Przypatrując się nowej strategii wyborczej Johna McCaina można odnieść wrażenie, że republikańscy doradcy – nie potrafiąc wymyślić nic lepszego – postanowili zaadaptować do swych potrzeb pomysły sztabu Obamy, dzięki którym osiągnął on swą niebywałą popularność. Powtarzana nieustannie od kilkunastu miesięcy demokratyczna mantra zmiana, zmiana, zmiana stała się teraz także mantrą Republikanów. Zarówno kandydat na prezydenta, jak i potencjalna wiceprezydentka potrzebę zmian w sposobie prowadzenia amerykańskiej polityki i w funkcjonowaniu Białego Domu, uczynili pierwszoplanowym punktem swych medialnych przekazów.
Sarah Palin i John McCain
Mówiąc o tych zmianach, republikańscy politycy – paradoksalnie – atakują głównie swych partyjnych kolegów, którzy od kilkunastu lat znajdują się przecież u steru władzy. Postulując konieczność ograniczenia federalnych wydatków i krytykując przedstawicieli amerykańskich instytucji państwowych, którzy – zdaniem McCaina – przedkładają swoje dobro nad dobro ojczyzny – wskazywane są błędy, które popełniono w okresie prezydentury Busha – błędy, o których często wspomina Barack Obama.
Próbując z kolei przeciwstawić się medialnemu wizerunkowi kandydata Demokratów, McCain postanowił skorzystać z pomocy prawdziwej politycznej celebrity, jaką niewątpliwie jest Sarah Palin. Okazało się, że w czasach, kiedy bardziej niż faktyczne predyspozycje polityczne liczy się wygląd, umiejętności oratorskie i barwne życie rodzinne, nawet amerykańscy konserwatyści zdecydowali się na zaproponowanie posady osobie, która swą atrakcyjnością jest w stanie przyciągnąć rzesze niezdecydowanych wyborców.
Sarah Palin
Skonstatowano – tylko czy nie za późno – że walkę z gwiazdorstwem Obamy można wygrać tylko wówczas, gdy przeciwstawi mu się równie efektowną gwiazdę. Krasomówcze zdolności Palin w pełni uwidoczniły się podczas jej przemowy w Saint Paul, wprawiając w zachwyt rzesze amerykańskich komentatorów, którzy – znudzeni ciągłymi opowieściami McCaina o jego jenieckiej przeszłości – z przyjemnością zajęli się przemówieniem pięknej gubernatorki.
Z nieco mniejszym entuzjazmem przyjęto wystąpienie Cindy McCain, które można określić jako nudniejszą wersję wygłoszonej przed tygodniem przez Michelle Obamę przemowy o tym, jakim kochającym mężem i ojcem jest przyszły Prezydent Stanów Zjednoczonych. Gdyby elektorat miał wybierać na podstawie wrażenia, jakie robią potencjalne Pierwsze Damy, to jestem przekonany o tym, że w Białym Domu zadomowiliby się Demokraci. Z drugiej strony – John McCain, jak donosi CBS, miał większą od Baracka Obamy publiczność telewizyjną podczas swego wystąpienia na konwencji. Tym razem zwyciężczynią okazała się Partia Republikańska.
Barack Obama i John McCain
Zastanawiając się nad tą – trochę jednak niespodziewaną – decyzją Republikanów o skierowaniu kampanii bardziej w kierunku pojedynku medialnego, niż dysputy politycznej, nasuwa się pytanie: czy zrozumieli oni – po niewczasie – iż wybory wygrywa niekoniecznie lepszy polityk – że liczy się głównie wizerunek medialny kandydata, czy też milcząco przyznali, że nie mają zbyt wiele do powiedzenia na temat konkretnych programów ekonomiczno – społecznych?
Maciej Józefowicz
Podobne:
- Saint Paul: dzień czwarty
- Saint Paul: dzień trzeci
- Saint Paul: dzień drugi
- Saint Paul: dzień pierwszy


Komentarze
Pokaż komentarze (12)