USA 2008 USA 2008
30
BLOG

SAINT PAUL: DZIEŃ DRUGI

USA 2008 USA 2008 Polityka Obserwuj notkę 7

Nieczekiwany główny bohater pierwszego dnia republikańskiej konwencji w St. Paul, imieniem Gustav, przeżył ostatnio degradację. W naukowych klasyfikacjach jego ranga została obniżona z huraganu do zwykłego sztormu tropikalnego. Dla Amerykanów oznacza to prostą konstatację: najgorsze już minęło.

Chyba nikt nie ucieszył się z tego tak bardzo jak działacze partii obecnie kontrolującej Biały Dom, drżący od kilku dni, że żywioł odbierze ich konwencji całą uwagę mediów, a na dodatek nie będzie im wypadało normalnie jej przeprowadzić. Ten pesymistyczny scenariusz nie spełnił się jednak. Drugi dzień konwencji był wprawdzie dość daleki od wcześniejszego scenariusza, ale i tak oznaczał ogromny postęp w stosunku do dnia pierwszego. Zupełnie nowy huragan - tym razem mniej dosłowny - rozpętał się za to na ulicach aglomeracji Minneapolis-St. Paul, gdzie policja nie mogła sobie poradzić z potężnymi demonstracjami.

My jednak skupimy się na wydarzeniach wewnątrz hali Xcel Energy Center, gdzie publiczność złożona głównie z partyjnych aktywistów i dziennikarzy nie przysparza jak dotąd żadnych kłopotów. Prezydent George W. Bush pierwotnie miał osobiście przyjechać do Minnesoty i wygłosić w poniedziałek przemówienie na żywo. Ostatecznie dotarła tam tylko jego żona, zaś głowa państwa musiała ograniczyć się do dziesięciominutowego przesłania nagranego w Białym Domu i pokazanego delegatom na telebimie. Efekt był momentami dość zabawny, przede wszystkim ze względu na pauzy, które prezydent robił w miejscach, gdzie spodziewał się owacji. Stał wówczas za swoją mównicą, przez dłuższą chwilę po prostu uśmiechając się do kamery.



Bush podkreślał te cechy McCaina, którymi najbardziej wyróżnia się on na tle swego demokratycznego rywala. Mocno eksponował jego doświadczenie wojskowe (po raz milionowy w tej kampanii przytaczając historię o tym, jak odmówił wyjścia z wietnamskiej niewoli przed wypuszczeniem jego towarzyszy) i parlamentarne. Nieco niewygodny fakt, iż McCain bywał czasem jednym z najbardziej antybushowskich Republikanów, prezydent przedstawił jako dowód jego zdolności do samodzielnego myślenia. Demokratów nazwał wściekłą lewicą. Niejako odpowiadając na przemówienie Ala Gore'a z ostatniego czwartku, zapowiedział przyszłe inwestycje w odnawialne źródła energii, ale jednocześnie ogłosił zamiar budowy nowych roponośnych odwiertów, czemu z powodów ekologicznych sprzeciwia się część opinii publicznej, a wraz z nią Demokraci. Ma to służyć doraźnemu rozwiązaniu obecnych problemów.

Drugim z kluczowych mówców był Fred Thompson - prominentny były senator i człowiek o niezwykle ciekawej biografii. Najpierw był prawnikiem, potem lobbystą, wreszcie został politykiem, a potem... aktorem. M.in. przez pięć lat występował w serialu Law & Order, czołowej amerykańskiej produkcji telewizyjnej z gatunku dramatu sądowego. Pierwsze odcinki nagrał jeszcze jako urzędujący członek Kongresu, choć już po ogłoszeniu swej rezygnacji z ubiegania się o reelekcję.


Thompson zaczął od skrytykowania demokratycznej konwencji za to, iż zaprezentowana na niej wizja obecnej sytuacji Ameryki jest stanowczo zbyt ponura i alarmistyczna. Ostatnie oskarżenia pod adresem kandydatki na wiceprezydenta, Sary Palin, uznał za przejaw paniki sympatyzujących z Demokratami mediów. Przy okazji chyba odpowiedział ostatecznie na pytanie: po co Republikanom ta Palin? Przedstawił ją bowiem używając dokładnie tych samych określeń, którymi opisuje się największe atuty Baracka Obamy: świeży powiew w waszyngtońskiej polityce; ktoś, kto nie boi się stawić czoła elitom. Tyle, że ma nad demokratycznym nominatem ważną przewagę: jako gubernator zdobyła praktyczne doświadczenie w rządzeniu.

