Od nocy wyborczej 4 listopada media spekulują na temat składu gabinetu prezydenta-elekta. Barack Obama przygotowuje się jednak do objęcia urzędu nie tylko na płaszczyźnie wewnętrznej, ale i międzynarodowej. Dziś odbył telefoniczną rozmowę z Sekretarzem Generalnym ONZ Ban Ki-Moonem.
Politycy rozmawiali między innymi o rozwiązywaniu obecnych kryzysów, wyzwaniach globalnych, a także o relacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a ONZ. Obama postulował daleko idącą reformę organizacji. Jest to spójne z jego wypowiedziami jeszcze z czasów kampanii wyborczej. Odnosząc się do nieskuteczności tej instytucji ówczesny senator z Illinois mówił: Zbyt często państwa należące do ONZ używają procedur obowiązujących w organizacji jako środka prowadzącego do zaniechania działań, niż jako środka do rozwiązania problemów.
Jednak pomimo krytycznych uwag Obama, w przeciwieństwie do swojego poprzednika George'a W. Busha, zdaje się wierzyć w autorytet ONZ, o czym świadczy chociażby ta wczesna rozmowa z Ban Ki-Moonem.
W swoich wcześniejszych wystąpieniach Obama dostrzegał takie korzyści płynące dla USA z istnienia organizacji jak: praworządność, pokojowe rozwiązywanie sporów oraz działalność humanitarna w skali globalnej. Tymczasem odchodząca administracja w zależności od własnych potrzeb potrafiła obchodzić procedury ONZ (najjaskrawszy przykład to rozegranie sprawy irackiej) oraz bojkotować inicjatywy multilateralne takie jak choćby protokół z Kioto. Przyczyniała się także do dezawuowania prawa międzynarodowego poprzez jawne naruszanie jego norm (chociażby tych dotyczących praw człowieka w postaci bazy Guantanamo).
Odnowę i poprawę stosunków z ONZ postulują także największe w Stanach Zjednoczonych autorytety w sprawach polityki międzynarodowej takie jak Madeleine Albright, Zbigniew Brzeziński czy Warren Christopher. W oświadczeniu wysłanym wczoraj do prezydenta-elekta napisali: Przyszły amerykański prezydent ma wyjątkową możliwość ożywienia amerykańsko-onzetowskich relacji jako symbolu amerykańskiego wkładu do konstruktywnej współpracy międzynarodowej.
Zarówno byli wysocy urzędnicy jak i wielu zwykłych Amerykanów ma już dość złego wizerunku swojego kraju na świecie. Liczą na to, że Obama poprzez nastawienie multilateralne i dowartościowanie organizacji międzynarodowych na czele z ONZ zmieni percepcję USA na świecie, co z kolei przyczyni się do efektywniejszej realizacji ich interesów.
Deklaracje prezydenta-elekta są obiecujące, ale nie można mieć pewności czy nawet w kwestiach niewygodnych Stanom Zjednoczonym będzie gotów uznać prymat organizacji.
Kolejną problematyczną kwestią jest reforma ONZ. Nawet przy dobrych chęciach Obama nie będzie w stanie jej przeforsować bez współpracy takich krajów jak Rosja czy Chiny. Biorąc także pod uwagę aspiracje i silną presję wielu krajów do znalezienia się w gronie stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ może się okazać, że reforma byłaby dla USA zbyt kosztowna politycznie, gdyż oznaczałaby poszerzenie kręgu państw sprawujących większą władzę.
Ewa Dryjańska


Komentarze
Pokaż komentarze (3)