Gwoździem do trumny było dla McCaina załamanie na rynkach finansowych na kilka tygodni przed wyborami. Ekonomia zdominowała wtedy już zupełnie debatę wyborczą, a to był właśnie teren na którym Obamie najłatwiej było McCaina atakować pokazując jego uwikłanie (90% zgodnych głosowań) w politykę administracji George'a W. Busha i przypisywać mu grzechy 8-letnich rządów Republikanów. O kompletnym fiasku tej części kampanii, które zdecydowało o wizerunku McCaina jako człowieka nie radzącego sobie z trudnościami i nie potrafiącego działać na wielu frontach jednocześnie, przesądziła jego reakcja na kryzys.
Przeczytaj pierwszą część tekstu
John McCain i George W. Bush
McCain jednego dnia utrzymywał, że podstawy amerykańskiej ekonomii są solidne, drugiego żądał dymisji wysokiego urzędnika państwowego, jako kozła ofiarnego (co było i tak niemożliwe ze względów formalnych), trzeciego zawiesił kampanię wyborczą odwołując pierwszą debatę telewizyjną i poleciał do Waszyngtonu, by... nie powiedzieć ani słowa na temat sposobów rozwiązania kryzysu ekonomicznego (na spotkaniu liderów Partii Demokratycznej i Republikańskiej zwołanym z inicjatywy prezydenta George'a W. Busha), czwartego wziął udział w debacie telewizyjnej dostając tęgie baty, a piątego zagłosował za wyciągnięciem setek miliardów dolarów z kieszeni podatników i wpompowaniem ich do prywatnych banków i instytucji finansowych, by po chwili oskarżać swego oponenta, iż jest socjalistą. Nic dziwnego, że McCain nie mógł liczyć na aplauz.
Bardzo ważną, choć zupełnie niezauważoną w polskich mediach (autocenzura? niewiedza?) przyczyną porażki McCaina była postawa 54% katolików, którzy wbrew nawoływaniom biskupów oddali głos na Obamę (Thomas J. Reese, Catholics go for Obama). Miało to bardzo duże znaczenie, gdyż katolicy stanowią zwykle około 25% głosujących, a co najważniejsze zamieszkują te stany, ktore były kluczowe (swing states) dla ostatecznego zwycięstwa. Mowa o białych katolikach w Ohio i Pensylwanii, latynoskich w Kolorado, Nowym Meksyku, Nevadzie, afroamerykańskich na Florydzie. We wszystkich tych stanach wygrał Barack Obama.
Powód dla którego amerykańscy katolicy tak licznie poparli demokratycznego kandydata wyjaśnił biskup archdiecezji Los Angeles, Gabino Zavala w wywiadzie dla The New Republic: Nie jesteśmy kościołem jednego problemu: aborcji. Każdy przypadek aborcji jest ludzkim dramatem. Dramatem, który nie powinien się zdarzyć. Podejmując decyzję jako wyborcy musimy jednak brać pod uwagę różne inne problemy, które dotykają ludzi, takie jak rasizm, tortury, imigracja, wojna, opieka zdrowotna, podatki, ubóstwo - które najbardziej dotyka ludzi starszych, dzieci z biednych rodzin, samotne matki. Nie da się zbudować kultury życia, jeśli nie widzi się go we wszystkich jego przejawach. Ta wypowiedź jest echem stanowiska biskupów amerykańskich zawartego w wydanym w 2007 roku Forming Conscience for Faithful Citizenship.
Świetnie ten punkt widzenia amerykańskich postępowych katolików ilustrują ich strony w internecie: choćby ProLifeProObama czy CatholicDemocrats. Dowodzą one, że katolicy amerykańscy widzą życie takim, jakim realnie jest i reagując na to co ono niesie kierują się rozumem, zdrowym rozsądkiem oraz wszystkimi przykazaniami Dekalogu. Nie tak, jak wielu polskich katolików, dla których Dekalog to tylko nie zabijaj (płodów), a katolicyzm redukowalny jest do kwestii aborcji.
Tak na marginesie, warto w tym miejscu zestawić ze sobą palinizm i kaczyzm, przyglądając się uważniej oświadczeniu wygłoszonemu przez posła PiS Artura Górskiego na temat wyboru Baracka Obamy na 44 prezydenta USA. To oświadczenie jest swoistym manifestem ideowym kaczyzmu, czy szerzej polskiej religijnej, nacjonalistycznej prawicy).
Powodów, dla których John Mccain musiał przegrać wyścig do Białego Domu jest rzecz jasna więcej. Dla 21% wyborców był on za stary na prezydenta (Pew Research Center). Nie miał również tak świetnych strategów jak David Axelorod i David Plouffe, którzy poprowadzili kampanię wyborczą Obamy po mistrzowsku, nie popełniając żadnych większych błędów (a trzeba pamiętać, iż mieli bardzo trudne zadanie, gdyż czarny Obama miał za przeciwniczki trzy białe kobiety: Hillary Clinton, Sarę Palin oraz żonę Johna McCaina, Cindy). Maszyna wyborcza Obamy była technologicznie (internet!) o kilka klas lepsza, co między innymi przyczyniło się do mobilizacji młodego elektoratu i zgromadzenia potężnych funduszy (3 miliony ofiarodawców, przy średniej wpłacie poniżej 200 dolarów).
John McCain musiał przegrać jednak przede wszystkim dlatego, gdyż przesłanie Baracka Obamy - change, hope, unity, progress - idealnie wpasowało się w moment historyczny, a on sam był jego idealnym wyrazicielem, stając się naturalnym kandydatem Ameryki przyszłości. Przede wszystkim zaś Obama był kandydatem ludzi młodych, inteligencji oraz Latynosów. Udział w wyborach tych dużych grup wyborców zdecydował o wygranej Obamy. Marnie wróży to przyszłości palinizmu, gdyż to właśnie te grupy będą dominować na scenie politycznej USA przez najbliższe dekady. Za to świetnie wróży to Ameryce. Na szczęście.
Mr Off, Nowy Jork
imię i nazwisko znane redakcji
Przeczytaj także:
- John McCain - skazany na klęskę - część I
- Program Obamy - yes he can? - część I, część II
- Parada politycznych groupies
- Prawdziwa przyczyna porażki McCaina
- Wybory w Stanach? Ale o co kaman? ;)
- Zdradliwe zwycięstwo Demokratów, wschodzące gwiazdy Republikanów
- Prezydent Obama - słowa i czyny
- Sen spełniony: Barack Obama prezydentem USA
- Podziękowania - coś się kończy, coś się zaczyna
Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (3)