Wdrożono komunikację zastępczą: ludzie męczą się autobusami z lotniska, lub do pracy w Londynie. Na drugi dzień mojego pobytu inna katastrofa: odwołują tutejszego premiera. Anglia zmienia swe rządy w stylu włoskim.
Przemierzam krainę pociętą wiekowym systemem własności, przecinam pola i grunty mimo informujących tabliczek. Raz musiałem brnąć 200 metrów dnem zarybionego strumienia, pomiędzy dwoma czy trzema tytułami posiadania — czysta przyjemność w 34 stopniowym upale.
Mijam różne piękne miejscowości najdroższej części kraju (czyli south-east, wokół Londynu). Na opłotkach jednej z nich biała młodzież gra w nieruchawego krykieta, o wiele częściej widać siwiejących menedżerów zaangażowanych w spacery golfowe. W Anglii pola do tej gry gęsto zastąpiły pola uprawne, których nie ma za wiele. Bogatszych stać na rozrywkę, biedni muszą przepłacać za sprowadzaną pszenicę.
Majątki bogate, domy oraz mieszkania cenowo wyśrubowane przez narodowy sport Anglików, czyli inwestowanie w nieruchomości. Stąd młodym coraz trudniej uzbierać na wkład własny i uzyskać zdolność na spłatę kredytu. Taki tutaj klimat. (Na zdjęciu bank żywności, gdzie można oddawać suchą żywność lub płacić e-datki na lokalne brytyjskie dzieci).
W parku pod Luton wskroś koron starych liściastych olbrzymów patrzę na lądujące nieopodal samoloty. Mniej więcej co szósty to prywatny. Zasyfianie nieba trwa. Sam przyleciałem lotniczym zbiorkomem, czyli liniami węgierskimi, ładnostiuardesowymi.
Wolę lasy i naturę w Polsce, ale Anglia miejskimi parkami wspaniale pociesza się po ich braku. Drzewa tutejsze zasadzane z rzadka, są tak grube i okazałe, bo woda na wyspach spada z nieba bardzo regularnie, a mrozów raczej nie ma, dlatego rośliny duże i małe prosperują. Podobno w lesie drzewo wzbija się w górę w walce o światło, a zasadzone na parkowej łące, w pełnym blasku, może sobie pozwolić na rozrost pnia, stąd często takie okazałości rosną jak baobaby, i wyglądają jak rzeźby brązowopienne. Tylko naśladować takie nasadzanie.
Galeria miejska islamskiego miasta Luton (mój pobyt w centrum trwał literalnie dwie godziny). Zwiedzam, oglądam, przeglądam, ale chyba zbyt władczo, bo w korytarzu galerii jedna muzułmanka z pod kwefu szepcze do mnie "get out" na ściszonym. Cóż, to jej miasto. Wchodzę do odzieżowego. Podczas oglądania towarów słychać dzwonki alarmowe – jakiś młodzieniec uciekł z towarem. Nie ścigają. Pragnę spróbować jakiegoś ubrania – wzywają dziewczynę, ta kodem otwiera przymierzalnie, wpuszcza mnie, czeka, a później zamyka. Pewnie nadużywa się tutaj odosobnienia w kabinach dla celów socjalistycznego wyrównywania majątków przez ludność zubożałą o nieokreślonym kolorze skóry.
Cenówki niektórych ubrań nanizano na żyłki wykonywane ze sprasowanych włókien celulozowych. W ten sposób cały zestaw znakujący odzież jest jednorodny do odzysku. “Taka, panie, kombinacja”. Drobiazg, który się liczy.
W markecie spożywczym, brak sekcji z piekarnią. Wszystko popakowane i zafoliowane, z tego tytułu, że tuziemcy nie potrafią nie dotykać wypieków, co niehigieniczne. Regulacje wtórują obyczajom, jak powiedziałby Monteskiusz.
Przy kasie, okazało się, że płacę taniej niż wynikało z ceny półkowej. Kiedy? - pytam się - kiedy zaznam takiej sytuacji w Polsce? Dlaczego u nas przy kasie bywa tylko drożej, i rzadko przepraszam, i rzadko cena skorygowana. Jedną Żabkę zgłosiłem do inspekcji handlowej, ponadto lokalny, niemiecki Media Markt. Kara nakładana do 20 tyś. Oszustwa bolą.
Mijam szkołę na przedmieściu - otoczona potrójną barierą: wysoka siatka, dwa metry przerwy, bariera, i kolejna siatka. Niczym twierdza, by dzieci tamtejsze, w 95% Arabiątka, nie opuszczały przybytku, lub inne dzieci nie wchodziły z ofertą narkotykową.
Niewiele pasów na przejściach, Anglicy są zakochani w autach i wielce pielęgnują swoją nadwagę (tak, gonimy ich w tej kwestii). Zbiorkom nie cieszy się popularnością chyba także dlatego, że korzystają z niego biedniejsi kolorowi, których obyczaje odstają od naszych, stąd potrzeba odseparowania w bańkach aut. Podobnie ma się sprawa z basenami, choć nie wprowadzono jeszcze testu na język przy wejściu (jak ostatnio w jednym z miast w Niemczech).
Dodam swój kamyczek w kwestii psychologii społeczeństw multikulti – odczuwa się tutaj plusy ujemne. Dla białych osłodą jest ustępliwość kolorowych, którzy jeszcze traktują rodzimych Brytyjczyków nieco w klimacie kolonialnym, choć czasem widzimy odreagowanie w postaci ataku na Pana, lub głupich uwag, jak do mnie. Generalnie czujemy się bardziej u siebie, jeśli widzimy że inni czują się mniej pewnie; podobnie jest nieco z porównaniem Polacy-Ukraińcy w Polsce. Mimo opinii że sobie za dużo pozwalają - ciągle są zahukani, moim zdaniem.
Wracam rejsem lotniczym, z brytyjskiego tropikalnego upału w upał tropikalny Polski. Cóż, wakacje za płotem.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)