USA 2008 USA 2008
48
BLOG

DLACZEGO ZAGŁOSOWAŁBYM NA JOHNA MCCAINA

USA 2008 USA 2008 Polityka Obserwuj notkę 12

W sytuacji gdy amerykańska gospodarka przeżywa załamanie finansowe, odpowiedzialna za to odchodząca administracja bije rekordy niepopularności, a media w zasadzie jednogłośnie wieszczą zwycięstwo Obamy, opowiedzenie się za McCainem może wydawać się ruchem cokolwiek irracjonalnym. Ale mimo to spróbuję.

Zapraszamy na Amerykański Wieczór Wyborczy


1. McCain to nie Bush

Jednym z najpoważniejszych zarzutów podnoszonych wobec republikańskiego kandydata na prezydenta jest to, że jest Republikaninem, a więc kontynuuje skompromitowaną politykę odchodzącej administracji. Tymczasem, jak trafnie zauważył McCain podczas ostatniej debaty prezydenckiej, jeśli Obama chciał startować przeciw Bushowi, powinien to był uczynić cztery lata wcześniej. Senator z Arizony nie należał nigdy do mainstreamu Partii Republikańskiej i nawet w tegorocznych prawyborach to nie on był faworytem wewnątrzpartyjnego establishmentu. Obecne związki McCaina z Republikanami można określić mianem małżeństwa z rozsądku – GOP daje mu machinę wyborczą, za to McCain gwarancję pewnych wpływów w Białym Domu. Co wcale nie znaczy, że jego prezydentura będzie przedłużeniem rządów Busha. McCain udowodnił, że jest człowiekiem bardziej inteligentnym od obecnego prezydenta i zdecydowanie bardziej niezależnie myślącym. Trudno się spodziewać, by był zaledwie marionetką neoconów i przemysłu zbrojeniowego. Owszem, będzie musiał się liczyć z ich lobby, ale to zmartwienie będzie obecne w Białym Domu niezależnie od wyniku wyborów.

John McCain i George W. Bush
John McCain i George W. Bush

Poza tym McCain należy do przeciwnego skrzydła partii niż to, które wydało Busha. Obecny kandydat nigdy nie uchodził za neokonserwatystę, miał na pieńku z religijną prawicą i aż do wyboru Sary Palin istniało ryzyko, że fundamentalistyczny elektorat republikański w ogóle na niego nie zagłosuje. Wielu konserwatystów uważało go po prostu za przebrzydłego liberała, a propozycja Johna Kerry'ego oferującego mu fotel wiceprezydenta w 2004 roku nie wzięła się z powietrza. To prawda, w Senacie McCain w 90% przypadków głosował w zgodzie ze swoją partią, ale od administracji Busha różniły go sprawy fundamentalne. Sprzeciwiał się obniżkom podatków w 2001 i 2003 roku. Krytykował pomysły obecnej administracji na zaprowadzenie pokoju w Iraku. Był przeciwko stosowaniu tortur wobec więźniów w Guantanamo – więcej nawet, zapowiadał jego zamknięcie. Jego pomysły na reformę polityki imigracyjnej były popierane właśnie przez Demokratów – ale nie przez własną partię. Trudno więc było Republikanom wybrać kandydata, który mniej by przypominał ustępującego prezydenta.

2. Doświadczenie

Kierowanie państwem nie należy do rzeczy, których można nauczyć się w trakcie. Zwłaszcza w przypadku państwa o takim znaczeniu dla świata, jakim są Stany Zjednoczone, uprzednie przygotowanie jest mocno wskazane. Dlatego, jak pokazał szereg ostatnich wyborów, społeczeństwo amerykańskie woli kandydatów, którzy sprawdzili się na niższym szczeblu – jako gubernatorzy któregoś ze stanów.

Barack Obama i John McCain
Barack Obama i John McCain

Tegoroczna kampania jest wyjątkowa pod tym względem, że żaden z kandydatów nie może poszczycić się takim doświadczeniem. Ale z uwagi na swój wiek oraz długi staż w Senacie McCain mógł nabyć kwalifikacje konieczne do kierowania państwem choćby drogą osmozy. Obama redagował Harvard Law Review oraz organizował lokalne społeczności, ale, z całym szacunkiem, może to nie wystarczyć by sprawnie przewodzić supermocarstwu. Prawda, że mieliśmy przypadki prezydentów bez doświadczenia, jak Truman czy Kennedy, którzy sobie jednak jakoś radzili. W sytuacji kryzysu gospodarczego i osłabienia pozycji USA względem innych państw wolałbym jednak nie ryzykować.

