W precyzyjnie rozpisanym ceremoniale amerykańskich konwencji wyborczych, drugi dzień trwającego cztery popołudnia i wieczory spotkania cieszy się stosunkowo najmniejszym zainteresowaniem mediów. Nie oznacza to jednak, że przestaje być w USA newsem nr 1. Po prostu wielkie sieci telewizyjne poświęcają transmisjom z konwencji nieco mniej czasu niż dnia pierwszego albo ostatniego, choć nadal czas ten trzeba liczyć raczej w godzinach niż minutach. Z tego właśnie powodu, program dnia jest często układany tak, aby znalazły się w nim elementy bardzo ważne dla partyjnego aktywu, choć niekoniecznie dla wszystkich wyborców. Często pełni rolę swego rodzaju dnia wewnętrznego pojednania, w którym przegrani kandydaci z prawyborów zapewniają o swej lojalności i poparciu wobec zwycięskiego rywala.
Większość drugiego dnia konwencji w Denver wypełniła cała seria przemówień rozmaitych gubernatorów i innych oficjeli, których nazwiska nic nie mówią większości europejskich obserwatorów tych wyborów, ale cieszą się dużą popularnością w określonych regionach kraju lub frakcjach partii. Pierwszym naprawdę ważnym momentem było wystąpienie Marka Warnera, byłego gubernatora Wirginii, kandydującego w tym roku do Senatu. Przypadł mu zaszczyt wygłoszenia tzw. keynote adress, a więc przemówienia przedstawiającego najważniejsze elementy programu partii w nadchodzących wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Warto zapamiętać nazwisko Warnera, pamiętając, że cztery lata temu do tej samej roli wybrany został... Barack Obama.
Wygłoszone przez Warnera przemówienie wyraźnie pokazało, że Demokraci wracają w tej kampanii do swoich lewicowych korzeni, często przywołując słynny American Dream - każdy może zostać milionerem albo prezydentem, jeśli państwo stworzy dla niego odpowiednie warunki. Kładą bardzo duży nacisk na pomoc najbiedniejszym i społecznie wykluczonym. Ich zadanie jest tym łatwiejsze, że Republikanie tradycyjnie są partią znacznie bardziej sprzyjającą wielkiemu biznesowi, a takie posunięcia administracji Busha jak objęcie obniżkami podatków głównie najlepiej zarabiających, jeszcze to wrażenie umocniły. Szczególnie dużo mówi się o edukacji i ochronie zdrowia. W USA ubezpieczenia zdrowotne są dobrowolne i wymagają samodzielnego płacenia składek. Według danych podawanych przez Demokratów, obecnie ponad 40 mln obywateli nie może sobie na to pozwolić i jest to zdaniem tej partii sytuacja kryzysowa.
Inny mocno eksponowany wątek dotyczy słabego radzenia sobie przez USA z globalizacją. Mimo utrzymywania energochłonnego i niszczącego środowisko modelu gospodarki, amerykańscy robotnicy wciąż tracą miejsca pracy, ponieważ są one przenoszone do innych krajów. Na domiar złego kraj znalazł się w ogromnym deficycie budżetowym i musi zadłużać się w Chinach, co nie służy bezpieczeństwu narodowemu. Podobnie Demokraci oceniają uzależnienie energetyczne od państw arabskich, przede wszystkim Arabii Saudyjskiej.
- Denver - wzruszająco i podniośle
- Denver - dzień pierwszy
- Maximum Demokratów
- Barack Obama: Demokratyczny sen na jawie (I), (II)


Komentarze
Pokaż komentarze (2)