Czytałam wszystkie Jej książki. I kryminały i te młodzieżowe. Nad "Lesiem" chichrałam się ja, chichrały się moje dzieci. Potem już kupowały wszystko jak leci, chociaż oczywiście późniejsze książki były zwykle - bo nie wszystkie - ciągnięte wg podobnego schematu, ale już pozbawione tej świeżości.
Książki dla młodzieży to były też takie kryminały ale bohaterami były dzieci. Dzieci chowane przez mądrych rodziców i same bardzo prawe. Ja wiem, wygląda to trochę jak bajki, ale czy naprawdę młodzież musi się chować na Kaczorze Donaldzie i innych cwaniakach? Oczywiście gusty się zmieniaja i nie mam pojęcia czy dzisiejsza młodzież nie traktuje tych powieści jak historycznej ramoty. Akcja kilku tych książek działa się właśnie na Mazurach
No i jeszcze jedna rzecz - pani Joanna pisała prawie zawsze o sobie, swojej rodzinie, przyjaciółce (z Danii!!) Alicji. Oczywiście, że te wszystkie rzeczy, te trupy walające się w ilościach hurtowych nie zdarzały się naprawdę, ale jak napisała w Autobiografii większość osób, miejsc była prawdziwa. Do tego była prawdziwą feministką - pracowała zawodowo, wychowywała dwójkę dzieci,gotowała, robiła zakupy ( w komunie) i pisala nocami powieści. Mimo rozstania z mężem (to on ją zostawił) potrafiła go oceniać sprawiedliwie.
Kiedy byłam we wrześniu w Kopenhadze dopiero po chwili do mnie dotarło, że stoję na słynnymSt Anna Platz gdzie mieszkała na strychu u swoich "Dobroczyńcow". Ja też w pierwszą Wigilię duńską znalazłam w słodkim deserze ryżowym migdała - tyle, że już wiedziałam co to oznacza i nie wyplułam go dyskretnie: ) Ale nagrodą były czekoladki w formie świnek, nie porcelanowy serwis jak w przypadku pani Joanny.
No i jak mogłabym zapomnieć! Kiedy już miała swój dom karmiła stada kotów. Nie piła - nie mogła, ale za to grała na wyścigach, na automatach i paliła.
Żal, że już nigdy nic nie napisze, dobrze, że miała wspaniałe, pełne podroży spełnione życie.


Komentarze
Pokaż komentarze (56)