John McCain powinien być bardziej przyzwyczajony do niesprawiedliwych oskarżeń niż ktokolwiek inny – od czasu jego nieudanej kampanii w 2000 roku żaden inny kandydat nie padł ofiarą takiej liczby ataków. Osiem lat temu, gdy senator z Arizony uchodził za człowieka, który może złamać karierę popieranemu przez elity Partii Republikańskiej młodemu George'owi Bushowi, kampania zniesławień rozpętana wokół niego uwzględniała plotki na temat jego rzekomego homoseksualizmu, uzależnienia jego żony od narkotyków, posiadania czarnego potomka z pozamałżeńskiego łoża i współpracę z reżimem północnowietnamskim podczas przebywania w niewoli. Teraz, gdy dni Busha dochodzą kresu, kandydat Republikanów jest wolny od tego typu pomówień rzucanych wtedy przez jego partyjnych kolegów.
John McCain w szpitalu w Hanoi (1967 rok)
Jest jednak pewien wyjątek. Hipoteza o współpracy McCaina z wrogiem, przytaczana podczas poprzednich ataków na McCaina, pojawia się także dzisiaj. W ulotce rozpowszechnianej przez skądinąd nieznane stowarzyszenie Vietnam Veterans Against John McCain na kilka dni przed prawyborami w Południowej Karolinie wyborcy mogli znaleźć informacje o tym, że McCain chętnie ujawniał zastrzeżone dane w zamian za lżejsze traktowanie przez obozowe władze – do tego stopnia, że współosadzeni mieli na niego mówić Słowik z Hanoi Hilton (potoczna nazwa obozu dla amerykańskich jeńców wojennych w stolicy komunistycznego Wietnamu).
Zeznania towarzyszy McCaina z lat niewoli świadczą jednak o czymś przeciwnym. Przyszły senator ujawnił Wietnamczykom minimalną ilość informacji, takie jak własne nazwisko i nazwę własnej jednostki, co jest dopuszczalne przez konwencje genewskie i kodeks postępowania amerykańskich żołnierzy. Z uwagi na wysokie stanowisko jego ojca, wówczas szefa Dowództwa Pacyficznego, McCain spotkał się z propozycją przedterminowego zwolnienia w zamian za publiczne potępienie wojny, co dla Wietnamu byłoby świetnym chwytem propagandowym, jednak odmówił, nie chcąc łamać kodeksu.
Człowiekiem stojącym za organizacją jest niejaki Jerry W. Kiley, również weteran z Wietnamu, który obwinia McCaina za poświęcenie życia amerykańskich jeńców pozostałych w niewoli po zakończeniu wojny w zamian za normalizację stosunków między oboma krajami. Kiley odnosi się do ponadpartyjnej wizyty McCaina i Johna Kerry'ego (przeciw któremu również prowadził kampanię) w Hanoi, gdzie weryfikowali hipotezy dotyczące przetrzymywania Amerykanów długo po zakończeniu działań zbrojnych. Pogłoski dotyczące tajnych więzień wietnamskich (jedno z nich miało znajdować się nawet pod mauzoleum Ho Chi Minha) nie zostały ostatecznie zdyskretytowane, ale senatorowie nie odkryli niczego, co mogłoby je podtrzymać i w znacznym stopniu przyczynili się do poprawy obustronnych relacji między oboma krajami. Możliwym jest, że McCain i Kerry mogli nie zwracać uwagi na pewne szczegóły lub interpretować je na korzyść Wietnamczyków, ale od tego do współpracy z wrogiem podczas wojny droga daleka.

John McCain w Iraku
Inne oskarżenia są w większym stopniu oparte na faktach i odwołują się do prawdziwych działań I twierdzeń kandydata zamiast plotek na temat jego pochodzenia bądź tajnej tożsamości. Jednym z ulubionych tematów dla krytyków McCaina jest Irak. Jedna z internetowych reklamówek Narodowego Komitetu Demokratów składa się z kilku fragmentów przemówień republikańskiego kandydata, ułożonych w taki sposób, by sprawić wrażenie, że nie ma on jasnej wizji wycofania wojsk i nie sprzeciwia się przedłużonej okupacji. Według niego może ona trwać nawet 100 lat. Kolejny klip, przygotowany przez VoteVets.org, stwierdza, że McCain chciałby pozostać w Iraku na czas nieokreślony, nawet bez zgody lokalnego rządu. To prawda, że republikański kandydat nie ogłosił konkretnej daty wycofania wojsk i prawdopodobnie nawet nie jest w stanie jej podać. Niezależnie od tego, w swoich publicznych wystąpieniach głosi, że jest gotowy znacznie zredukować liczbę wojsk w ciągu następnych kilku lat, jeśli oczywiście warunki będą wystarczająco korzystne. W przemówieniu programowym z maja, kreślącym jego wizję prezydentury McCain twierdzi, że jeśli zostanie wybrany, do 2013 roku czyli do końca swojej pierwszej kadencji żołnierze amerykańscy wrócą do domu.
Obecność wojskowa zostanie utrzymana, ale w znacznie zredukowanej formie i nie będzie służyła okupacji kraju. Amerykańskie bazy będą służyły utrzymaniu stabilizacji w regionie i unikaniu przyszłych konfliktów, tak jak to robią w Korei Południowej, Japonii i wielu innych częściach świata. Tę wizję McCain miał na myśli, gdy mówił o możliwości stacjonowania żołnierzy przez następne 50 czy 100 lat i jak widzimy, nie ma to wiele wspólnego z przedłużaniem wojny. Jeśli chodzi o zgodę irackiego rządu, senator z Arizony, jak wspomniał w ostatnim wywiadzie dla CNN, uważa ją za zrozumiałą samą przez się i nie wyobraża sobie nagłej zmiany zdania, ale to nie znaczy automatycznie, że zamierza trzymać wojska w Iraku wbrew życzeniu Irakijczyków.
Maciej Józefowicz
Podobne:Ataki na Obamę - w oparach absurdu - część I, część IIJohn McCain - ostatnia nadzieja Republikanów - część I, część II, część IIIWybór najlepszego z najgorszych


Komentarze
Pokaż komentarze (9)