Od paru lat podczas kampanii wyborczych – głównie amerykańskich – w internecie pojawiają się oferty sprzedaży głosów. Praktyki te stały się na tyle popularne, że serwis Yahoo nazwał je nawet współczesną tradycją wyborczą.
Najstarsze wzmianki o tej (współczesnej – sieciowej) tradycji dotyczą wyborów w roku 2000, kiedy to grupa pomysłowych Amerykanów założyła specjalną stronę internetową: Voteauction.com. Została ona jednak szybko zlikwidowana, gdyż – jak możemy się domyślać – sprzedaż głosów w większości demokratycznych państw jest niezgodna z prawem. W USA czynność ta jest zakazana zarówno przez ustawodawstwo federalne, jak i przez większość poszczególnych stanów. Władze powołują się w tym wypadku na stare, dziewiętnastowieczne przepisy, znowelizowane w latach Wielkiego Kryzysu – kiedy to sprzedaż głosów za alkohol stała się niezmiernie popularnym procederem wśród spragnionego amerykańskiego elektoratu.
Sprzedający musieli się gdzieś przenieść – wybrali w tym celu najpopularniejszy serwis aukcji sieciowych na Zachodzie: eBay. Właśnie tam podczas każdej kampanii wyborczej pojawiają się co jakiś czas oferty sprzedaży głosów. W większości wypadków aukcje takie zostają dość szybko wykryte i usunięte, a management eBaya twierdzi, że o każdym takim wypadku zawiadamiać będzie odpowiednie służby i – w razie potrzeby – świadczyć w sądzie. Najwyższą przewidzianą karą jest kara pozbawienia wolności do 5 lat i grzywna do 10000 dolarów, jednak sądy rzadko posuwają się do nałożenia aż tak dotkliwych sankcji.
W ostatnim zanotowanym przez amerykańskie organy ścigania i światowe media przypadku, student z Minnesoty, który – jak sam twierdzi – dla żartu wystawił swój głos na aukcji, ukarany został obowiązkiem przepracowania pięćdziesięciu godzin na cele społeczne. Sprawa ta miała miejsce w kwietniu tego roku i – według oświadczeń władz eBaya – podobne aukcje miały być wykrywane i usuwane szybko i sprawnie.
Postanowiłem sam przekonać się o możliwości kupna głosu przez internet. Okazało się, że w sierpniu na amerykańskim eBayu notowana była (przez parę dni) co najmniej jedna podobna oferta sprzedaży głosu w wyborach prezydenckich . Skontaktowałem się z osobą oferującą swój głos na sprzedaż, chcąc dowiedzieć się więcej szczegółów. W odpowiedzi na moje pytanie odnośnie sposobu, w jaki ma ona zamiar udowodnić, że głos został oddany na właściwego (wybranego przez zwycięzcę aukcji) kandydata, sprzedający wyjaśnił mi, że w przypadku, gdy zwycięzca aukcji pochodzić będzie z jego okręgu wyborczego, to pójdą razem na wybory i naocznie przekona się o oddanym głosie, natomiast w innym przypadku głosować będzie w domu (absentee ballot), a moment oddania głosu nagra na video. Po podaniu przeze mnie informacji o grożących mu karach, właściciel aukcji wycofał ofertę ze strony i więcej się do mnie nie odezwał.
Podczas gdy zarówno prawo, jak i większość komentatorów, mediów i polityków jest przeciwnych sprzedaży głosów, to znaleźć można także jej licznych zwolenników. Według niektórych z nich działalność ta służy rozwojowi prawdziwej demokracji, według innych jest postępowaniem zbliżonym do tego, co robią sami kandydaci podczas kampanii, kolejni zaś uważają, iż zakaz swobodnego dysponowania własnym głosem jest ograniczeniem wolności osobistej. Dla mnie jednak jednym z najbardziej intrygujących aspektów tej sprawy są powody, dla których ludzie decydują się na sprzedaż głosu. Zarobek, żart czy protest?
Maciej Lewandowski
Podobne:
- Głos na wagę złota
- Wyborcy żydowscy (część I, część II, część III, część IV)
- Młodzi popierają Baracka Obamę
- Polityka w rytmach latino (część I, część II)
- Moc politycznej rekomendacji
- Rekomendacja dla Johna McCaina
- Rekomendacja dla Baracka Obamy
- Rekomendacja dla Hillary Clinton
- Katolicy chcą głosować na Clinton


Komentarze
Pokaż komentarze (3)