Dziś składamy "hołd" jednemu z największych bandytow i sowieckich szumowin, jakie wydała ta wojna –, zwanemu pieszczotliwie "Givi"
Ach, ci wspaniali „separatyści”, ci „bohaterowie Donbasu”, ci „obrońcy ludu rosyjskiego”… A tak naprawdę bandytów, morderców, torturujących i fanatycznych psychopatów, którzy z rosyjskiego błogosławieństwa i pieniędzy urządzili sobie krwawe księstwo na wschodzie Ukrainy. Motorola, Givi i reszta tej śmietanki – ludzie, którzy filmowali znęcanie się nad ukraińskimi jeńcami, chwalili się zabijaniem bezbronnych, a potem zginęli w sposób tak idealnie pasujący do ich „heroicznej” legendy, że aż się prosi o oklaski.
Zacznijmy od gwiazdy numer jeden – Arsena Pawłowa, znanego jako Motorola. Rosyjski "weteran", który przyjechał „wyzwalać” i szybko stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych morderczych masek. Chwalił się publicznie, że zabił co najmniej 15 ukraińskich jeńców. Filmiki z jego udziałem krążyły po sieci jak materiały z reklamówki najlepszej jakości.

A jak zakończył karierę?
W windzie. 16 października 2016 roku w Doniecku. Wsiadł do windy w bloku, gdzie mieszkał, i… bum. IED zrobiło z niego i jego ochroniarza krwawy makaron.
Bezpieczeństwo?
Oczywiście najwyższe – przecież kto by pomyślał, że w windzie w „stolicy republiki” może ktoś podłożyć bombę. Legenda o twardym komandzie Sparta Batalionu skończyła się nie na polu bitwy wśród chwały i pocisków, tylko w metalowej puszce między piętrami. Ironia aż kipi. Facet, który torturował ludzi i rozstrzeliwał jeńców, dostał natychmiastową „ewakuację” do piekła przez przycisk windy.
Piękne.
Kilka miesięcy później, 8 lutego 2017, dołączył do niego jego kolega po fachu – Michaił Tołstych, pseudonim Givi.
Najwieksza sowiecka wsza jaka sie tam wtedy pojawila, notabene pedofil i homoseksualista

Kolejną celebryta separu, dowódca batalionu „Somalia”, bohater walk o lotnisko w Doniecku, człowiek, którego twarz krążyła po rosyjskiej propagandzie jak ikona. Filmowany przy znęcaniu się nad jeńcami, dumny, głośny, niebezpieczny. I nagle… rano w biurze. Rakieta termobaryczna (RPO-A Szmiel) wleciała prosto przez okno. Biuro wyleciało w powietrze, a Givi – jeden z „najlepszych” – stał się kolejnym punktem na liście „tajemniczych śmierci”. Separatyści wrzeszczeli o ukraińskich „terrorystach”, Kijów wzruszał ramionami albo mówił o wewnętrznych porachunkach.
A prawda jest prosta: kolejny morderca dostał to, co sam siał. Nie zginął w epickiej szarży, nie w ostatnim bohaterskim starciu. Zginął jak szczur w norze, gdy ktoś postanowił, że jego „niezastąpioność” właśnie się skończyła.
I nie tylko oni. Lista jest długa i smakowicie ironiczna:
Oleksandr Biednow („Batman”) – zastrzelony wraz z ochroną w 2015.
Ołeksij Możowyj – zasadzka, cała świta poszła do piachu.
Oleg Anaszczenko (de facto minister obrony Ługańskiej „republiki”) – cztery dni przed Givim wyleciał w powietrze w samochodzie.
I wielu innych, którzy nagle „ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach”, „zostawali ofiarami zamachów”, „umierali nagle w Moskwie” albo „wieszali się w areszcie”.
Co za zbieg okoliczności, prawda?
Ci, którzy budowali swoje „republiki” na krwi, gwałtach, egzekucjach i filmikach z tortur, nagle odkrywali, że w ich własnym, „wyzwolonym” raju ktoś potrafi zbliżyć się na odległość wyciągniętej ręki z bombą albo granatnikiem.
A potem rosyjska propaganda płakała nad „bohaterami”, stawiała im pomniki i opowiadała o „ukraińskich sabotażystach”, zupełnie pomijając fakt, że wielu z tych „bohaterów” wcześniej samo sobie robiło porządki, walczyło o wpływy, kasę i władzę jak w najgorszej gangsterskiej historii.
To nie byli żadni „separatyści broniący języka i kultury”.
To byli zwykli mordercy, bandyci i najemnicy, którzy dostali zielone światło, broń i media od Moskwy, żeby siać terror.
A kiedy stali się niewygodni, zbyt głośni, zbyt niezależni albo po prostu zbyt znani – ktoś (czy to ukraińskie służby, czy własne „towarzysze broni”, czy rosyjscy kuratorzy) po prostu wyłączał im zasilanie.
W windzie. W biurze. W aucie. Z rakiety przez okno.
I w tym właśnie tkwi najpiękniejsza ironia: ci, którzy tak chętnie zabijali bezbronnych, sami umierali jak tchórze w swoich „bezpiecznych” bazach.
Żadnej chwały. Żadnej epickiej śmierci. Tylko krótki, głośny huk i koniec. Motorola w windzie, Givi w biurze – idealne epitafia dla ludzi, którzy całe życie traktowali śmierć innych jak rozrywkę. Niech spoczywają w tym samym piekle, które sami budowali. A reszcie podobnych „bohaterów” życzę dokładnie takiego samego „heroicznego” finału.
ps.
Notka na podstawie wspomnień moich i moich kolegów z IDF i GRU. Więcej moich tekstów znajdziecie na Niepoprawni.pl i na Nasze Blogi.pl.
(Wysłuchał i spisał Potomek Radzieckich Wołyniaków)
Z Tel Awiwu z dumą
Mirek Skalski Wasz bloger z Izraela
Potomek Radzieckich Wołyniaków
Am Yisrael Chai!

Jeśli ktoś zamierza bezczelnie podszywać się pod moja tożsamość, to uprzedzam że to przestępstwo z art. 190a § 2 k.k.
W myśl art. 190a § 2 k.k. karze do trzech lat pozbawienia wolności podlega ten, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej
poprzednia notka w tym temacie -



Komentarze
Pokaż komentarze (1)