USA 2008 USA 2008
35
BLOG

CO ZMIENI OBAMA - POLEMIKA (III)

USA 2008 USA 2008 Polityka Obserwuj notkę 3

Jedno jest pewne, Obama przynosi zmianę, zmianę metody. Czas najwyższy. Jego żądania wobec europejskich sojuszników, jak to Pan Brachowicz nazywa, to nic innego jak właśnie międzynarodowa współpraca, której za czasów Busha juniora tak bardzo brakowało. W praktyce Ameryka nie może żądać, może prosić i za pomocą dyplomacji starać się skłonić europejskich sojuszników do owocniejszej współpracy, a europejscy sojusznicy, którym bardzo zależy na partnerstwie, najpewniej na zwiększenie zaangażowania się zgodzą. Nie zapominajmy, że to co najbardziej Europie przeszkadzało w angażowaniu się np. w Iraku to fakt, że była to prywatna amerykańska awantura realizowana bez mandatu ONZ i przy pogwałceniu rezolucji 1441.

Przeczytaj pierwszą i drugą część tekstu - polemiki z artykułem Macieja Brachowicza

Europę wiąże ze Stanami Zjednoczonymi znacznie więcej niż się na pozór wydaje i to właśnie dlatego, że po obu stronach Atlantyku wierzy się w podobne ideały. Prezydentura Obamy może przynieść na dodatek uzgodnienie metod. Będzie to tym łatwiejsze, że zbiega się w czasie z kryzysem ekonomicznym, który wzajemne dostrajanie i tak wymusi. Tak się składa, że zdecydowana większość krajów wysoko rozwiniętych to kraje bezpośrednio mające związki albo z USA albo z Europą, zatem te dwa ośrodki są naturalnymi osiami, których dostrojenie jest teraz niezbędne, wzajemne upodobania nie będą tu miały szczególnego znaczenia gdyż są zbieżne, a politykę współpracy sytuacja zwyczajnie wymusza.

Nadszedł czas, aby zająć się kwestią zmian klimatycznych i podejściem Baracka Obamy do tych kwestii. Maciej Brachowicz stwierdza słusznie, że Obama będzie bardziej skłonny do współpracy z Europą również w dziedzinie dotyczącej tych zagadnień, jednocześnie stawia postulat, że bez Chin protokół z Kioto nie ma sensu. Oczywiście protokół bez Chin ma sens mniejszy niż z chińskim udziałem, jednak skreślanie go przypomina trochę sytuację rozbitka w dziurawej łodzi. Może on zatkać przeciek ręką, przez co stróżka wody dalej będzie wlewać się do łodzi, ale nie będzie to już strumień, albo w samozadowoleniu może nie robić nic i pozwolić swojej łódce zatonąć. Znów pytanie retoryczne - co rozsądek podpowiada w takiej sytuacji czynić?

Podobne pytanie zadać można w kwestii wątpliwości co do natury samych zmian klimatycznych. Faktem jest, że teorie akcentujące rolę człowieka w zmianach klimatycznych są tylko pewną opcją. Faktem kolejnym jest to, że teorii przeciwnych, mówiących o tym, że środowisko zmienia się cyklicznie też nie sposób udowodnić. Co nam zatem pozostaje? Zasadniczo znaleźliśmy się w sytuacji, w której paliwa kopalne tak czy owak za lat najwyżej kilkanaście zostaną wyczerpane, co zwyczajnie wymusi przestawienie się na nowe technologie energooszczędne i ekologiczne. Co więcej wiele wskazuje na to, że przynajmniej część efektu cieplarnianego jest winą człowieka. Rozsądek podpowiada, że czekanie na 100%-owe potwierdzenie tej tezy z założonymi rękami jest bezprzedmiotowe gdyż najpóźniej za kilkanaście sytuacja i tak nastąpi przestawienie. Co więcej - jeśli zawczasu do tej zmiany nie dojdzie to będziemy mieć do czynienia z ogólnoświatowym kryzysem na skalę dotychczas nieznaną - łatwo wyobrazić sobie ogólnoplanetarny szok gdyby surowce się wyczerpały, co wywindowałoby ich ceny do zupełnie kosmicznego poziomu.

