60 obserwujących
469 notek
492k odsłony
  922   0

Bulski: Zmowa establishmentu

– To środowisko jest aż tak konformistyczne?
 
– Sztuka jest nastawiona dziś na zysk. Stoją za tym cyniczni producenci, którzy pod hasłem „sztuka” zarabiają grube pieniądze. Zatrudniając dziś Bulskiego, musieliby się liczyć z tym, że projekt zostanie po drodze ucięty. Po co ryzykować już na starcie. Za tym stoi lęk homo sovieticusa, że lepiej się nie wychylać. To słynne ruskie: „ciszej idziesz, dalej zajdziesz”. Stałem się obiektem drwin. Znam środowisko aktorskie. Ci ludzie nudzą się w przerwach, a mają potrzebę bycia w centrum uwagi. Ale żeby być w centrum, trzeba znaleźć newsa w stylu „wow!”. Kogo jeszcze nie obgadywaliśmy? Bulski! Stałem się maskotką do rozbawienia towarzystwa przed wejściem na plan. Pełniąc dyżury na Krakowskim Przedmieściu, słyszę też, co mówi o mnie ulica: „A to jest ten nieudacznik od Pospieszalskiego”. Bo z jednej strony część ludzi za to, co zrobiłem, mi dziękuje. Z drugiej strony są reakcje podyktowane przez mainstreamowe media: „To ten karierowicz”. Te media nie podają, że sam robiłem dokumenty, uczestniczyłem w ciekawych projektach z pogranicza art-video, występowałem w filmach, które zdobywały nagrody na międzynarodowych festiwalach jak „Powtórzenie” Artura Żmijewskiego. Przedstawiono mnie jako aktora, który desperacko szuka możliwości zaistnienia i sprzeda się za każdą cenę.
 
– Prostuje Pan?
 
– Robiłem to, ale musiałbym wkraczać w te rozmowy na Krakowskim Przedmieściu co pięć minut. A nie taki jest cel mojej obecności pod namiotem „Solidarnych”.
 
– Główne stacje robią dziś zasłonę dymną?
 
– Media mainstreamowe wyławiają jedno zdanie i wokół tego robią wielki dym, byle tylko odejść od tematów trudnych. Obserwowałem postawę mediów zaraz po 10 kwietnia, kiedy jak hieny żerowały na ludzkich emocjach. Pod pałacem były wszystkie telewizje świata, nawet rozmawiałem ze stacją chińską. Po trzech dniach obrazki ludzi płaczących, stawiających znicze, stojących w gigantycznych kolejkach opatrzyły się. Dziennikarze oklapli. I nagle news – czy godzien Wawelu! I widziałem, jak oni w popłochu pakowali sprzęt, bo jest news – jedziemy do Krakowa. Nagle na podestach dla kamer pod Pałacem Prezydenckim zrobiło się pusto. To obnażyło miałkość mediów. Niebezzasadnie ktoś zrugał Monikę Olejnik za hipokryzję.
 
– Mówił Pan, że winnym katastrofy okaże się generał Mgła.
 
– Co miesiąc dziesiątego podchodzą ludzie i mówią: „Pan wtedy wyrwał mi te słowa z serca, zastopował oficjalne kłamstwo”. Także na manifestacji Solidarności usłyszałem: „Pan był naszymi ustami pod Pałacem Prezydenckim, zastopował propagandę michnikowszczyzny”. Atmosfera na Krakowskim Przedmieściu była wtedy gęsta. Wszyscy zjednoczeni bólem, szokiem, wspólnymi emocjami. Kiedy w telewizji pokazano prezydenta Kaczyńskiego jako wspaniałego męża, ojca, dziadka, wtedy rozdzieliły się światy prawdy i fałszu. Dlatego mainstream poszedł szybko w torpedowanie „Solidarnych”, Ewy Stankiewicz, Jana Pospieszalskiego, mnie. Potem pojawiło się „czy godzien Wawelu” i cała rozgrywka ze spotkaniem Moniki Olejnik z Pawłem Kowalem i Adamem Bielanem. Zastanawiająca rola polityków, którzy potem trafili do PJN, a dziś stoją u wrót Platformy, bo ogarnął ich przedwyborczy lęk o krzesełka w sejmie.
 
– W filmie Ewy Stankiewicz mówi Pan, że nie rozumie tego, co się stało.
 
– Nadal nie rozumiem. Szczególnie postawy wielu Polaków, którzy snują się po Krakowskim Przedmieściu, uważają, że nic się nie stało, a pod naszym adresem rzucają wyzwiska: „Zoo, psychiatryk”.
 
– Kogo boi się Donald Tusk?
 
– Jeżeli premier został przez własną głupotę wmanewrowany w ten prawdopodobny zamach – bo aktualnie jest badana sytuacja, że na 15 metrach stanęły silniki i wysiadła cała elektronika – to boi się Polaków. Donald Tusk lubi grać w piłkę i chwali się, że gra w ataku. W tej sytuacji się zadryblował. Starał się dryblować między prezydentem Kaczyńskim a premierem Putinem. Zaimponowało mu to, że Rosja go zaakceptowała, poczuł się wspierany w grze przeciwko własnemu prezydentowi. Od wieków zresztą nasz wschodni sąsiad wspomaga bardziej spolegliwą stronę. Donald Tusk boi się nadchodzących wyborów i ceny politycznej, którą może zapłacić. Trzysta lat doświadczeń z Rosjanami i wiedza o KGB-owskich korzeniach członków rządu w Moskwie i pana Putina skłania mnie do przypuszczenia, że oni nigdy nie myślą dobrze o Polsce i Polakach.
 
– Zaangażował się Pan w Ruch Solidarni 2010, pełni Pan dyżury pod Pałacem Prezydenckim. Dlaczego?
 
– Przeżyłem metamorfozę. Aktorstwo to wspaniała przygoda, ale mocno egoistyczna. Życie rolami, a nie swoim życiem. Znam sporo aktorów, którzy mają problemy z własną tożsamością, bo tyle różnych masek zakładają. Ludzie, którzy kreują Konradów, Napoleonów, wielkich rewolucjonistów, nagle stulają uszy po sobie i prywatnie nie są w stanie powiedzieć nic. Więc do kosza te ich wielkie role, przeżycia, skoro jako ludzie nie mają odwagi, by wystąpić w imię Polaków, którzy zginęli w Smoleńsku a nawet po śmierci są niszczeni. Gówno z taką sztuką, jeśli ta sztuka nie ma krztyny człowieczeństwa. Jeszcze w ’81 roku aktorzy mieli jaja, bo stwierdzili po wprowadzeniu stanu wojennego – nie gramy. Uznali, że prawda jest wartością bezcenną i bezdyskusyjną. Kiedy po 10 kwietnia stanąłem pod pałacem, uznałem, że zabawa się skończyła. Trzeba wziąć odpowiedzialność za ten kraj. No bo kto? Ci, którzy poświęcili swoje życie dla tego kraju, polecieli tam i zginęli. Jeśli nie ja, nie pan, to kto? Stojąc długo pod pałacem, robiłem wewnętrzny rachunek sumienia i podejmowałem postanowienia, które rzutują na całe moje życie i świadomie ponoszę tego konsekwencje. Bo mogłem pójść w drugą stronę. I dostawać fajne role, zarabiać świetne pieniądze i kręcić się w tym koglu-moglu. Stanąłem po drugiej stronie i nie żałuję.
 
Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale