To nie był dobry weekend dla Partii Republikańskiej. A jeszcze w piątek wydawało się, że będzie tak pięknie. Po konwencji Demokratów, zakończonej efektownym show na stadionie z Barackiem Obamą w roli głównej, Wielka Stara Partia (Grand Old Party) natychmiast zdobyła się na błyskotliwą odpowiedź. John McCain ogłosił, że jego running mate będzie Sarah Palin - młoda (jak na polityka) kobieta, była wicemiss Alaski, a obecnie gubernator tego stanu (szerzej opisała ją wczoraj Paulina Kozłowska). To był jasny znak, że Republikanie chcą wykorzystać słabość rywali i celują w tą część demokratycznego i niezdecydowanego elektoratu, która nie może się pogodzić z prawyborczą przegraną Hillary Clinton i szuka podobnej kandydatki. A jest o co walczyć - według słów Billa Clintona, jego żonę poparło ponad 18 milionów osób.
Przez cały dzień zdjęcia Palin królowały na wszelkich portalach informacyjnych, ale potem zaczęły się kłopoty. Najpierw dziennikarze wygrzebali, że mąż pani gubernator miał w latach 80. brzydki zwyczaj prowadzenia samochodu po pijanemu (w czym nie odbiegał wszakże od obecnego prezydenta, George'a W. Busha). Na następne rewelacje Palin wolała już nie czekać i sama wyjawiła kłopotliwą prawdę: jej 17-letnia córka Bristol jest w ciąży.
Jeszcze większych problemów przysporzył huragan Gustav, który zaczął niebezpiecznie przypominać okrytą ponurą sławą Katrinę, odpowiedzialną za spustoszenie Nowego Orleanu w roku 2005. Stara polityczna prawda mówi, że gdy w czasie kampanii wyborczej zdarza się duża klęska żywiołowa, niemal zawsze negatywnie odbija się to na wyniku partii rządzącej. Kto nie wierzy, niech przypomni sobie chociażby polskie wybory parlamentarne z 1997 roku.
Republikanie doskonale zdają sobie z tego sprawę i wiedzą, że celebrowanie wystawnej konwencji w chwili, gdy newsem nr 1 jest w kraju walka z żywiołem, byłoby politycznym samobójstwem. Dlatego plan ich spotkania, odbywającego się w hali Xcel Energy Center w Saint Paul w stanie Minnesota, uległ radykalnym zmianom. Gwiazdami pierwszego dnia miała być trójka najważniejszych postaci w dzisiejszym Białym Domu: prezydent George W. Bush, jego zastępca Dick Cheney i Pierwsza Dama Laura Bush. Ostatecznie do Saint Paul przybyła tylka ta ostatnia postać.
Laura Bush, zgodnie z tradycją pełnionego przez siebie nieformalnego urzędu, w swoim krótkim wystąpieniu ograniczyła do minimum elementy czysto partyjne, choć z drugiej strony nie ukrywała swych sympatii. Tylko raz wymieniła nazwiska Johna McCaina i Sary Palin. Wyjaśniła przyczynę nieobecności swojego męża i pochwaliła gubernatorów dotkniętych huraganem stanów (wszyscy są Republikanami). Następnie wcieliła się w rolę konferansjerki i zapowiedziała nagrane na video przesłania czterech z nich: Charliego Crista z Florydy, Haleya Barboura z Mississippi, Boba Rileya z Alabamy i Ricka Perry'ego z Teksasu. Najdalej posunął się Perry, nagrywając swoją mowę na tle samolotu teksańskiej Gwardii Narodowej, który przywiózł właśnie pierwszą grupę ewakuowanych mieszkańców Luizjany.
Jarosław Błaszczak


Komentarze
Pokaż komentarze (6)