Skrajną nieodpowiedzialnością byłoby zignorowanie zjawiska, jak to zawzięcie czyni część aktywistów prawicowych. Intryguje fakt, że ci sami aktywiści bez chwili wahania chcą topić ogromne środki np. w przeciwdziałanie terroryzmowi. Zapytać wypada jakie jest realne zagrożenie terroryzmem? Nijakie. Największe zamachy doprowadziły do śmierci kilku tysięcy ludzi, przeciętnie w zamachu (udanym - nieudanych nie wliczam) ginie ledwo kilka osób, spektakularne zamachy przynoszące po kilkaset ofiar zdarzają się średnio co lat kilka. Namiastkę tego, co przynieść mogą zmiany klimatyczne już się obserwuje. Wystarczy zobaczyć ile setek ofiar pochłaniają co roku anomalie pogodowe, jak mocno ucierpiał sam Nowy Orlean kilka lat temu. Ameryki nie stać na powtórkę tej sytuacji, choć najpewniej Obama w przeciwieństwie do Busha potrafiłby w takiej sytuacji działać odrobinę sprawniej. Dlaczego? Może dlatego, że trudno wyobrazić sobie większy przykład bushowskiej nieudolności w dziedzinie polityki wewnętrznej.

Przyszedł czas na programy aborcyjne ONZ, które Obama najpewniej zacznie wspierać. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że kiedy zawiesi się na kołku judeochrześcijańskie różowe okulary o chodzeniu i rozmnażaniu się (Rdz 1,28) wyjdzie na jaw obraz przerażający. Najwyższy wzrost populacji notują kraje najbiedniejsze, co za tym idzie, nawet gdy te kraje notują jakikolwiek wzrost gospodarczy to natychmiast jest on konsumowany przez coraz większe rzesze ludzi. Tworzy to spiralę ubóstwa, a w konsekwencji doprowadza do tego, że kolejne klęski głodu wybijają z powodzeniem kolejne miliony ludzi. Resztę robią choroby, wojny i inne czynniki. Można sarkać, iż to nie po bożemu inwestować w ograniczanie przyrostu ludnościowego na świecie, tylko czy to ludzkie obserwować ofiary tych tragedii, których można było uniknąć?

Działacze pro life w swojej hipokryzji co i rusz wzbijają się do granic absurdu z tej prostej przyczyny, że angażując się całym sercem w obronę nienarodzonych całkowicie ignorują ludzi i ich potrzeby gdy ci już się urodzili. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że według sondażu Gallupa z 2003 roku aż 99% (sic!) osób o przekonaniach antyaborcyjnych w USA jest za stosowaniem kary śmierci?

To co robią od wielu lat UNFPA i WHO w dziedzinie zastopowania wzrostu populacji to w małym stopniu działania aborcyjne. Na dobrą sprawę działania tych organizacji po pierwsze stawiają na propagowanie antykoncepcji, a jeśli promują aborcję to walczą o to, aby zabiegi były wykonywane w sposób cywilizowany, a nie tak jak to ma miejsce w Polsce za pomocą różnych wyszukanych metod ludowych (stosowane są zioła, leki na wrzody, środki czyszczące do toalet, wieszaki...) i często przez ludzi bez kwalifikacji. No ale kogóż z religijnych działaczy obchodzi ktoś tak nisko postawiony w hierarchii społecznej jak kobieta? Wszak rzekł św. Paweł Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem, lecz chcę, by trwała w cichości. Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci. Amen?

Czas teraz na część Zwycięstwo Ameryki i Europy? Jak słusznie zauważa autor po obu stronach Atlantyku trwa euforia po zwycięstwie Obamy. Już sam ten fakt mówi wyraźnie o jednym - ta wielka kałuża, która rozciąga się między nami a USA , nie dzieli nas aż tak bardzo i mało jest rzeczy, które mogłyby Europę do USA zbliżyć bardziej niż zwycięstwo Obamy. Oto jest sens zmiany której Maciej Brachowicz tak usilnie szuka. Zmiana nie będzie polegać tylko i wyłącznie na zmianie retoryki, choć fakt, ta bushowska była tak zła, że jasnym było iż niezależnie od wyniku głosowania i tak po wyborach zmieni się na lepsze. Zmiana polegać będzie na odbudowaniu wizerunku USA na świecie. Kiedyś po czasach Wietnamu zrobił to Carter, teraz czas na Obamę. Sądząc po skali wieców, jakie towarzyszyły podróży kampanijnej Obamy po Europie, Europejczycy wiedzą, że wybiła ich godzina i widzą wyraźnie gdzie leży zmiana o której tyle Obama mówi.

Jako, że autor znów wraca w tym miejscu do zagadnień strategicznych, ja również się o to pokuszę i zapytam wprost - czym jest NATO? Pytanie jest retoryczne - to Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego. Czy jest możliwa organizacja składająca się z jednego członka? Odpowiedź jest dość jednoznaczna. Oczywiście siłą NATO zależy głównie od USA, jednak kolejne strategie sojuszu nie były jednorodne, różniły się założeniami, w Europie zaś od dawna mówi się o planowanej rozbudowie jej wspólnej zdolności obronnej. Do tej pory USA starały się często grać tutaj przeciwko europejskim dążeniom w tej dziedzinie gdyż zdawały sobie sprawę, że będzie to oznaczało coraz większe uniezależnianie się Europy od dominacji wojskowej USA.

W tej chwili, gdy Obama zaczyna mówić wprost, iż będzie chciał od Europy większego zaangażowania, te marzenia wreszcie napotykają dogodny ich realizacji klimat. Wzmocni to NATO zwiększając jego potencjał, rozwinie to Europę, która obecnie dysponuje nieproporcjonalnie małą siłą zdolną do działań daleko poza swymi granicami. Trudno w tej sytuacji dziwić się, że Europa cieszy się ze zwycięstwa Obamy. Jest to dla Europy szansa na wybicie się w sferze wojskowej przynajmniej do rangi partnera z którego zdaniem poważnie trzeba się liczyć.

Pojawia się w tym miejscu kwestia Rosji i wypada zadać sobie kolejne pytanie - czy Rosja w obecnym układzie sił na świecie jest liczącym się supermocarstwem z perspektywami na rozwój? Nie. Dlaczego? Ponieważ ma mocno przestarzałą monokulturową gospodarkę bazującą na koniunkturze na surowce energetyczne. Ponieważ ma przestarzałą armię i przemysł zbrojeniowy, a jej siły strategiczne są na tyle małe, że zupełnie nieporównywalne z amerykańskimi. Ponieważ ma wymierającą populację kurczącą się w takim tempie, że zasadne staje się pytanie jak będzie wyglądała mapa polityczna świata za pół wieku. Rosja ma pewien potencjał, zwłaszcza, że wreszcie doczekała się silnych rządów, jednak przyglądając się jej nerwowym działaniom trudno nie odnieść wrażenia, że są one w dużej części efektem strachu wynikającego z poważnej troski o zachowanie jedności terytorialnej.

Doczekaliśmy sytuacji, gdy mówiąc o mocarstwach, można na serio postulować, iż kiedyś prawdziwym nowym biegunem świata staną się Chiny lub Indie, ale w żadnym razie nie będzie to Rosja. Czy zatem trzeba być wobec Rosji spolegliwym? Nie. Właściwą polityką powinno być czekanie. Coś w czym Chiny specjalizują się od tysiącleci. Co więcej, trzeba zadać sobie pytanie - w jaki najlepszy możliwy sposób można ograniczyć potencjał Rosji nie narażając się jednocześnie na jej odwet w akcie desperacji? Przez ekologię oczywiście. Redukcja emisji dwutlenku węgla wymusi redukcję zużycia paliw kopalnych z których Rosja żyje. Oczywiście może ona sprzedać swe zasoby Chinom i pewnie tak zrobi, jednak pamiętajmy, że podkarmianie Chin w tym układzie sił przypomina trochę pasienie smoka dziewicami - im więcej ich zje tym staje się potężniejszy i tym trudniej będzie Rosji żyć koło niego.

Paweł Adamiec

Jutro, we wtorek, zapraszamy na ostatnią część tekstu

Przeczytaj także:


PolitykaGlobalna.pl - portal o polityce międzynarodowej

Zapraszamy do nowego serwisu o polityce międzynarodowej - PolitykaGlobalna.pl

USA 2008
O mnie USA 2008

Dołącz do nas. Kontakt: usa2008@gazeta.pl O wyborach w Ameryce piszemy od listopada 2007. Nasze wpisy sprzed 14 lipca 2008 możesz przeczytać na http://usa2008.blox.pl Teksty są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska Kierowniczka projektu: Anna Dryjańska Koordynatorzy: Bartłomiej Bartel Jarosław Błaszczak Ewa Dryjańska Maciej Józefowicz oraz Paweł Adamiec Adrian Biernacki Michał Filipowicz Magdalena Gotowicka Piotr Kobosko Paulina Kozłowska Maciej Lewandowski Maciej Matejewski Morgan O'Neill Jakub Osina Marcin Świerczek i inni

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka