5 obserwujących
51 notek
51k odsłon
2443 odsłony

ŚcieMAma4PLUS czyli o matczynych "emeryturach" słów prawdy kilka...

Sejm
Sejm
Wykop Skomentuj56

            W tym tygodniu, w nocy ze środy na czwartek Sejm raczył uchwalić ustawę o rodzicielskim świadczeniu uzupełniającym. Ustawa ma wejść w życie już 1 marca i dlatego specjalnie dla tej ustawy zwołano dodatkowe posiedzenie Sejmu. Na rozpoczynającym się dziś posiedzeniu ustawą zajmie się z kolei Senat.

Samą ustawę należy zaliczyć niewątpliwie do sukcesów rządu i samej minister Rafalskiej (która po poważnej wpadce z ustawą przemocową potrzebowała sukcesu jak kania dżdżu), przede wszystkim dlatego, że rządzącym udało się w publicznym dyskursie narzucić sformułowanie „matczyne emerytury”. Jest to jednak oczywiście sukces tylko z dziedziny public relations, ponieważ sam projekt to jeden wielki legislacyjny bubel i więcej osób będzie tym projektem rozczarowanych niż zadowolonych. 

Jak to się zaczęło?

        Po raz pierwszy pomysł tzw. matczynych emerytur został przedstawiony podczas konwencji PiS 14 kwietnia ubiegłego roku. Zaprezentowała go Beata Szydło: „Największe nasze wyzwanie to, żeby rodziło się więcej dzieci – stwierdziła wicepremier obiecując wprowadzenie zabezpieczenia emerytalnego dla matek, które urodziły co najmniej 4 dzieci. Od tego czasu wielokrotnie podkreślano, że przedmiotem prac rządu jest zapewnienie minimalnych emerytur (nie zasiłków czy innego rodzaju świadczeń, ale właśnie emerytur), dla matek, które urodziły co najmniej czworo dzieci.

„Jeśli nigdy nie pracowały, ustawa zagwarantuje im najniższą emeryturę, a jeśli otrzymują mniej, niż wynosi najniższa emerytura, zostanie ona dopełniona do jej wysokości. To dotyczy też mam, które były ubezpieczone w KRUS-ie. To będzie znaczące wsparcie dla rolników "– fragment wywiadu dla Gościa Niedzielnego lipiec 2018 r.

Miała być zatem emerytura dla każdej matki, która urodziła co najmniej 4 dzieci i nie otrzymuje emerytury z ZUS przynajmniej w najniższej wysokości. Co zostało z tych zapowiedzi? De facto projekt ustawy zamiast prawa do emerytury wprowadza specyficzny zasiłek o charakterze pomocy społecznej, który będzie tylko wypłacany przez ZUS i KRUS dla wybranych kobiet i to po spełnieniu szeregu dodatkowych i niejasno określonych kryteriów.

Dlaczego nie emerytura?

        Z prostego powodu: emerytura jest świadczeniem z zakresu ubezpieczeń społecznych. Jest wypłacana w przypadku zaistnienia tzw. zdarzenia ubezpieczeniowego czyli osiągnięcia określonego wieku i posiadania odpowiedniego stażu ubezpieczeniowego (opłacania składek). Rząd wiedział więc od początku, że nie jest możliwe aby zgodnie z ogólnymi zasadami ubezpieczeń społecznych wypłacać emeryturę osobom nieubezpieczonym, za które nie były np. opłacane składki emerytalne. Ponadto emerytura to świadczenie dożywotnie, niezbywalne i niezależne od dochodu ubezpieczonego (przyszłego emeryta). I dlatego również z tego względu nie ryzykowano niekonstytucyjności ustawy i nie wprowadzono emerytury, a tylko inny rodzaj pozaubezpieczeniowego świadczenia. Mimo tego, wszyscy mówią dziś o matczynej emeryturze, pomimo, że rodzicielskie świadczenie uzupełniające z emeryturą nie ma nic wspólnego.

Jeśli nie emerytura to co?

        Rząd wycofał się więc rakiem z rzuconej przez Beatę Szydło na konwencji PiSu propozycji minimalnych emerytur, ale żeby uczynić zadość obietnicy wprowadził zasiłek pomocowy, dodatkowo uzależniając jego przyznanie od szeregu dodatkowych i bardzo niejasnych kryteriów.

Zgodnie z ustawą matka która urodziła co najmniej czworo dzieci aby otrzymać świadczenie będzie musiała:

a) udowodnić, że dzieci wychowała i nigdy nie miała ograniczonych praw rodzicielskich nad żadnym z dzieci,

b) udowodnić, że wychowując dzieci zrezygnowała wcześniej z pracy lub w ogóle jej nie podejmowała,

c) udowodnić, że nie ma środków do życia,

d) musi ujawnić cały swój majątek,

e) musi udowodnić że mieszka w Polsce co najmniej od 10 lat,

f) musi wyjawić swoją sytuację osobistą i rodzinną (z kim mieszka z czego żyje itd.).

        Oczywiście spełnienie powyższych warunków nie gwarantuje, że matka otrzyma świadczenie. Dlaczego? Ponieważ ustawę tak skonstruowano, aby świadczenie to było całkowicie uznaniowym zasiłkiem (nawet zasiłki z pomocy społecznej nie mają aż tak uznaniowego charakteru). Nie ma tu np. żadnego kryterium dochodowego. Nie określono nawet wysokości świadczenia (wskazano tylko jego górną granicę). Dodatkowo ustawa mówi, że ZUS „może (nie musi) przyznać świadczenie”. Zwróciło na to również uwagę biuro legislacyjne Senatu:

„Przepisy dotyczące zakresu podmiotowego świadczenia dla potencjalnych beneficjentów świadczenia mogą być dla nich niedostatecznie zrozumiałe. Odczytanie ustawowych kryteriów jego przyznawania jest utrudnione przez redakcję art. 3, który posługuje się niejednolitymi określeniami w tym względzie: „świadczenie może być przyznane” (ust. 1, 2, 3), „organ może odmówić przyznania” (ust. 5), „świadczenie przysługuje” (ust. 4), „świadczenie nie przysługuje” (ust. 6 i ust. 9). W związku z tym jasne i jednoznaczne jest jedynie to, kiedy świadczenie nie przysługuje (art. 3 ust. 4 i 9), a właśnie ust. 4 posługując się określeniem pozytywnym, jednoznacznie zawiera przesłankę negatywną. Przyjęta terminologia wskazuje, że organ wydający decyzję jest uprawniony do jej wydania, świadczenie może być przyznane, ale nie ma obligatoryjności.”

Wykop Skomentuj56
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo