Druga z serii przedwyborczych debat, i jedyna, w której wzięli udział kandydaci na urząd wiceprezydenta, w sumie potwierdziła to, co było już wiadome o reprezentantach obu partii. Oto z jednej strony Joe Biden, w Kongresie od czasów - z dzisiejszego punktu widzenia - prehistorycznych, o wyglądzie i zachowaniu patrycjusza oraz elegancji, której w niczym nie umniejsza sztuczna szczęka. Merytorycznie nie do ruszenia. Z drugiej strony Sarah Palin, która jeszcze parę lat temu rządziła kilkutysięcznym miasteczkiem na dalekiej północy, jest podniecona swoim spotkaniem z rywalem niczym małe dziecko i unika jak może konkretnej odpowiedzi na w zasadzie każde pytanie. Nawet osoby niechętne McCainowi będą mu życzyć w przypadku wyborczego zwycięstwa wiele zdrowia w obawie przed caribu Barbie kierującą krajem. Ale to wcale nie znaczy, że ta debata oddała klucze do domu na Pennsylvania Avenue w ręce Demokratów.
Wystąpienie Bidena pokazało, dlaczego mimo całego swojego doświadczenia nigdy nie był w stanie dotrzeć wyżej niż na stanowisko przewodniczącego senackiej komisji do spraw zagranicznych. Owszem, trzeba mu oddać, że mówi konkretnie, z sensem i na tematy, na których się zna, problem w tym, że nic z tego nie wynika. Brakuje mu tej iskry, która może porwać tłumy, i widząc go trudno się dziwić, że jego starania o nominację demokratyczną w tym roku skończyły się równie szybko jak zaczęły. Palin natomiast potwierdziła, że potrafi mówić z pasją – może nie na temat, ani niespecjalnie mądrze, ale wytwarzania pozytywnej energii, która z jej odpowiedzi aż tryskała, inni powinni się od niej uczyć. Widząc (nieważne, czy wyćwiczoną) bezpretensjonalność, naturalność i wdzięk politycznej amatorki trudno jest pani gubernator nie polubić. Może i Biden jest lepszy, jeśli chodzi o umysły, za to Palin jest mistrzynią w zdobywaniu serc.
Sondaże opublikowane zaraz po debacie oczywiście niczego nie rozstrzygają. Do odkrycia wniosku, że sympatycy Republikanów uznają wyższość Palin, a Demokratów Bidena, naprawdę nie były one potrzebne. Prawda, Biden zdobył większe zaufanie independents, ale i to nie czyni go zwycięzcą – Palin nie została wystawiona jako running mate, żeby walczyć o wyborców środka, bo od tego jest McCain. Kandydatura byłej pani burmistrz Wasilli została obmyślona po to, by skonsolidować republikańską bazę, której poparcie dla niepokornego senatora nie mogło być pewne w 100%. I, jak na razie, to się udaje.
Debata więc niespecjalnie pomogła Demokratom na drodze do Białego Domu, ale też im w żaden sposób nie zaszkodziła. Barack Obama zwiększa przewagę w badaniach opinii publicznej i ciuła kolejne głosy elektorskie, lecz w porównaniu z wagą czynników ekonomicznych debaty kandydatów mają znaczenie trzeciorzędne. Nawet gdyby Palin miała doktorat z fizyki kwantowej i ze wszystkimi przywódcami światowymi była na ty, a Biden nie potrafił sklecić jednego sensownego zdania i zaczął wychwalać Ku-Klux-Klan, to Demokraci i tak by byli górą.
Podobne:
- Nie tylko fakty: odliczanie przed debatą Biden - Palin
- Wicestarcie
- PR przede wszystkim
- Debata: remis ze wskazaniem na Obamę
- Prasa brytyjska o debacie: 1:0 dla McCaina
- Egzorcyzmy Sary Palin
- Sarah Palin - debiut w atmosferze skandalu
- Sarah Palin wiceprezydentką Johna McCaina
- Joe Biden: 1% popularności
- Joe Biden wiceprezydentem Baracka Obamy


Komentarze
Pokaż komentarze (7)