3. Użycie sił zbrojnych

Nie będę wahał się użyć siły, unilateralnie w razie potrzeby, by chronić amerykańskich obywateli lub nasze żywotne interesy, za każdym razem, gdy jesteśmy atakowani lub grozi nam takie niebezpieczeństwo. Kto jest autorem tych słów? Nie, to ani George W. Bush, ani Dick Cheney, ani John McCain. Powyższy cytat pochodzi z artykułu Baracka Obamy zatytułowanego Renewing American Leadership, poświęconego jego wizji polityki zagranicznej, który ukazał się w jednym z zeszłorocznych numerów Foreign Affairs. Nie miejmy złudzeń – jeśli, dajmy na to, Ahmadineżad poważnie zagrozi Izraelowi, wojska amerykańskie automatycznie wylądują w Teheranie i cała pokojowa retoryka Obamy będzie musiała ustąpić miejsca rzeczywistości. Niezależnie od tego, kto będzie nowym gospodarzem Białego Domu, Stany Zjednoczone dalej będą miały w wachlarzu postępowań w sytuacji kryzysowej opcję militarną. Ale to od nowego prezydenta będzie zależeć, czy wykorzysta ją mądrze. Dlatego znowu bardziej kompetentnym kandydatem wydaje mi się McCain – jako emerytowany wojskowy sam chyba wie najlepiej, do czego służą siły zbrojne i jaka jest ich specyfika.

John McCain w Iraku
John McCain w Iraku

Tymczasem Obama nie miał ani z wojskiem ani ze studiami strategicznymi nic do czynienia. Istnieje więc ryzyko, że albo będzie trwonił amerykański potencjał militarny na różnego rodzaju interwencje humanitarne, nieprzynoszące krajowi żadnego pożytku, albo zaniecha akcji tam, gdzie okaże się ona potrzebna. Przykładem może być Somalia. Odchodząca administracja Busha seniora zdecydowała się na interwencję pod koniec 1992 roku jako na rozwiązanie tymczasowe, mające przywrócić spokój w kraju, by możliwa była kontynuacja misji pokojowej ONZ. Clinton, gdy objął władzę, zdecydował o zwiększeniu obecności wojsk w Rogu Afryki. Efektem była bitwa o Mogadiszu, wycofanie żołnierzy pod naciskiem przekazu telewizyjnego i ogólna kompromitacja, której można było uniknąć.

4. Wizja świata

Barack Obama deklaruje nowe spojrzenie na rolę Ameryki w stosunkach międzynarodowych – miejsce dominacji ma zastąpić współpraca, z uwzględnieniem znaczenia takich aktorów jak Unia Europejska, Rosja czy Chiny. To multilateralne podejście z pozoru wygląda ładnie, ale propozycja zastąpienia amerykańskiego przywództwa globalnym koncertem mocarstw może okazać się zgubne dla samej Ameryki i krajów Zachodu. Może to nam się podobać albo nie, ale możemy się cieszyć demokracją, prawami człowieka i innymi wartościami uznawanymi za zachodnie tylko dzięki dobrotliwej hegemonii jaką nad Polską i naszym kontynentem sprawują Amerykanie.

USA

Jak zauważył Robert Kagan, Europa stała się tak atrakcyjnym modelem dla reszty świata właśnie dlatego, że całą brudną robotę odwalała za nią Ameryka. Ponieważ kraje europejskie nie musiały tak bardzo zajmować się wydatkami na zbrojenia, mogły spokojnie poświęcić się budowaniu dobrobytu. Jeśli teraz Ameryka zrezygnuje z pozycji światowego policjanta, próżnię zajmie kto inny. Nie będzie to Unia Europejska, która jest do tego zdecydowanie zbyt słaba, tylko państwo z innego kręgu cywilizacyjnego, którego wartości mogą okazać się nieprzystawalne do naszych. Polska doświadczyła tego rodzaju uzależnienia przez pół wieku po zakończeniu II wojny światowej i nie było to doświadczenie pozytywne. Jeśli więc polityka Obamy będzie spełnieniem jego słów, może nas czekać odrodzenie się rosyjskiej potęgi lub zagrożenie dominacją ze strony Chin.


Maciej Józefowicz


PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

USA 2008
O mnie USA 2008

Dołącz do nas. Kontakt: usa2008@gazeta.pl O wyborach w Ameryce piszemy od listopada 2007. Nasze wpisy sprzed 14 lipca 2008 możesz przeczytać na http://usa2008.blox.pl Teksty są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska Kierowniczka projektu: Anna Dryjańska Koordynatorzy: Bartłomiej Bartel Jarosław Błaszczak Ewa Dryjańska Maciej Józefowicz oraz Paweł Adamiec Adrian Biernacki Michał Filipowicz Magdalena Gotowicka Piotr Kobosko Paulina Kozłowska Maciej Lewandowski Maciej Matejewski Morgan O'Neill Jakub Osina Marcin Świerczek i inni

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka