Z ostatniego sondażu przeprowadzonego przez AP-GfK wśród niezależnych wyborców wynika, że ich głosy podzielone zostaną po połowie pomiędzy Baracka Obamę i Johna McCaina. Demokratycznego kandydata popiera 44% z nich, a senatora z Arizony 41%. Choć wynik ten jest dość wyrównany, to jednak nie jest to dobra prognoza dla republikańskiego kandydata. Na skutek niepopularnej polityki obecnej administracji i kryzysu finansowego duża część elektoratu odwróciła się od Republikanów, dlatego żeby wygrać John McCain musiałby zdobyć poparcie większości niezdecydowanych wyborców. Jednak sondaże wskazują na to, że choć niezależni widzą w senatorze z Arizony lepszego przywódcę, to jednak w kwestiach związanych z gospodarczym kryzysem są bardziej skłonni zaufać Obamie.
Jeszcze bardziej nieprzychylna jest dla Republikanina prognoza wyniku głosowania elektorów czwartego listopada. Obama zdobywa w niej aż 333 głosy przy 175 oddanych na McCaina.
Niekorzystne sondaże są zapewne przyczyną, dla której ton po stronie Republikanów się zaostrza. W niedzielę John McCain powiedział do grupy wolontariuszy, że w ostatniej prezydenckiej debacie, która odbędzie się w środę potraktuje batem wiadomo-co Baracka Obamy.
Pomimo korzystnych obecnie dla siebie sondaży Demokraci także nie próżnują. Wczoraj Bill Clinton dopingował działaczy partyjnych z zaliczanej do swing states Wirginii. Według niego, choć wiadomo już, że Barack Obama zwycięży, to jednak Demokraci powinni podejmować wysiłki, by zdobyć jak największą ilość miejsc w Kongresie i samorządach lokalnych.
Ewa Dryjańska
Podobne:


Komentarze
Pokaż komentarze (2)