A potem zaczął się pean na cześć McCaina. Trzeba oddać Thompsonowi - robił co mógł, by nie zanudzać sali i wplótł w swoją hagiograficzną mowę kilka interesujących smaczków - np. anegotkę o tym, jak to John prześcignął swego ojca w liczbie nagrań jako słuchacz Akademii Marynarki Wojennej, choć admirał McCain za młodu zebrał ich ponad trzysta, czy też jak młody żołnierz McCain prowadzał się stacjonując na Florydzie z tancerką go-go. Merytorycznie w tej części wystąpienia wniósł jednak do kampanii niewiele.

Wreszcie znowu zaatakował obóz przeciwny. Przyznał, że Barack Obama jest historycznym kandydatem na prezydenta - ale dlatego, że jeszcze nigdy o ten urząd nie ubiegał się nikt tak liberalny (co w Europie przetłumaczylibyśmy jako "lewicowy") i tak niedoświadczony. Jego zdaniem za propozycjami Obamy kryją się protekcjonizm, wyższe podatki i rozrost biurokracji. Stwierdził też, że Ameryka potrzebuje prezydenta, który nie będzie przepraszał za politykę własnego kraju - to zapewne było odniesienie do ostrego potępienia dla więzenia w Guantanamo, jakie dało się słyszeć w zeszłym tygodniu w Denver. Thompson zakpił z zapowiedzi, że wyższe podatki obejmą tylko biznes - przypomniał, że każdy kupuje coś od różnych firm, a często też w nich pracuje, więc siłą rzeczy odczuje te zmiany. Na koniec przywołał tematykę aborcyjną, co było ukłonem w stronę republikańskiego betonu.

Na koniec dnia Republikanie zostawili sobie człowieka, którego obecność na tej konwencji zapewne jest bolesną zdradą w oczach jego niedawnych partyjnych kolegów. Senator Joe Lieberman przez wiele lat był związany z Partią Demokratyczną. Podczas pamiętnych wyborów z 2000 roku był jej kandydatem na wiceprezydenta, czego dostąpił jako pierwszy praktykujący Żyd w historii. Oficjalnie odszedł z partii dwa lata temu, gdy po przegranych prawyborach odmówiono poparcia dla jego starań o senackę reelekcję. Lieberman wystartował jako kandydat niezależny i pokonał partyjnego nominata. Do dzisiaj jest członkiem frakcji parlamentarnej Demokratów, ale jak się okazało, nie jest to więź wystarczająca, aby skłonić go do poparcia Baracka Obamy.

W pełen patosu sposób wyjaśnił, dlaczego zamiast do Denver, wybrał się na konwencję do St. Paul. Powiedział, iż kraj liczy się bardziej niż partia (zupełnie przypadkiem główne hasło kampanii McCaina to "Przede wszystkim kraj"). Jego zdaniem całe życie senatora z Arizony pokazuje, że bycie Republikaninem czy Demokratą jest ważne, ale najważniejsze to być Amerykaninem. Jako kolejny mówca próbował przekuć w złoto fakt, iż McCain ostro poróżnił się ze zdominowanym przez własną partię Białym Domem w sprawie Iraku. W jego ocenie przyszły nominat miał wówczas odwagę głośno mówić o popełnianych tam błędach. Z drugiej strony, gdy np. Barack Obama chciał obcięcia budżetu irackiej misji, McCain twardo obstawała przy jej kontynuowaniu. I to m.in. dzięki niemu - konkludował Lieberman - amerykańscy żołnierze zaczynają dziś wracać do domu nie w poczuciu porażki, lecz z honorem.
Jarosław Błaszczak
USA 2008
O mnie USA 2008

Dołącz do nas. Kontakt: usa2008@gazeta.pl O wyborach w Ameryce piszemy od listopada 2007. Nasze wpisy sprzed 14 lipca 2008 możesz przeczytać na http://usa2008.blox.pl Teksty są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska Kierowniczka projektu: Anna Dryjańska Koordynatorzy: Bartłomiej Bartel Jarosław Błaszczak Ewa Dryjańska Maciej Józefowicz oraz Paweł Adamiec Adrian Biernacki Michał Filipowicz Magdalena Gotowicka Piotr Kobosko Paulina Kozłowska Maciej Lewandowski Maciej Matejewski Morgan O'Neill Jakub Osina Marcin Świerczek i inni

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka