KONOWAŁY TEŻ SIĘ JUŻ BOJĄ
Niedawno. Zaniosło mnie na ul. Kossutha w Katowicach. Musiałem chwilę zaczekać, więc spacerowałem sobie po ulicy. Z nudów czytałem tablice z nazwami firm rezydujących w budynkach byłych hoteli robotniczych, aż doszedłem do ostatniego, 5 piętrowego budynku. Na oko pracuje w nim kilkaset, może do 1000 osób.
Biurowiec wyremontowany, że hej. Elewacja wyłożona czerwoną cegłą, plastiki, szkło, płytki. Luksus. Z daleka przekonany byłem, ze to bank, albo jakiś nowy oddział urzędu skarbowego. Ale jak podszedłem do wejścia to okazało się, że budynek należy ni mniej ni więcej, tylko do Śląskiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. Duży parking na nim ponad 100 luksusowych limuzyn (tylko jeden mały fiat, pewnie konserwatora powierzchni płaskich). Limuzyny oczywiście nie należą do petentów, bo ci, jak spostrzegłem, przychodzą tam, na własnych i ich szczęście - jak dwóch nogach. Zobaczyłem, że gdy tylko jakiś petent zaczyna wspinać się na schody, zaraz wypada do niego trzech ochroniarzy. Chłopy jak byki, młode, zdrowe. Każdy ubrany w elegancki mundur - czarne spodnie z lampasem /kak u gienierała/, beżowa koszula z czarnymi pagonami i klapkami kieszeni na piersiach. Otaczają petenta i dawaj pytać, po co i do kogo. Każdy wchodzący do budynku jest eskortowany.
Pytanie tylko, dlaczego pracownicy tego budynku tak się boją, że aż potrzebna jest im ochrona jak Prezydentowi RP?. Przecież takiego schorowanego, zdychającego z braku pieniędzy na leczenie, „polaczynę”, może zamalować w pysk, nawet pierwsza lepsza baba, wypasiona na intratnym etacie NFZ. Ale jak się wie, że pieniądze, które powinny być przeznaczone na leczenie, tego biednego schorowanego narodu, wydało się na płace i pałace, to pewnie jest się czego bać. Ostatnio można zaobserwować, że boi się coraz więcej instytucji, popatrzcie chociażby na wspomniane już banki czy urzędy skarbowe, albo niektóre urzędy pracy. A pewne stare, mądre łacińskie przysłowie w swobodnym tłumaczeniu na nasz brzmiące mniej więcej tak- mówi, że „I Herkules dupa, gdy ludzi kupa”. A wnerwionych, okradzionych i oszukanych ludzi w tym kraju jest naprawdę kupa. I chyba wielkimi krokami zbliża się już chwila udowodnienia jak prawdziwe jest to stare, łacińskie przysłowie.
Waldemar KOSSAKOWSKI
Stowarzyszenie „UNIEZALEŻNIENIE”


Komentarze
Pokaż komentarze (9)