Jedną z głównych atrakcji tutejszego uniwersytetu (oprócz kawiarni, niestety jedzenie stało się ostatnio monotonne) jest biblioteka. Przestrzenna i cicha jest zlokalizowana na poddaszu i zapewnia spokojne i przyjemne schronienie przed codzienną krzątaniną. Ilość książek nie jest aż tak duża, ale wystarczająca do tego, by przeprowadzić badania naukowe. A ponieważ większa część tutejszego zbioru pochodzi z amerykańskich zwrotów, wszechobecny stempel Property of the U.S. Army (Własność Armii Stanów Zjednoczonych) wywołuje nieco niepokojące uczucie związane z nieustanną obecnością wojskową naszego wielkiego sojusznika po tej stronie Atlantyku.
Biblioteka uniwersytetu w Wittenberdze
Ale prawdopodobnie najatrakcyjniejszą częścią tej biblioteki jest ogromna lodówka w rogu wypełniona butelkami piwa i wina. Te butelki dostępne są za przyzwoitą opłatą i zapewniają wspaniałą możliwość wyzwolenia swojego umysłu i może także znalezienia nowego i inspirującego tropu badań. Razem z zestawem telewizyjnym (wyjątkowo przydatnym w czasie Igrzysk Olimpijskich), paroma stolikami i sofami miejsce zapewnia nieporównywalną ilość rozrywki do swoich polskich odpowiedników.
Ten dzień był może mniej inspirujący intelektualnie niż poprzednie, ponieważ nie odbyły się żadne wykłady, ale pomimo tego praca grupowa zapewniała odpowiednią dawkę bodźców dla naszych szarych komórek. Czasami trzeba było studzić emocje – na przykład jedna z grup składające się z przyszłego polskiego pilota wojskowego, holenderskiego żołnierza piechoty, pacyfisty i Afgańczyka prowadziła bardzo ożywioną dyskusję na temat roli prezydenta Stanów Zjednoczonych jako głównodowodzącego sił zbrojnych.
Marcin Luter
Organizatorzy chcieli nam sprawić przyjemność także puszczając nam filmy związane z tematem konferencji, ale zarówno Trzynaście dni jak i Nixon Oliviera Stone’a okazały się zbyt ciężkie jak na letni wieczór, by spotkały się z dużym entuzjazmem. Zamiast tego woleliśmy wspomóc lokalną gospodarkę kupując pamiątki z wszechobecnym Lutrem lub wpadając do pubu z naprzeciwka, w którym kelnerka była naprawdę zaskoczona widząc więcej niż pięciu klientów na raz. Niestety jak dotychczas nie znaleźliśmy żadnego klubu nocnego.
Maciej Józefowicz
- Demokracja jako religia - relacja z Wittenbergi (IV)
- Superprezydent - relacja z Wittenbergi (III)
- Niespodziewana zamiana ról - relacja z Wittenbergi (II)
- Prezydent to taka kiepska wersja polskiego króla - relacja z Wittenbergi (I)
- Film: Nixon
- Film: Trzynaście dni


Komentarze
Pokaż komentarze