o rzekomej jakiejś „chińskiej specyfice” jest 4 czerwca 1989 roku, kiedy tysiące Chińczyków wyszło na ulice i place, takie jak np. plac Tiananmen, i pokazało, że jak najbardziej ceni wolność, demokrację, swobodę. I to nie byli żadni spadochroniarze z Europy czy Stanów Zjednoczonych, tylko to byli normalni Chińczycy, którzy zostali rozjechani czołgami z rozkazu komunistycznych władz, tak samo jak Węgrzy w 1956 roku, jak Czesi w 1968, czy jak Polacy w 1970 czy w 1981 roku w czasie stanu wojennego. Więc widać wyraźnie, że Chiny to jest taki typowy przykład społeczeństwa, które stara się wyzwolić spod komunistycznej, czy mówiąc szerzej – totalitarnej opresji. Mało się np. mówi, że w Chińskiej Republice Ludowej co roku jest od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy większych czy mniejszych protestów, strajków, że tam się cały czas kotłuje i że są tam duże, mocne ruchy społeczne. Dzisiejsze Chiny to jest taki kociołek z dociśniętą przykrywką, w którym mocno wrze. I jestem przekonany, że w najbliższych miesiącach, być może nawet tygodniach będą następne protesty, i to być może już w samych Chinach, nie tylko w Tybecie. Na przykład ostatnio mówiło się w mediach o tym, że w samych Chinach zgaszono ogień sztafecie biegnącej z ogniem olimpijskim.
Widać, że sami Chińczycy zaczynają coraz bardziej się buntować. Są np. akcje i demonstracje pokojowe organizowane przez ruch Falun Gong i trudno mówić, że to jacyś „skrajni ekstremistyczni separatyści” w rodzaju Tybetańczyków czy Ujgurów, kiedy w tym ruchu, który liczy prawdopodobnie od kilkudziesięciu do być może stu milionów ludzi, biorą udział przede wszystkim rdzenni Chińczycy – Hanowie.
Kolejnym ruchem antyreżymowym obecnie w ChRL jest opozycja wolnościowo-demokratyczna oraz związkowa i społecznikowska. Po ostatnich wypadkach w Tybecie jest np. bardzo dużo listów pisanych przez samych Chińczyków nastawionych demokratycznie i wolnościowo, którzy także nawołują do publicznej debaty o Tybecie, do spotkania się władz ChRL z Dalajlamą, apeli i listów publikowanych w Internecie i prasie wolnego świata, artykułów przyznających się do błędów, przyznających się do tego, że jest faktyczna okupacja Tybetu i że trwa akcja wynaradawiania Tybetańczyków w ich własnym kraju. Tak więc to nie jest tak prosto, że jest jakiś mityczny „chiński monolit”, zwarty i nastawiony agresywnie przeciwko całemu światu. Tam po prostu mieszka ponad miliard ludzi, którzy też mają prawo do wolności. A mówienie, że miliard ludzi to tylko może się rządzić systemem totalitarnym, jest znowu totalnym kłamstwem i bezmyślnym, aroganckim bredzeniem, bo przecież są miliardowe demokratyczne, wolne Indie, które mają system demokratyczny, i jest to w samym środku Azji demokratyczna, parlamentarna republika, a jednocześnie przy okazji największa demokracja na świecie, o czym się bardzo często zapomina.
70
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)